Jan Kocian poprzestawiał i nareszcie zagrali na zero

Podbeskidzie
 fot. Krzysztof Dzierzawa  /  źródło: Pressfocus

Kibice Podbeskidzia czekali 161 dni na to, aby bielski zespół zachował czyste konto. Po raz ostatni taka sztuka „góralom” udała się pod koniec października ubiegłego roku.

W meczu z Sandecją Nowy Sącz padł bezbramkowy remis. Od tamtej pory bielszczanie rozegrali 10 spotkań ligowych i dopiero w ostatnim z nich, sobotniej konfrontacji przeciwko Zniczowi Pruszków, udało się zagrać na zero z tyłu. Z gry defensywy zespołu Jan Kocian był po spotkaniu bardzo zadowolony, chociaż trzeba przyznać, że drużyna zagrała w dość eksperymentalnym ustawieniu. Od dłuższego czasu Mariusz Magiera pełni rolę stopera. Z prawej strony zagrał Robert Gumny, dla którego był to powrót na swoją nominalną pozycję po jednym meczu rozegranym w pomocy.
Bartosz Jaroch z kolei wystąpił na lewej obronie. - Paweł Moskwik na początku tygodnia nie trenował z zespołem. Chorował, a ponadto w Katowicach nie zagrał zbyt dobrego spotkania. Bartek Jaroch z kolei zagrał w poprzednich spotkaniach bardzo dobrze – tłumaczył swoją decyzję Jan Kocian, któremu jednak najbardziej przypadła do gustu postawa Magiery. - Jeżeli chodzi o Mariusza, powiem krótko. Zaprezentował się fantastycznie. Jestem bardzo zadowolony z decyzji o tym, że gra na środku obrony. Dziwię się, że nie grał na niej nigdy wcześniej. Uważam bowiem, że ta pozycja jest dla niego stworzona. Cała defensywa pracowała bardzo dobrze – chwalił swoich podopiecznych szkoleniowiec bielskiego zespołu.
Wygląda zatem na to, że każdy z czterech obrońców Podbeskidzia może liczyć na zaufanie trenera przed kolejnymi meczami. - Jozef Piaczek na pewno imponuje doświadczeniem – podkreśla opiekun Podbeskidzia. Inni defensorzy będą musieli uzbroić się w cierpliwość.

 

Z tej samej kategorii