Z Botafogo wprost na Cichą

Pilka nozna. Sparing. Ruch Chorzow - Odra Centrum Wodzislaw. 05.08.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Piłkarskiego abecadła uczył się grać w najsławniejszych brazylijskich klubach. Teraz ma się okazać zbawcą „Niebieskich”. – Wiem, jak trudna jest sytuacja, ale futbol to walka. Tego się nie boję – mówi 24-letni Mello, który w barwach chorzowskiej jedenastki może zadebiutować w dzisiejszym meczu ze Stomilem.

Mello, a właściwie Giacomo Mello Corbellini, pochodzi z jednego z najbardziej znanych ośrodków piłkarskich w Brazylii - Porto Alegre. Swoją siedzibę mają tam dwa wielkie kluby: Gremio i Internacional. Tam właśnie zaczynała się jego piłkarska przygoda, ale prawdziwego futbolowego abecadła uczył się w Botafogo, który swoją siedzibę ma w Rio de Janeiro.


To jeden z najsłynniejszych klubów w kraju pięciokrotnych mistrzów świata. – W Botafogo grali najlepsi brazylijscy piłkarze, jak Garrincha czy Nilton Santos. To wielki klub ze wspaniałą historią, bardzo popularny w całej Brazylii. Spędziłem tam cztery lata, miałem podpisany dwuletni zawodowy kontrakt. Jako młodych chłopak zaliczyłem dwa występy w pierwszym zespole, po czym wyjechałem grać do drugoligowego portugalskiego klubu – opowiada o swojej karierze.

 

Dobrze się zapowiadał
W portugalskim AD Os Limianos występował wiosną 2012 roku, jako ledwie nastolatek. Po kilku miesiącach wrócił jednak do Brazylii, gdzie grywał w klubach II i III ligi. - Moim ostatnim klubem w Brazylii był trzecioligowy zespół Tombense. Ostatni sezon spędziłem we Włoszech, gdzie grałem w malutkim klubie ASD Vigor. Po jego zakończeniu mój menedżer, który jest Polakiem, zaproponował mi grę w Polsce. Przed przyjazdem tutaj niewiele wiedziałem o waszym kraju, nie mówiąc już o klubach – wspomina.

 

Owym menedżerem Mello jest były piłkarz Jagiellonii, Widzewa i Stomilu - Krzysztof Maciejczuk. W ekstraklasie, w barwach Widzewa i Stomilu, wystąpił w 5 ligowych spotkaniach, w latach 1998-99. Teraz związany jest z agencją menedżerską Soccer4Pro, która w swojej stajni ma takich zawodników, jak były obrońca Wisły Kraków, Osman Chavez, czy znany z występów w Zagłębiu Sosnowiec Vamara Sanogo

 

Mello najpierw, pod koniec czerwca, pojawił się na sprawdzianach właśnie w Sosnowcu. Z podpisania kontraktu nic jednak nie wyszło, bo Zagłębie postawiło na innych zawodników. Zaraz potem Brazylijczyk pojawił się w Chorzowie, gdzie przekonał do siebie sztab szkoleniowy, z Krzysztofem Warzychą na czele.

 

Z włoskim paszportem
- Cieszę się, że przekonałem do siebie trenera i podpisałem dwuletni kontrakt. Spodobał mi się klub, ludzie. Wiem, że jest trudna sytuacja, ale trzeba walczyć. Futbol to właśnie walka. Tego się nie boję. Przyznam, że o sytuacji Ruchu nic nie wiedziałem i nie jest to dla mnie ważne. Chcę grać, pomagać swojej nowej drużynie, mieć dobry sezon i rozwijać się – mówi piłkarz z Ameryki Południowej.

 

Mello, oprócz brazylijskiego, ma jeszcze włoski paszport. – To dlatego, że rodzina ze strony ojca pochodzi z tego kraju. Ja czekam teraz na najbliższych. Wkrótce ma do mnie dołączyć żona i piętnastomiesięczny synek – tłumaczy zawodnik.

 

Brazylijczyk z niecierpliwością czeka też na debiut w polskiej lidze. – Już nie mogę się go doczekać. Ze swojej strony zrobię wszystko, żeby pomóc klubowi – podkreśla.

 

- Mello to zawodnik na ekstraklasę. Jego wejście na pewno znacznie wzmocni Ruch – przekonuje dyrektor „Niebieskich”, [Krzysztof Ziętek]. - Mello, z przodu Chorwat Posinković, do tego w obronie Argentyńczyk Villafane - na pewno wzmocnią drużynę. Z tymi zawodnikami w składzie będzie znacznie łatwiej rywalizować na pierwszoligowych boiskach. Do tego nie można jeszcze zapomnieć o bramkarzy Bankowie, który o miejsce w składzie rywalizował będzie z Hrdliczką – podsumowuje Ziętek.

 

 

ZAGRANICZNY ZACIĄG RUCHU

 

Nikołaj Bankow
26-letni bramkarz z Bułgarii w poprzednim sezonie występował w Lokomotivie Gorna Orjachowica. Mimo spadku z najwyższej klasy rozgrywkowej, należał do wyróżniających się bramkarze w lidze bułgarskiej. Latem podpisał dwuletni kontrakt z „Niebieskimi”. Swoją karierę zaczynał w Dobrudży Dobrich. Miastem partnerskim tej prawie 90 tys. miejscowości w północno-wschodniej Bułgarii jest Nowy Sącz.

 

Santiago Villafane 

Lista klubów, w których ten 29-letni prawy obrońca z Argentyny występował, robi wrażenie. Piłkarskiego abecadła uczył się w słynnym Boca Juniors, gdzie swoja karierę kończył Diego Armando Maradona. Potem był w filii Realu Madryt, w drugoligowej Castilli. Trenował z pierwszym zespołem „Królewskich”, ale w pierwszym zespole nie wystąpił. To prawdziwy futbolowy obieżyświat. Grał w klubach z Danii, Chorwacji i Bułgarii. Ma też włoski paszport. Zimą 2011 był na sprawdzianach w Polonii Warszawa.

 

Bojan Marković
Siłą środkowego obrońcy z Bośni i Hercegowiny jest doświadczenie i wzrost. Po letniej kadrowej rewolucji w chorzowskim zespole jest najstarszym graczem w kadrze „Niebieskich”. Także wzrostem nikt go nie przebija - Bośniak mierzy aż 197 cm. Ostatnio grał w albańskim klubie Teuta Durres. Z Ruchem podpisał 2-letni kontrakt. Po parafowaniu umowy, dziennikarzom serbskiego tabloidu „Blic” powiedział, że jeśli nie podpisałby umowy z polskim klubem, to zakończyłby karierę, bo nie widział sensu powrotu do Bośni.

 

Vilim Posinković
26-letni chorwacki napastnik ma być tym, który zapewni jedenastce z Chorzowa odpowiednią jakość z przodu. Podobnie, jak Argentyńczyk Villafane, grał w wielu zagranicznych klubach. Występował w zespołach z Turcji, Grecji, Bośni i Hercegowiny, Finlandii czy Cypru. Jak sam mówi, nie boi się wyzwań i presji. Jest mocno wierzącą osobą. Na ręce ma tatuaż z Biblii z cytatem: „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną”.

 

Z tej samej kategorii