Twierdza? To dobrze rokuje

Rakow Czestochowa - Miedz Legnica
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Częstochowianie grają dzisiaj tam, gdzie o bramki najtrudniej w całej lidze. W Grudziądzu goście strzelili w tym sezonie tylko trzy gole. Mimo to w obozie Rakowa buzuje optymizm.

Pobieżna analiza suchych wyników mogłaby skłonić do konstatacji, że ekipę Rakowa dopadł kryzys. Po fantastycznej passie zwycięstw – cztery triumfy z trzema zdobytymi golami każdy – przyszła porażka i dwa remisy. W Częstochowie powodu do niepokoju nikt jednak nie dostrzega.

 

Zabrakło cwaniactwa
- W Chorzowie przegraliśmy niefortunnie - mówi trener zespołu spod Jasnej Góry, Marek Papszun. – Mimo remisu z Podbeskidziem zagraliśmy jeśli nie najlepszy, to na pewno jeden z najlepszych meczów w tej rundzie. A z Tychami zabrakło nam doświadczenia, zwykłego pierwszoligowego cwaniactwa. Tylko dlatego zremisowaliśmy. Rywal tak naprawdę nie był w stanie nic nam zrobić.

 

Miasto z tamą
Trzy potyczki z zespołami z sąsiedztwa przyniosły ledwie dwa punkty, czyli dużo mniej niż w Częstochowie zakładano. Trzeba to nadrobić w trzech kolejnych spotkaniach, jakie pozostały do półmetka rywalizacji. Pierwsza okazja już jutro w Grudziądzu. Zadanie do łatwych nie należy, bo akurat w tym mieście o bramki najtrudniej. Olimpia w tym sezonie straciła u siebie tylko trzy.
- Kiedy jechaliśmy do Chrobrego, to miał w sumie tylko cztery stracone gole, a my w Głogowie strzeliliśmy od razu trzy – przypomina Papszun. – To dobrze rokuje przed wyprawą do Grudziądza. W ostatnich kolejkach nie punktowaliśmy, ale o kryzysie nie ma mowy. We wcześniejszych meczach, które kończyły się naszym zwycięstwem, graliśmy czasami słabiej niż w spotkaniach ostatnio remisowanych.

 

Antrakt snajperów
Trzy potyczki, w których Raków gubił punkty, mają jeden wspólny mianownik – do siatki nie trafił w nich żaden z nominalnych napastników. Na listę strzelców wpisywali się pomocnik Krystian Wójcik oraz – dwukrotnie – defensor Tomasz Petraszek. Adam Czerkas czeka na bramkę od miesiąca, z kolei jego dubler, Jose Embalo – od blisko trzech.
- To również nie jest naszym powodem do zmartwień – przekonuje trener Papszun. – W poprzednim sezonie pierwszy napastnik na liście naszych strzelców był dopiero trzeci albo nawet czwarty, a nie przeszkodziło nam to w awansie na zaplecze ekstraklasy.
Z trójki beniaminków częstochowianie plasują się dzisiaj w tabeli najniżej – dystansowani przez Odrę Opole i Puszczę Niepołomice – ale za to pod względem liczby zdobytych bramek górują w lidze nad wszystkimi za wyjątkiem liderującej Chojniczanki Chojnice. I to też dobry zwiastun przed trudnym bojem w Grudziądzu…

 

Z tej samej kategorii