Można powiedzieć, że prawie jak na parafii

Drogi Mirosława Smyły i Adama Noconia przecinały się niejednokrotnie. Pierwszy raz jednak obaj trenerzy spotkają się na tak wysokim szczeblu.

Przed sezonem w Opolu postawiono na szkoleniowca spoza „karuzeli”, bo za takiego uznać należy w I-ligowych realiach Mirosława Smyłę, wcześniej samodzielnie pracującego na tym szczeblu jedynie w Rozwoju Katowice. Jeszcze o krok dalej poszli w sierpniu w Bielsku-Białej, szukając następcy Jana Kociana. Padło na Adama Noconia, dotąd najwyżej prowadzącego zespół na poziomie II ligi.

 

On się z tym urodził
- Nie mnie oceniać jakość pracy danego trenera. W przypadku Adama natomiast, mogę pozwolić sobie na kilka zdań. To jedna z tych osób, która po prostu urodziła się z trenerskim talentem. Dostał swoją szansę na wyższym szczeblu i będzie chciał ją wykorzystać. Od zawsze kochał piłkę. Gdy jeszcze był zawodnikiem, w III lidze, zdarzało nam się rywalizować w meczach Carbo Gliwice i Concordii Knurów. On potem z Gliwic trafił do Bełchatowa. Spotykaliśmy się na studiach na AWF-ie, krzyżowały się też nasze drogi w niższych ligach. To właśnie Adam zastąpił mnie przed laty na stanowisku trenera GKS-u Tychy. Z powodzeniem grał potem z GKS-em o II-ligowe punkty. Zapracował ciężko na szansę i jeszcze nie powiedział ostatniego słowa - chwali kolegę po fachu Smyła.

 

Fot. Łukasz Sobala / źródło: Pressfocus


Ale na pojęcie „trenerska karuzela” raczej się krzywi. - Nie chcę mówić, że to trener spoza „karuzeli”. Że należy stawiać na młodych i głodnych. Nie znam przecież trenera, który przychodzi do drużyny i na starcie jest wypalony. Każdy ma pomysł, świeży umysł. Porównuję to do księży. Ktoś może zapytać, czemu co trzy lata wikary zmienia parafię? Nowi parafianie, nowe wyzwania, większa motywacja. Trenerzy pracują w klubach dłużej czy krócej, ale zmieniając otoczenie, dostają bodźca. Dlatego - nie szufladkujmy ich na tych z karuzeli i spoza niej, lecz… No, fajnie, gdy dostają szansę ci, o których wiele osób może powiedzieć, że teoretycznie nie powinni. Bo nie mają doświadczenia. Kiedyś jednak i gdzieś to doświadczenie trzeba zdobyć - zauważa szkoleniowiec Odry.

 

Czujność!
Bielszczanie zawitają dziś na Opolszczyznę jako jeden z przedstawicieli licznego grona I-ligowców legitymujących się zdobyczą punktową w przedziale 15-18. Odra ma większy spokój, bo zgromadziła ich już 23.
- Podbeskidzie w środę zremisowało na wyjeździe z Rakowem, czyli bardzo trudnym rywalem, a remis ten i tak przyjęto z niedosytem. To świadczy o wartości bielszczan. Czeka nas duże wyzwanie - jak zresztą co mecz. Nie ma w nas hurraoptymizmu, nie chwalimy się wzajemnie, nie klepiemy po plecach, bo życie to szybko weryfikuje. Absolutnie nie możemy osiąść na laurach, zadowalać się 23 punktami. To tylko 23 punkty. Musimy je dalej gromadzić. Komfort - komfortem, zapracowaliśmy sobie na niego, ale nie możemy stracić czujności - ostrzega Mirosław Smyła, któremu zwiększyło się pole manewru w środku pola, bo po pauzie za kartki do jego dyspozycji są już Jakub Habusta i Rafał Niziołek.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~SkwarkaUżytkownik anonimowy
~Skwarka :
No photo~SkwarkaUżytkownik anonimowy
Smyla masz prawko ? Czemu nie opiszesz tej pieknej histori
%%%% ?
21 paź 18:08
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii