Piotr Przeniosło: Walczymy o „Złotego Lwa”

- Z klubem jest trochę tak, jak z realizacją filmu. Nie wszystko wyjdzie tak, jak chcesz, a tu dubli już nie ma - podkreśla w rozmowie ze „Sportem” kierownik działu skautingu i kontraktów Rakowa Częstochowa.

Miedz Legnica - Rakow Czestochowa
 fot. Paweł Andrachiewicz  /  źródło: Pressfocus

MACIEJ GRYGIERCZYK: Raków to król zimowego okna transferowego w Nice 1 Lidze. Rozbiliście bank?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Nie, absolutnie. Jesteśmy klubem stabilnym i rozsądnie wydającym pieniądze. Zawsze powtarzam piłkarzom, że czasem warto mieć mniej, ale na czas. Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że chcąc budować mocniejszy Raków, trzeba pozyskiwać bardziej jakościowych zawodników. Póki nie mamy wychowanków, których umiejętności pozwolą na skuteczną rywalizację w zespole – a myślę, że to kwestia czasu – zapraszamy do współpracy zawodników o lepszej jakości. Znamy jednak realia budżetowe i nie pozwalamy sobie na przeszacowanie kosztów.

 

Czy w przypadku wypożyczenia Dariusza Formelli z Lecha Poznań, o którego walczyły też inne kluby, sprawę załatwiały tylko pieniądze?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Zeszły na drugi plan. Darek widział, jakie mamy plany, jaki projekt realizujemy. Sądzę, że kilka klubów byłoby w stanie przebić finansowo naszą ofertę. Zawodnik zrozumiał jednak nasze intencje, szansę na swój rozwój.

 

To znaczy?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Jesteśmy w stanie zaoferować coś więcej niż tylko grę na pierwszoligowym poziomie. Argumentów jest sporo: od świetnej pracy całego sztabu, poprzez radość z gry - bo przecież gramy widowiskowo i ofensywnie - ale też stabilność ekonomiczną. Nie czeka nas sytuacja, w której nagle ktoś się rozmyśli i wycofa z tego projektu. Nasz właściciel (Michał Świerczewski – dop. red.) kocha Raków, to jego pasja i marzenia. Są rzeczy dużo ważniejsze niż pieniądze. Pewne cechy czysto ludzkie pokazują, że w tym trudnym środowisku nie tylko kasa ma wartość. Podam przykład Igora Sapały. W Katowicach nie zapisał się w pamięci kibiców, a u nas w kilku meczach był jedną z wyróżniających się postaci. Co miało na to wpływ? Trenerzy sprawili, że wykrzesano z zawodnika nowe pokłady motywacji, a na to też wpływ ma wiele pozasportowych czynników. Takich, które pomagają i utwierdzają zawodników w tym projekcie: organizacja całego klubu, nastawienie wszystkich osób w nim pracujących, jasność działania i atmosfera. Spójrzmy na rozkwit Huberta Tomalskiego. Jeszcze dwa lata temu grał w trzecioligowej Chełmiance, a dziś jest wyróżniającym się graczem w pierwszej lidze. Jeden z naszych zawodników powiedział, że interesowały się nim kluby z ekstraklasy, ale odparł, że ekstraklasę chce zrobić z Rakowem – bo fajnie jest patrzeć, jak się rozwijamy, jak wspólnie coś tworzymy. Przykłady można mnożyć. Piotrek Malinowski czy Adam Czerkas pomimo upływającego czasu nadal napędzają ten motor. Nie chcę nikogo pominąć, bo każdy zawodnik dokłada swoją cegiełkę.

 

Dużo w kontekście Rakowa mówi się o wizji, długofalowym projekcie.

PIOTR PRZENIOSŁO: - Trzeba pamiętać, że strategia rozwoju klubu jest u nas podjęta w formie uchwały przez właściciela i zarząd. Dążymy do tego, by być w ekstraklasie nie tylko sportowo, ale też organizacyjnie, promocyjnie czy szkoleniowo. Budujemy silny Raków na wielu płaszczyznach. Dzięki zaangażowaniu sympatyków klubu, z budżetu obywatelskiego powstaje nowy budynek dla akademii oraz boiska. Rozwijają się działy marketingu i sprzedaży, rozkwita klub biznesu. Do tego swoje dokładamy też my, czyli dział skautingu. Dużo rozmawiamy o transferach, ale uważam, że tymi najważniejszymi nie byli piłkarze, a osoby Janusza Żyły i Marka Śledzia.

 

Czyli nowego prezesa i dyrektora akademii.

PIOTR PRZENIOSŁO: - Już widać po efektach pracy dyrektora Śledzia, że wznosi akademię na coraz wyższy poziom. Prezes Żyła przyszedł do nas spoza branży sportowej, ale bardzo szybko się jej uczy, a swoimi rozwiązaniami wprowadza w klubie ład i jeszcze bardziej motywuje nas do realizacji zadań. Mamy taką dewizę, że awans do ekstraklasy nie powinien uchodzić za cel pierwszego zespołu, a być efektem pracy wszystkich działów klubu. Jest u nas wiele „papierologii”; takich zasad, które spotyka się w normalnych firmach. Sam na początku podchodziłem z ostrożnością do tego, jak się to przyjmie, ale teraz nie mam żadnej wątpliwości, że to świetne rozwiązania. Dzięki temu praca jest jeszcze bardziej usystematyzowana.

 

Czołówka tabeli Nice 1 Ligi: Chojniczanka, Odra, Raków, Miedź… Czyli kluby, gdzie w większości kapitał jest prywatny. To przypadek?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Przypuszczam, że nie. W takim modelu jest jasność celów, podziału obowiązków, możliwości finansowo-ekonomiczno-organizacyjnych. W klubach, w których nie ma prywatnego kapitału, często do struktur właścicielskich dociera wiele osób, które chcą „pomagać”, „doradzać” czy też wpływać na dobór pracowników na poszczególne stanowiska.

 

Nie jest trochę przerażające, że pewne kwestie związane z funkcjonowaniem Rakowa odbieramy jako wielkie pozytywy, podczas gdy w polskich klubach powinny być normą?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Zgadzam się z tym w zupełności. To, czego się powinno wymagać od każdego pracownika – pracowitość, zaangażowanie, uczciwość, transparentność, ponadprzeciętna realizacja celów, rzetelność – często w klubach odbiera się jako coś nad podziw niespotykanego. W Rakowie to standard. Być może dlatego, że jest spółką prywatną, w której wielu z nas zostało zatrudnionych na podstawie procesu rekrutacyjnego. Właściciel ma jasną wizję, do której dostosowane są strategie w danych obszarach funkcjonowania.

 

W wielu miejscach brakuje wizji?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Nie jest sztuką mówić, że „będziemy szukać młodych zawodników z regionu”, a potem ostatecznie kontraktować obcokrajowców. Jeżeli kluby mają tę wizję, to powinny ją realizować. Jeśli z różnych względów nie są w stanie, to niech głośno o niej nie mówią. Poszukiwanie piłkarzy to zazwyczaj żmudna, regularna i cykliczna praca, wymaga determinacji i poświęcenia. Chcemy stwarzać w Rakowie takie warunki, by piłkarz widział dla siebie szansę rozwoju. I nie ma to być patrzenie krótkowzroczne, wyłącznie na boisko, ale również zadbanie o swoją sferę prywatną. Dla niektórych może być to chociażby nauka języka, dla innych uświadamianie, jak zarządzać swoim budżetem.

 

Prezes Janusz Żyła, trener Marek Papszun czy pan przed otrzymaniem pracy w Rakowie, przebrnęliście długi proces selekcji – włącznie z testami psychologicznymi. Czy zawodnicy też przechodzą przez tak gęste sito?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Zawieszamy poprzeczkę wysoko. Poza kompletnymi, długofalowymi analizami skautingowymi, dzięki „rozmowom kwalifikacyjnym” weryfikujemy zawodnika pod kątem osobowości.

 

Zdarzyło się, że ktoś po takiej rozmowie odpadł?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Były takie sytuacje, kiedy widzieliśmy, że zawodnik z dużym prawdopodobieństwem nie odnajdzie się. Wspomnę o jeszcze jednej kwestii, czyli badaniach medycznych. Bardzo szczegółowych, których poziom nie odbiega od dobrych klubów ekstraklasy. To pozwala nie tylko zweryfikować, czy zawodnik jest zdrowy, ale też nakierować go, nad jakimi elementami powinien pracować, by w przyszłości uniknąć kontuzji.

 

Czy przedstawianie wizji klubu komplikuje wam dziś infrastruktura?

PIOTR PRZENIOSŁO: - I tak - i nie. Nie zmienimy infrastruktury w moment, a stadiony przecież nie grają. Piłkarz patrzy na te względy, ale przede wszystkim pod kątem bazy treningowej. Nasza nie jest idealna – do tego daleko – lecz przez ostatnie dwa lata nieco została poprawiona. Nie zdarzyło się, aby kwestia stadionu była przeszkodą w rozmowach. Zawsze możemy brak infrastruktury pokazać w innym kontekście – zawodnikowi przyjdzie grać na starym obiekcie, ale za to jaką radością może być wspólne doczekanie meczu na nowoczesnym! Doskonale wiemy o tym, że jeśli przyjdzie nam awansować, to rolą zarządu będzie znalezienie odpowiedniego stadionu zastępczego. A rolą miasta – być może etapowe wybudowanie nowego obiektu, aby dostosować się do wymogów ekstraklasy.

 

Latem w zespole też doszło do wielu zmian. Początek był kiepski, odpaliliście dopiero we wrześniu. Teraz, chcąc walczyć o ekstraklasę, nie możecie pozwolić sobie na falstart. Co świadczy o tym, że zaczniecie punktować już od marca?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Myślę, że trener, cały jego sztab i zespół przeżyli już chrzest bojowy. Dziś zajmujemy trzecie miejsce w tabeli, ale przed wyjazdem do Głogowa byliśmy przedostatni. Potem przyszła seria zwycięstw, za co chylę czoło przed zawodnikami i trenerami, bo to ich ogromny sukces. Mamy ten komfort, że jest więcej czasu niż latem. Wtedy też roszad było sporo, a okres przygotowawczy był krótki. Teraz skończył się styczeń, a kadrę mamy praktycznie domkniętą. Przed drużyną dwutygodniowe zgrupowanie w Turcji. Mamy nadzieję, że pozwoli skonsolidować się na tyle, że w tym bardzo ciekawym dla nas marcu – kiedy zmierzymy się z Chojniczanką, Katowicami, Odrą, Zagłębiem – będziemy w stanie „zatrybić”.

 

A jeśli nie będzie awansu?

PIOTR PRZENIOSŁO: - Jednym z kierunków studiów, które ukończyłem, jest zarządzanie produkcją telewizyjno-filmową. Z klubem jest trochę tak, jak z realizacją filmu. Trwa produkcja pt: „Sezon 2017/18”. Na planie ogrom ludzi. Jest wymagający reżyser, wokół którego skupieni są asystenci. W tle biega i pilnuje wszystkiego kierownik produkcji. Pojawiają się coraz lepsi aktorzy. Jest też grupa tych, którzy odgrywają role drugoplanowe, ale równie ważne. I tak nagrywamy te sceny w różnych miastach, na różnych stadionach. Są radości, ale są i porażki. Nie wszystko wyjdzie tak, jak chcesz, a tu dubli już nie ma. Gdy już padnie ostatni klaps, film może okazać się megasensacją, za którą dostaniemy „Złotego Lwa” . Jeśli jednak ukończymy ten film bez awansu, to i tak… wygramy przynajmniej „Srebrnego Lwa” i zgarniemy kilka nagród indywidualnych. A o złotego powalczymy w kolejnym roku!

 

Z tej samej kategorii