Buzia od razu się uśmiechnęła

Długo nie było mnie w Chorzowie, ale gdy przyjechałem pierwszy raz pod klub, to czułem się tak, jakbym wyjeżdżał stąd wczoraj, a nie cztery sezony temu – mówi Hubert Kotus, lewy obrońca, który po latach znów ma grać w Ruchu.

Ruch Chorzow - GKS Pniowek Pawlowice 74
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Jednym z zawodników, którzy tej zimy mają parafować umowę z Ruchem Chorzów, jest Hubert Kotus. 25-letni lewy obrońca II-ligowych Błękitnych Stargard pojechał z „Niebieskimi” na zgrupowanie do Rybnika-Kamienia i mając status zawodnika testowanego wystąpił w sparingu z Pniówkiem Pawłowice Śląskie (2:2).
- Decyzja o mojej przyszłości miała zapaść właśnie po tym sparingu. Okazało się, że zostaję. Jestem na etapie rozwiązywania swojego kontraktu w Stargardzie. Wszystko wskazuje na to, że za chwilę podpiszę kontraktu. Trenerzy są na tak, dlatego jestem zadowolony. Nie wiem, czy formalności zdążymy dopiąć na obozie. Raczej załatwimy to, gdy już się skończy i będziemy mieli dwa dni wolnego. Chcę to mieć za sobą jak najszybciej, by głowa była już czysta i spokojna – mówi nam Kotus.

 

Liczył na debiut
Dla urodzonego w 1993 roku defensora to powrót na Cichą. W Ruchu występował już w przeszłości przez trzy sezony. Trafił do klubu w przerwie zimowej sezonu 2010/11, jako 16-latek mający za sobą grę w III-ligowym Dębie Dębno. W barwach „Niebieskich” – z przerwą na wypożyczenie do Warty Poznań - występował w Młodej Ekstraklasie i rezerwach. Odszedł latem 2014, nie doczekawszy się debiutu w ekstraklasie.

 

- Był moment, kiedy czułem, że jest on blisko. Nawet bardzo. Jeździłem wtedy na młodzieżową kadrę Polski. Pamiętam, że kontuzje złapali jednocześnie Łukasz Janoszka i Marek Zieńczuk. Wydawało mi się, że nadchodzi mój czas, rozmawiałem z trenerami. Potoczyło się jednak tak, że też doznałem urazu i zadebiutował ktoś inny, czyli Mateusz Kwiatkowski – wspomina Kotus.

 

Teraz historia poniekąd zatacza koło. Nie byłoby raczej tej zimy tematu poszukiwań lewego obrońcy, gdyby nie fakt, że w końcówce jesieni poważnej kontuzji nabawił się Adrian Liberacki, czyli zmiennik Mateusza Hołowni. W kadrze powstała luka, którą wypełnić ma Kotus.

 

- Tak to już w piłce jest, że nieszczęście jednego może się równać szczęściu drugiego. Z Ruchu odszedłem przecież przez to, że zerwałem więzadła w lewej nodze, a niedługo potem wygasał mój kontrakt. Gdyby nie to, jestem przekonany, że zagrałbym w ekstraklasie i moja historia potoczyłaby się zupełnie inaczej. Jest jednak, jak jest. Teraz dostałem drugą szansę. Mam nadzieję, że dopisze mi zdrowie i ją wykorzystam – podkreśla 25-latek.

 

Stale do góry
Gdy w 2014 roku rozstał się z Chorzowem, przez pół roku leczył się i pozostawał bez klubu. Wiosną 2015 grał w Stilonie Gorzów Wielkopolski, potem – Świcie Skolwin, Olimpii Zambrów i Błękitnych Stargard.

 

- Po kontuzji trochę „obijałem” się po trzeciej lidze. Musiałem się odbudować. Przez półtora roku byłem w trzeciej lidze, potem przez kolejne półtora – w drugiej. W Zambrowie rozegrałem cały sezon, a potem dołączyłem do Błękitnych, co było krokiem do przodu – przyznaje Hubert Kotus.

 

Furory jednak w Stargardzie minionej jesieni nie zrobił. Zanotował 10 występów, a od 2 września do 25 listopada nie zaliczył w drugiej lidze ani minuty.

 

- Grałem wszystko do momentu, kiedy nie złapałem mięśniowego urazu. Wykluczył mnie z gry na miesiąc. To normalna sprawa. Trzeba było się wyleczyć. Gdy wyzdrowiałem, to na ostatni mecz wróciłem do składu i wszystko było dobrze, zwłaszcza że wygraliśmy w Stalowej Woli – zaznacza.

 

I dodaje: - Odkąd wróciłem na boisko po zerwanych więzadłach, idę cały czas w dobrą stronę. Półtora roku w trzeciej lidze, półtora w drugiej – a teraz znajdę się w pierwszej. Ta moja „strzałka” idzie do góry! Nie jestem zdziwiony, że idę do pierwszej ligi., a Błękitni nie będą robili mi problemów ze zmianą klubu. To zamknięte środowisko, w którym każdy pochodzi z okolicy, wszyscy się dobrze znamy i rozumiemy. Jeśli ktoś ma szansę iść wyżej, jest przez trenerów i działaczy wspierany. Rozmawiałem już z prezesami, wszyscy dobrze mi życzą,

 

Ruch to… Ruch!
W pierwszym sparingu po powrocie do Ruchu, kibice mogli zapamiętać go głównie z tego, że… sprokurował rzut karny, po którym III-ligowy Pniówek strzelił jednego z goli. – To taka rysa na szkle. Dosyć przypadkowa sytuacja. Generalnie, dobrze mi się grało. Już trzy minuty po tym karnym dałem wrzutkę, po której wyrównaliśmy – zauważa Kotus.

 

W zespole, mimo upływu lat, spotkał wiele znajomych twarzy. – Najdłużej znam Maćka Urbańczyka, z którym grałem w juniorach i Młodej Ekstraklasie. Później dołączył do nas Miłosz Trojak, w ME w zespole był też Łukasz Siedlik. No i kojarzę kilku młodszych chłopaków. Jak Patryka Sikorę czy Michała Rutkowskiego. Z aklimatyzacją nie będzie żadnego problemu – przyznaje.

 

Dla Kotusa przenosiny do Ruchu to oczywiście wielka szansa, ale też – jak to dziś w przypadku tego klubu bywa – znak zapytania, co przyniesie przyszłość.
- Spokojnie. Gdy tylko dostałem telefon z pytaniem o Ruch, to buzia mi się uśmiechnęła. Mimo propozycji testów w innych klubach z pierwszej ligi, byłem od razu zdecydowany. Ruch Chorzów to Ruch Chorzów. Cokolwiek by się działo, to najbardziej utytułowany polski klub, z fantastycznymi, najlepszymi w kraju kibicami. Otoczka to ekstraklasa. Przed wyjazdem na obóz rozmawiałem z prezesami i otrzymałem zapewnienia, że wszystko będzie miało ręce i nogi. Klub jest na zakręcie, ale zmierza ku dobremu. Czas spędzony w Chorzowie dobrze wspominam. Mimo że nie było mnie tu cztery lata, to znane mi miejsce, znani trenerzy. Wiele się nie zmieniło. Gdy przyjechałem pierwszy raz pod klub, czułem się tak, jakbym wyjeżdżał stąd wczoraj. Wiosną chcę udowodnić wszystkim, że mój pierwszy pobyt w Ruchu nie był przypadkiem – mocno akcentuje lewy defensor.

 

Komentarze (8)

Napisz komentarz
No photo
No photo~Kibic Ruchu od 66lat Użytkownik anonimowy
~Kibic Ruchu od 66lat :
No photo~Kibic Ruchu od 66lat Użytkownik anonimowy
Chce sie odnieść do wywiadów p.Surmy i Helika . Duzo w tym prawda, ale nie wszystko! Jako dlugoletni sympatyków Ruchu, mam wzwiazku ztym prawo tym panom przypomnieć ze wystarczylo zeby po ucieczce Fornalika z klubu druzyna grala, a przeciez widzieliśmy wszyscy ze Tak nie bylo. Tylko cztery ostatnie mecze zadecydowaly o spadku.! Klub sportowo pograzyla dwójka trenerów braci , finansowo byly zarzad. A wiec p.p.p. S K M do tego p. F. Zycze Surmie jak i Helikowi dobrze, to dobrze pilkarze , byloby jednak lepiej zeby ci Panowie sie nie wypowiadali bo tez przyczynili sie do spadku i to z premydetacja
26 sty 20:29 | ocena:67%
Liczba głosów:15
67%
33%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~OrzegówKSGUżytkownik anonimowy
~OrzegówKSG :
No photo~OrzegówKSGUżytkownik anonimowy
Niech sie kibice Górnika wezmą na wstrzymanie z tą 2 ligą dla Ruchu. Jak nadejdzie katastrofa w Zabrzu to klub zlikwidują, bo z tym 100 mln długiem jest on do nie zapłacenia, nawet z kasy miasta które już ledwo zipie.
26 sty 19:20 | ocena:53%
Liczba głosów:15
53%
47%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
~Kibic :
No photo~KibicUżytkownik anonimowy
Fajnie ale teraz do roboty bo sie obudzicie w II lidze.
26 sty 17:41 | ocena:54%
Liczba głosów:13
46%
54%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii