Marcin Radzewicz: Najlepszy kontakt miałem z Hajtą

Rozmowa z Marcinem Radzewiczem, który po ponad trzech latach rozstał się z GKS-em Tychy.

GKS Tychy - Stal Mielec
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Maciej GRYGIERCZYK: Czy decyzja działaczy o nieprzedłużeniu wygasającego 31 grudnia kontraktu była dla pana zaskoczeniem?
Marcin RADZEWICZ: - Nie, bo czułem, że tak może się stać. Mam 37 lat, a w tym wieku trzeba być gotowym na wszystko. Z pewnością jednak byłbym jeszcze w stanie tej drużynie pomóc, dużo jej dać. Byłem tu trzy i pół roku, praktycznie zawsze grałem. Podkreślam, że nie mam pretensji do nikogo. Rozmawiałem tak naprawdę tylko z Krzyśkiem Bizackim, z nikim więcej, ale jestem typem człowieka, który nie ma zamiaru chodzić po prezesach i roztrząsać. Trzeba tę decyzję uszanować. Takie wydarzenia to część zawodu piłkarza.

To był dla pana dobry czas?
Marcin RADZEWICZ: - Wiadomo, że jak na możliwości klubu mogło się więcej wydarzyć. Patrząc na wyniki, są spore rezerwy. Jeśli jednak chodzi o moją osobę, to czułem się w Tychach bardzo dobrze. Miło mi się tu grało, funkcjonowało na co dzień. Ludzie byli do mnie dobrze nastawieni. Kibice zawsze mnie wspierali. Jestem im wdzięczny i nie mogę na nikogo powiedzieć złego słowa. Tychy zapamiętam bardzo dobrze. Przychodząc do GKS-u, miałem już 34 lata. Nawet nie sądziłem, że pogram aż tak długo. Zaufano im jednak i jestem za to wdzięczny.

Co będzie pan wspominał najmilej?
Marcin RADZEWICZ: - Z pewnością awans, powrót z drugiej do pierwszej ligi. Wiadomo, że po spadku trudno się otrząsnąć i szybko wrócić o ligę wyżej, a nam się to udało. Były duże problemy, ale końcowy wynik był taki, jak chcieliśmy. Zapamiętam też gola z października 2016 roku, z derbów z GKS-em Katowice, na wagę wygranej 1:0. Trafiłem wtedy z ostrego kąta. Cieszył mnie tym bardziej, że tak bardzo uszczęśliwił naszych kibiców.

Z którym trenerem pracowało się panu najlepiej?
Marcin RADZEWICZ: - Wydaje mi się, że najlepszy kontakt miałem z Tomaszem Hajtą. Miał bardzo dużą wiedzę praktyczną, bo swoje w piłce zagrał, był wybitnym reprezentantem Polski, występował w Lidze Mistrzów. W rozmowie, w szatni, potrafił dużo przekazać. Każdy trener miał swoje plusy i minusy, naprawdę wszystkich (prócz Hajty, jeszcze Kamila Kieresia, Jurija Szatałowa i Ryszarda Tarasiewicza – dop. red.) dobrze wspominam. Nie mogę powiedzieć na nich niczego złego, bo po prostu bym skłamał. Każdy traktował mnie poważnie i podchodził do mnie tak, jak powinien.

Czemu ostatnia jesień była dla GKS-u tak nieudana?
Marcin RADZEWICZ: - Latem doszło do sporych rotacji. Zagraliśmy chyba tylko trzy sparingi. To za krótki okres, by drużyna ruszyła. Papier i nazwiska nie grają. Podam przykład zespołu z mojej miejscowości, czyli GKS-u Jastrzębie. Gra cały czas tym samym składem, który w końcu „odpalił”, wywalczył jeden awans i jest w drodze po kolejny. Tam jest stabilność, nie ma dużych rotacji, a jedynie kosmetyczne zmiany. W Tychach główną przeszkodą była zbyt duża rotacja i nie do końca zgrany zespół.

Czy GKS utrzyma się w I lidze?
Marcin RADZEWICZ: - Wierzę w to. Chciałbym, by ten klub ustabilizował swoją pozycję w pierwszej lidze, a potem dojrzał do czegoś więcej. Wyniku nie da zrobić się od razu. Trzeba utrzymać się, ustabilizować drużynę, stać się solidnym pierwszoligowcem, stworzyć fundament, na którym będzie można budować zespół na awans do ekstraklasy, bo przecież w dalszej perspektywie właśnie to interesuje Tychy.

Co będzie z panem?
Marcin RADZEWICZ: - Chciałbym jeszcze gdzieś pograć. Siły mam, wydolność jest dobra, na zdrowie nie narzekam, szybkościowo też wyglądam jak należy. Gdyby zdrowie nie dopisywało, to bym się wycofał, ale wiem, że mogę jeszcze pomóc, przydać się jakiejś drużynie.

Będzie pan czekał na telefon z rodzinnego Jastrzębia?
Marcin RADZEWICZ: - Nie, bo nie wiem, czy GKS chciałby tak doświadczonego zawodnika jak ja. Drużyna funkcjonuje bardzo dobrze i zmiany wręcz mogłyby jej zaszkodzić. Uważam jednak, że jestem w na tyle optymalnej dyspozycji, że mimo swojego wieku mógłbym pomóc, ale nie będę się narzucał. Znam trenera Skrobacza i on z pewnością wie, co jest potrzebne zespołowi.

Spekuluje się też o powrocie do Polonii Bytom, walczącej o awans do III ligi?
Marcin RADZEWICZ: - Jestem już w takim wieku, że muszę myśleć, co będę robić po zakończeniu gry w piłkę. Mam też pomysły niezwiązane z futbolem, ale chciałbym zostać przy nim; powoli robić „papierki” trenerskie, bo w tym kierunku zamierzam pójść. Kursy trenerskie wymagają czasu, a na szczeblu centralnym czasem brakuje go, m.in. wskutek dalekich wyjazdów. Najlepiej byłoby trafić do takiego klubu, w którym wszyscy wiedzieliby o moich planach i pomagali mi. Tym będę się kierował. Polonia? Temat jest. Nie zamykam przed nikim drzwi.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~BUżytkownik anonimowy
~B :
No photo~BUżytkownik anonimowy
Szkoda tylko że jeśli Nowa Polonia wróci do starej Polonii to razem z nią olbrzymie długi ,kary,co sezon ujemne punkty, z takim czymś na plecach nie da się zrobić awansu, tak rada miasta(wrogowie Polonii Bytom) załatwiła PB
31 gru 17 15:18 | ocena:100%
Liczba głosów:2
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii