Raków Częstochowa ma rasowego napastnika!

Napastnik Rakowa, Jose Embalo, był jednym z bohaterów ostatniej kolejki I ligi. W wyjazdowym meczu z Puszczą dwa razy trafił do siatki rywala. 24-letni piłkarz zdecydowało się na transfer do Polski po namowach kolegów z cypryjskiego AEL Limassol, znanych z gry w naszej ekstraklasie Orlando Sa i Dossy Juniora.

Rakow Czestochowa - Miedz Legnica
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Jego rodzice pochodzą z Gwinei Bissau, niewielkiego kraju w Afryce Zachodniej, którego powierzchnia to 36 tys. km kw, czyli praktycznie tyle, ile liczy powierzchnia województwa mazowieckiego. Sam Embalo urodził się już jednak w Portugalii, gdzie przenieśli się jego rodzice. Gwinea Bissau to zresztą była portugalska kolonia, która niepodległość proklamowała dopiero w 1973 roku.
– Byłem tam oczywiście nie raz. To niewielki kraj, który z roku na rok coraz lepiej się rozwija. Wierzę, że wkrótce i tam ludzie będą żyli na przyzwoitym poziomie – mówi nowy piłkarz Rakowa.
Pytamy Embalo, na grę w której reprezentacji by się zdecydował - Portugalii, gdzie się urodził i wychował czy Gwinei Bissau, skąd pochodzą jego rodzice? – Jestem otwarty na obie opcje. Zobaczymy, jak się wszystko potoczy – odpowiada z uśmiechem.

 

Oferta nie do odrzucenia
W piłkę zaczął grać w wieku 9 lat. Potem miał dwuletnią przerwę, żeby zacząć ponownie uganiać się za futbolówką w klubie Casa Pia. - To był klub, który współpracował wtedy ze Sportingiem. Ja, już jako junior strzelałem sporo bramek, więc jako nastolatek otrzymałem propozycję gry w AEL Limassol. Ściągnął mnie tam trener Christodoulou. Klub walczył wtedy w eliminacjach Ligi Mistrzów, a ja podpisałem trzyletni kontrakt. To była dla mnie wielka szansa – wspomina tamten okres. Było to latem 2012 roku.
AEL, po wyeliminowaniu wtedy północnoirlandzkiego Linfield i Partizana Belgrad, o fazę grupową LM bił się z Anderlechtem. Lepszy okazał się jednak klub z Belgii.
- Konkurencja w zespole była niezwykle mocna. W drużynie o miejsce w składzie rywalizowałem z takimi zawodnikami, jak Orlando Sa, Konstantinou czy Patrick Vouho. To wszystko byli starsi i bardziej doświadczeni zawodnicy od mnie. Ciężko było więc o regularne granie - tłumaczy.
Po dwuletnim pobycie na Cyprze trafił do SC Beira-Mar, żeby zaraz potem ponownie wyjechać za granicę, tym razem do Rumunii. – Trafiłem do grającego na zapleczu rumuńskiej ekstraklasy Rapidu Bukareszt. To wspaniały klub, z wieloma sukcesami na koncie i wspaniałymi kibicami, który jednak z powodu sytuacji ekonomicznej, ma ostatnio problemy. Spędziłem tam kilka miesięcy. Musiałem jednak odejść, bo nie potrafiłem znaleźć wspólnego języka z trenerem Danem Aleksą - opowiada.

 

Do Polski miał trafić już wcześniej
Jego tułaczka po Starym Kontynencie trwała dalej. Po pobycie na południu Europy wyjechał grać na północ. Związał się kontraktem z islandzkim klubem Fjardabyggd. – Solidny poziom rozgrywek ligowych, dobre miejsce do nauki i pewnego rodzaju przygoda. W tym zimnym kraju nie wytrzymałem jednak długo. Poprosiłem o rozwiązanie kontraktu, nie czułem się tam najlepiej – tłumaczy krótko. To było w 2016 roku.
Ponownie wrócił na Cypr, gdzie zahaczył się w drugoligowym klubie Agia Napa. W poprzednim sezonie radził tam sobie bardzo dobrze, strzelając dla klubu 10 bramek. – Walczyliśmy o awans, ale nie najlepsze wyniki w dwóch, trzech ostatnich spotkaniach sprawiły, że nie udało się osiągnąć celu, jakim był awans – mówi Embalo.
Latem piłkarz pojawił się w Polsce. - Próbowaliśmy go wcześniej ściągnąć tutaj, ale było małe zainteresowanie – zaznacza Roman Skorupa, menedżer Embalo.
- Temat Rakowa pojawił się już pod koniec poprzedniego sezonu, a Jose pojawił się w Częstochowie, gdy drużyna była już pewna awansu do I ligi. Raków był od początku mocno zainteresowany, były testy i trener Marek Papszun od razu chciał tego zawodnika. W meczu przeciwko Puszczy pokazał na co go stać. Myślę, że to dopiero początek – mówi Skorupa.
- Jose to bardzo dobry napastnik, ale i człowiek. Poukładany, dzięki dziewczynie mówi po angielsku. Docelowo chcemy, aby trafił do ekstraklasy. To kompletny napastnik, który nie tylko czeka i wykańcza sytuacje, ale i potrafi rozegrać akcję z kolegami. Wydaje mi się, że jeśli zdrowie dopisze i będzie grał regularnie, to może zagwarantować ponad 10 goli w sezonie – dodaje menedżer piłkarz z afrykańskimi korzeniami.

 

Podpowiedzi starszych kolegów
- Dlaczego Polska? Powiedziałem sobie OK, czemu nie spróbować? Przed przyjazdem do was zasięgnąłem jeszcze opinii swoich kolegów z gry w AEL Limassol, Orlando Sa i Dossy Juniora. Poradzili, żeby przyjechał, bo Polska to dobre miejsce do rozwoju i pokazania się. Uważali, że dla mojej przyszłości, to ciekawe miejsce. Przyznam, że przed przyjazdem do Polski, to niewiele wiedziałem o waszym kraju. Wciąż zresztą uczę się wielu rzeczy. Na razie bardzo mi się podoba, widzę, że życie tutaj jest dobrze zorganizowane – mówi nam Embalo.
W Częstochowie miał już czas, żeby odwiedzić maryjne Sanktuarium. – Musze powiedzieć, że jestem pod wrażeniem tego kościoła – zaznacza. Oprócz oglądania zabytków koncentruje się jednak na zdobywaniu bramek. Kolejna szansa już jutro w spotkaniu przeciwko Chojniczance.

 

Z tej samej kategorii