Zagłębie Sosnowiec z balastem dwugodzinnym

Pilka nozna. I liga. Zaglebie Sosnowiec - Pogon Siedlce. 06.08.2016
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

W czwartkowy wieczór Zagłębie pożegnało się z bieżącą edycją Pucharu Polski. Podobnie jak przed rokiem miało to miejsce w 1/16 finału w starciu z przedstawicielem ekstraklasy. I znów po dogrywce. Wtedy lepsza okazała się Wisła Kraków (3:4), teraz Korona Kielce (1:2).

W czwartkowy wieczór Zagłębie pożegnało się z bieżącą edycją Pucharu Polski. Podobnie jak przed rokiem miało to miejsce w 1/16 finału w starciu z przedstawicielem ekstraklasy. I znów po dogrywce. Wtedy lepsza okazała się Wisła Kraków (3:4), teraz Korona Kielce (1:2).

 

To będzie procentować
- Znowu mi się wydaje, że nie zagraliśmy złego meczu, a zostajemy z niczym – mówi szkoleniowiec sosnowiczan, Dariusz Banasik. - Graliśmy z jednym z lepszym zespołów ekstraklasy, który całkiem niedawno wywiózł punkt z Łazienkowskiej. Na jego tle momentami wyglądaliśmy bardzo dobrze. Losy rywalizacji różnie mogły się potoczyć. Z gry zadowoleni jesteśmy bardziej niż z wyniku. Ten mecz będzie dobrze procentował w przyszłości. Widać, że zespół coraz lepiej się zgrywa i coraz więcej możemy od niego wyegzekwować.

 

Trzeba wygrać
Teraz przy Kresowej wszyscy koncentrują się już tylko na lidze, bo tu nie można sobie pozwolić na kolejne potknięcie. Dwie pierwsze potyczki Zagłębie kończyło porażką. W niedzielę pora otworzyć punktowe konto – najlepiej bez kompromisu.
- Ubolewam, że spotkanie z Koroną kosztowało nas tak wiele wysiłku – dodaje trener Banasik. - Dobry przeciwnik, dogrywka, gra w dziesiątkę, ciężkie boisko – to wszystko zostało w naszych nogach. Musimy się jak najszybciej zregenerować. W lidze mamy takie punkty jakie mamy, czyli żadne. W niedzielę trzeba wygrać. Żeby tak się stało, musimy być bardziej skuteczni niż do tej pory.

 

Jest diagnoza
Ligowy debiut na Stadionie Ludowym zaliczy jutro Rafał Makowski. W wyjściowej jedenastce zastąpi kontuzjowanego Sebastiana Milewskiego. Badania wykazały u niego naderwanie więzadła strzałkowo-skokowego.
- Czuję się z dnia na dzień coraz lepiej, w piątek pierwszy raz poruszałem się bez kul – opowiada Milewski. – Z początku wydawało mi się, że uraz jest dużo poważniejszy. Doznałem go w starciu z przeciwnikiem w Łęcznej. Noga wygięła się w bardzo nienaturalny sposób. Ból był ogromny. W zasadzie nic nie pamiętam, ocknąłem się dopiero, jak znosili mnie z boiska. Potem okazało się, że kontuzja nie będzie wymagała długiego rozbratu z boiskiem. W przyszłym tygodniu powinienem zacząć lekkie ćwiczenia, a przy dobrych wiatrach może już za dwa tygodnie będę gotowy do gry.
Uraz mięśnia czworogłowego wciąż leczy Portugalczyk Nuno Malheiro. W tej sytuacji pozycję lewego obrońcy na pewno obsadzi Żarko Udoviczić. Przeciwko Koronie nie mógł zagrać wskutek karencji za czerwoną kartkę z poprzedniego sezonu.

 

Z tej samej kategorii