Raków musi poprawić się u siebie. „Nie możemy tak się cofać”

Rakow Czestochowa - GKS Tychy
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Piłkarze spod Jasnej Góry są zdecydowanym faworytem sobotniego spotkania z Górnikiem Łęczna. I nie może tego zmienić mało chwalebna dla czerwono-niebieskich statystyka tegorocznych dokonań drużyny Marka Papszuna przed własną publicznością.

Beniaminek zanotował tej jesieni tylko jedno zwycięstwo na obiekcie przy ul. Limanowskiego - 3:1 z Bytovią. Sami piłkarze są mocno niezadowoleni z takich rezultatów i liczą, że w konfrontacji z Górnikiem wreszcie zaksięgują na swoim koncie komplet „oczek”. Dwumetrowy defensor częstochowian Tomasz Petraszek, który znów króluje w powietrznych pojedynkach z rywalami i co najważniejsze strzela gole, receptę na stratę bramek swojej „jedenastki” ma własnym boisku ma już gotową.

 

- W decydujących momentach meczu nie możemy się tak cofać i pozwalać na szarże rywali, którzy przy stałych fragmentach gry wbiegają w nasze pole karne – przekonuje. – To się srogo mści na naszej drużynie.

 

Więcej odwagi
Taki scenariusz przećwiczony został m.in. w starciu Rakowa z GKS-em Tychy tylko zremisowanym przez częstochowian. Wtedy futbolówkę do bramki zespołu spod Jasnej Góry wepchnął w ostatniej minucie Marcin Radzewicz.

 

Górnik z Łęcznej nie wydaje się jednak konkurentem zdeterminowanym do granic możliwości. Zerkając do historii bojów Rakowa z łęcznianami, to te przemawiają jednak za nimi. W 2000 r. częstochowianie doznali w meczu z najbliższym swoim przeciwnikiem prawdziwej klęski przegrywając w Łęcznej aż 0:5. Ale wtedy Raków był na fali opadającej, a właściwie na żadnej fali, bo klub wchodził w etap wielkiego kryzysu.

 

Bolesna strata
Nie wykluczone, że gra Rakowa w tyłach wyglądałaby lepiej, gdyby nie strata Lukasza Duriszki. Słowak po operacji więzadeł krzyżowych, a właściwie ich rekonstrukcji, rozpoczął już rehabilitację. Posuwa się ona w błyskawicznym tempie, a zawodnik jest pełen nadziei, że wróci do składu już w rundzie wiosennej. Wygląda na to, że częstochowscy rehabilitanci, bo tutaj zawodnik poddawany jest wszystkim procedurom zdrowotnym, nie są gorsi od swoich europejskich kolegów. Bo lekarz „operator” Krzysztof Ficek, o czym powszechnie wiadomo, to specjalista najwyższych lotów.

 

Na Limanowskiego spore poruszenie wywołała informacja o reformie rozgrywek ekstraklasy, co oczywiście związane było ze zmianami w rozgrywkach I ligi. Raków sportowo mocno prze do przodu, a niwie sponsorskiej też mu się wiedzie. Słowo awans raczej nie pada z ust włodarzy pierwszoligowca w kontekście tego sezonu, ale… wiceprezes klubu z Częstochowy Krzysztof Kołaczyk podkreśla, że Raków staje się marką. - W klubie biznesu mamy grubo ponad 100 firm. 50 z nich ma wykupione pakiety sponsorskie i ściśle z nami współpracuje. To naprawdę skuteczna droga do zbudowania solidnego zaplecza finansowego i myśleniu o kolejnych sukcesach sportowych – mówi „Kołacz”.

 

Z tej samej kategorii