Na szczęście dla Odry, Górale „lubią” wypuszczać z rąk wygrane

Pilka nozna. Nice I liga. Odra Opole - Podbeskidzie Bielsko-Biala. 21.10.2017
 /  fot. Mirosław Szozda  /  źródło: SPORT

Duże emocje w Opolu. Remis z niedosytem przyjęli zarówno gospodarze, jak i bielszczanie. Mirosław Smyła nie mógł nachwalić się ich napastnika.

Podbeskidzie w odstępie tygodnia wskutek goli traconych w końcowych fragmentach meczów wypuściło z rąk 5 punktów! W doliczonym czasie gry na 1:2 z GKS-em Katowice, w 79 minucie – na 1:1 w Częstochowie, w 86 minucie – na 2:2 w Opolu. - Najbardziej boli, że po raz kolejny tracimy gola w końcówce. Ile my już punktów pogubiliśmy w tych końcówkach… To smuci – przyznawał trener bielszczan, Adam Nocoń, choć nie brakowało głosów, że gdyby nie świetna dyspozycja Pawła Tomczyka, goście mogliby nie wywalczyć przy Oleskiej nawet remisu.

 

Kawał piłkarza
19-letniego napastnika, wypożyczonego do Bielska-Białej z Lecha Poznań, nie mógł po końcowym gwizdku nachwalić się Mirosław Smyła. Szkoleniowiec Odry komplementował go sam z siebie, nie będąc o tę kwestię pytany.
- Chciałbym też mieć takiego Pawła Tomczyka, który szaleje w ataku. To nieprzypadkowo jest młodzieżowy reprezentant Polski. Kawał piłkarza, robi różnicę i to trzeba podkreślić – zaznaczał Smyła.
Tomczyk już w 3 minucie strzelił swojego gola nr 6 w barwach Podbeskidzia. Po centrze Miłosza Kozaka – była to akcja dwóch najlepszych „górali” na boisku – błysnął bardzo sprytnym uderzeniem głową. To było trafienie godne snajpera naprawdę wysokiej klasy. W drugiej bramce dla swojego zespołu 19-latek też „maczał palce”. Właśnie on został sfaulowany przed polem karnym przez Mateusza Perońskiego. Do rzutu wolnego podszedł Tomasz Podgórski i precyzyjnym uderzeniem pokonał Tobiasza Weinzettela.

 

Ten niechlujny korner
Golkiper Odry wcześniej kilkukrotnie uratował jednak skórę partnerom. Pierwsze 20 minut należało zdecydowanie do Podbeskidzia. Reszta meczu toczyła się już przy inicjatywie gospodarzy. Gościom – mającym w nogach środowy bój z Rakowem – jakby brakowało pary. Do wyrównania doprowadził strzałem z dystansu Rafał Niziołek. Potem bielszczan niepokoili jeszcze Gabriel Nowak, Marcin Wodecki czy Bartłomiej Maćczak. Na początku II połowy świetną okazję – nie trafiając do niemalże pustej bramki – zmarnował Marek Gancarczyk.
- Byliśmy mocno zmotywowani. Może czasami aż za bardzo. W drugiej połowie jest 1:1, próbujemy szukać drugiej bramki, jeszcze nie jesteśmy ustawieni do rzutu rożnego. Wykonujemy go niechlujnie, idzie z tego kontratak… Co było dalej, sami państwo widzieli. Tak to już jest, że czasami emocje biorą górę – tak Mirosław Smyła nawiązywał do okoliczności straconego na 1:2 gola, choć trzeba oddać Podgórskiemu, że jego strzał z wolnego był wysokiej próby.
Opolanie grali jednak do końca. Wprowadzony z ławki Szymon Skrzypczak zagrał do Łukasza Winiarczyka, a lewy obrońca przytomnie posłał piłkę nad Wojciechem Fabisiakiem. Emocjonujący mecz skończył się remisem, który nie zadowolił żadnej z drużyn, ale obie – patrząc na okoliczności – musiały ten punkt przyjąć z szacunkiem.

 

Z tej samej kategorii