W Tychach odkurzyli „Gancara”

GKS Tychy - Wisla Pulawy
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Seweryn Gancarczyk na premierowy w sezonie występ w pierwszej drużynie GKS-u czekał aż do ostatniego weekendu października. Były reprezentant Polski udowadnia jednak, że nie składa broni.

Piłkarz w końcówce ubiegłotygodniowych derbów z GKS-em Katowice pomógł drużynie w wywalczeniu trzech punktów. Pojawił się na murawie w 84. minucie, zastępując Łukasza Grzeszczyka. Jako że tyszanie – po czerwonej kartce Macieja Mańki – grali już wtedy w dziesiątkę, trzeba było mocniej postawić na obronę. Za sprawą „Gancara” zagęszczony został środek pola i zespół zdołał dowieźć do końca skromne prowadzenie 1:0. Kibicom drużyny z Tychów mogło wtedy umknąć, że… był to premierowy w tym sezonie występ blisko 36-letniego defensora w pierwszej drużynie GKS-u!

 

Dodaje pewności
- Seweryn wcześniej miał drobny uraz, ale dobrze prezentował się na treningach. Musieliśmy w meczu z Katowicami wzmocnić środkową strefę. Za Gancarczykiem przemawia doświadczenie, duża osobowość, charyzma. On dodaje zespołowi takiej pewności w trudnych momentach, jak kilka końcowych minut, w których trzeba bronić prowadzenia w osłabieniu – tłumaczył Ryszard Tarasiewicz, trener GKS-u Tychy.

 

We wcześniejszych dwóch meczach zespołu pod wodzą „Tarasia”, Gancarczyka zabrakło nawet na ławce rezerwowych. Na 18 oficjalnych spotkań, jakie rozegrała pierwsza drużyna tej jesieni (15 w lidze + 3 w Pucharze Polski), „Gancar” zasiadł wśród rezerwowych tylko 7-krotnie. Poprzednio – we wrześniu z Olimpią Grudziądz. Brak występów nie przeszkodził mu w tym, by… wpisać się do sędziowskiego protokołu żółtą kartką. Za zbyt impulsywne reakcje został ukarany „żółtkiem” w 1. kolejce sezonu, gdy GKS wygrał na wyjeździe (2:1) z Wigrami Suwałki.

 

Bo też niezależnie od tego, kto aktualnie prowadzi tyszan, były reprezentant Polski jest chwalony za swoją postawę. Widać to na meczach IV-ligowych rezerw. 35-latek nigdy nie sprawia wrażenia zawodnika, która przyszła tylko odrobić karną pańszczyznę. Zawsze żyje grą, podpowiada młodszym kolegom, kieruje nimi, motywuje. Takie podejście bardzo podobało się poprzedniemu trenerowi, Jurijowi Szatałowowi, a nie jest to przecież osoba, która zwykła chwalić za byle co.

 

Był mocną jednostką
- Jesienią słyszałem na niego gwizdy, ale wiosną był dla nas mocną jednostką. Nie wiem, jak się to wszystko potoczy, ale jeżeli będzie nam dane współpracować dalej, to twierdzę, że lepszy sezon przed nim! Musi być kompletnie przygotowany motorycznie. Mentalnie – jest przygotowany na pewno. To dobry duch drużyny, przed meczami ją nakręca, gra stabilnie. Te jednostki, które wpływają na charakter drużyny, chciałbym zostawić. Taki ktoś jak Gancarczyk będzie potrzebny – mówił tuż po zakończeniu poprzedniego sezonu Szatałow.

 

„Gancar” ostał się, ale równolegle do drużyny przyszli zawodnicy mogący występować na podobnych pozycjach. Środek pola wzmocnili Adrian Łuszkiewicz czy Łukasz Matusiak, środek obrony - Marcin Biernat, zaś w obu tych boiskowych miejscach – bloku defensywnym czy w II linii - grać może Łukasz Bogusławski. To – mimo faktu, że drużyna traciła sporo goli i szukano różnych rozwiązań – spowodowało, że rola Gancarczyka nie była taka, jak wiosną, gdy zaliczył 11 pierwszoligowych występów.

 

Kontrakt 7-krotnego reprezentanta Polski z klubem wygasa z końcem 2017 roku. Mimo upływu czasu wciąż stara się udowadniać, że w niektórych momentach może być przydatny drużynie.

 

Liczba – 38
Tyle występów w GKS-ie zaliczył Seweryn Gancarczyk. Do klubu z ul. Edukacji 7 trafił po spadku do II ligi, przed sezonem 2015/16.

 

Z tej samej kategorii