Mirosław Smyła: Kibice mogą psioczyć

Pilka nozna. II liga. Rakow Czestochowa - Rozwoj Katowice. 24.09.2016
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

- Nawet nie tyle ambicja, co logika nakazuje, by klub szedł do przodu i z czasem dołączył do najlepszych. Odra Opole to jest firma. Klub, który się wygłodził, swoje przeczekał, a teraz się odradza - mówi nowy trener beniaminka I ligi.

Maciej GRYGIERCZYK: Jak trudno przychodzi się do klubu, w którym poprzedni szkoleniowiec, Jan Furlepa, wywalczył dwa awanse?
Mirosław SMYŁA: - Czuję się teraz trochę jak trener Mamrot w Jagiellonii, oczywiście zachowując wszelkie proporcje. Obejmuję drużynę po trenerze Furlepie, który odchodzi w glorii chwały. Należy mu się wielki szacunek za to, co zrobił. Jestem jednak przekonany, że będziemy ze sobą współpracować; że będzie wciąż ważną instancją w klubie. Działacze bardzo tego chcą, a trenerowi Furlepie dajmy czas na odpoczynek i podjęcie decyzji.

 

Czy propozycja z Odry była z gatunku tych nie do odrzucenia?
Mirosław SMYŁA: - Będąc rok temu na kursokonferencji organizowanej przez PZPN, spojrzałem na trybuny, na których byli tylko trenerzy z licencją UEFA Pro i UEFA A. Setki osób. Na szczeblu centralnym mamy raptem kilkadziesiąt klubów, dlatego te proporcje, liczba trenerów w porównaniu do miejsc pracy, jest niesamowicie zawyżona. Odra jest mi o tyle bliska, że graliśmy przeciw sobie wiele razy. Jestem wychowankiem Polonii Bytom, byłem w niej zarówno jako zawodnik, jak i członek sztabu szkoleniowego. Przyjaźń, jaka łączy kibiców obu klubów, powoduje, że czuje się sentyment. Siedział we mnie głód piłki. To ogromne wyzwanie trzeba było podjąć. Nie zastanawiałem się. Padła propozycja rozmowy, pojechałem, poproszono mnie o przedstawienie koncepcji funkcjonowania pierwszego zespołu, ale też generalnie klubu. Kandydatów było więcej, dlatego czuję się dowartościowany, że postawiono na mnie. Jestem teraz zobowiązany, by wdrożyć to w życie. Mocno liczę na współpracę z trenerem Furlepą i sztabem, który w sporej części się nie zmieni, a dołączy do niego tylko mój asystent Daniel Wojtasz.

 

Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że pierwszy raz będzie pan pracował poza województwem śląskim?
Mirosław SMYŁA: - Zgadza się, zauważyłem to, jadąc dość długo (śmiech). W normalnych europejskich realiach, praca do 100 kilometrów jest tak jakby pod domem. Gdzie los cię rzuci, tam trzeba być. Artur Skowronek, mój serdeczny kolega, jest teraz 600 km od domu, a mieszkamy na co dzień przecież w tym samym miejscu, czyli Radzionkowie. Mam świadomość mentalności obszaru, w którym będę teraz pracował. To zupełnie inny region niż choćby Zagłębie Sosnowiec. Wiem, jakie teraz są odczucia kibiców. Trener Furlepa jest tu bardzo szanowany, wyciągnął drużynę z trzeciej ligi. To, co się stało, może być dla nich bolesne. To posunięcie ma być uzupełnieniem sztabu ludzkiego, który – jak prezes sobie zażyczył – ma podwyższyć tę półkę funkcjonowania klubu, pomóc wejść na wyższy poziom. Wyniki wyprzedziły trochę funkcjonowanie klubu. Oczywiście – sportowo, bo w organizację nie wnikam. Widać, że zarząd życzy sobie dogonienia tego wyniku; modelem i organizacją pracy w grupach seniorskich, młodzieżowych. Doświadczenie w tym zakresie wraz z Danielem Wojtaszem mamy. Jestem już po spotkaniu z resztą sztabu i chylę czoła. Każdemu niesamowicie zależy na klubie. Nasza poszerzona w porównaniu do poprzedniego sezonu grupa ma pociągnąć wózek do przodu.

 

Jak minęło panu pół roku po rozstaniu z Rozwojem Katowice?
Mirosław SMYŁA: - Rozwój ściągnął zimą kilku wartościowych zawodników i trzeba się cieszyć, że ostatecznie wyszedł obronną ręką, utrzymał się w drugiej lidze. Szacunek dla trenera Tadeusza Krawca i reszty sztabu. Dla mnie był to czas, gdy przez pół roku poruszałem się po miejscu zamieszkania. Ruch Radzionków za chwilę może nie mieć stadionu do grania. Burmistrz Gabriel Tobor, a także prezes UKS Ruch Radzionków, Heniek Sobala, są bardzo zdeterminowani, by coś zrobić – głównie dla dzieciaków pochodzących z tej miejscowości, w której od 48 lat mieszkam. Wpadliśmy na pomysł otwarcia Szkoły Mistrzostwa Sportowego wraz z boiskiem. On teraz jest realizowany. Cieszę się, że mogłem w tym uczestniczyć. Oby się udało. W miarę możliwości będę wspierał ten projekt, ale numerem 1 jest oczywiście Odra. Gdy rozpoczną się przygotowania do sezonu, będę nie będę już mieszkańcem Radzionkowa, tylko Opola.

 

Pierwszy raz z powodu piłki zmienia pan adres.
Mirosław SMYŁA: - Nazwałbym to przedłużonym obozem. Kontrakt podpisałem na rok, obym miał to szczęście zrealizować go. Nie jest aż tak daleko. Gdy coś się wydarzy, można podjechać do domu. By mieć komfort pracy, warto jednak obudzić się kilka kilometrów od klubu. Wstać z czystą głową, bez tej 100-kilometrowej perspektywy. Podejść, wypić kawę i wziąć się do roboty, bo będzie jej ogrom – tak jak ogromne będą wymagania kibiców. Gdybym się tego bał i nie czuł, by możliwe było wzniesienie Odry na wyższy poziom sportowy, nie uczestniczyłbym w tym.

 

Celem będzie tylko utrzymanie w pierwszej lidze?
Mirosław SMYŁA: - Od blisko tygodnia mam okazję rozmawiać z osobami związanymi z klubem. Nikt nie powiedział, że utrzymanie jest najważniejsze. Wiem, że trzeba się wypowiadać skromnie, pokornie, ale przecież w zespole jest gen zwycięstwa. Odra potrafi grać w piłkę i udowadnia to od dłuższego czasu. Prezesi jasno określili zadanie: mamy w pierwszej lidze walczyć jak równy z równym z zespołami z najwyższej półki i szukać miejsca w tabeli, które pozwala się rozwijać. Bezpiecznego. To nie ma być obszar ostatnich pięciu pozycji. Nawet nie tyle ambicja, co logika nakazuje, by klub szedł do przodu i z czasem dołączył do najlepszych. Umówmy się – Odra Opole to jest firma. Klub, który się wygłodził, swoje przeczekał, ale odradza się, jest poukładany finansowo i organizacyjnie. Ta stabilizacja daje informację, że Odra chce zrobić kolejny kroczek do przodu. Trzeba to szanować i myślę, że kibice to docenią. Na początku mogą na decyzję o zmianie trenera psioczyć. Całokształt jednak, rozszerzenie liczby osób, które mają dbać o cel, pokazuje, że zarząd chce zadbać o rozwój całokształtu klubu i myśleć o jeszcze wyższych celach.

 

Czy w kadrze zespołu dojdzie do wielu zmian?
Mirosław SMYŁA: - Tworzenie rewolucji, sprowadzanie zawodników, którzy rozbiją ten dobrze funkcjonujący zespół, rzecz jasna nie ma sensu. Mam świadomość, jak duży przeskok jest między drugą a pierwszą ligą. Odra zdobyła jednak mnóstwo punktów, nastrzelała wiele goli. To potencjał, który coś gwarantuje. Odrobinę świeżej krwi – zwłaszcza że kilka osób odeszło – trzeba jednak w ten organizm wtopić. Zawodnik przychodzący do Opola musi być wyższej jakości. Jego CV ma dawać przekonanie, że będzie wyróżniający się. Kilka nazwisk w zanadrzu mamy. Tak jak jednak podkreśla prezes – żadnych kominów płacowych. Klub ma funkcjonować prawidłowo, a zawodnicy muszą mieć świadomość, że na pieniądze trzeba sobie ciężko zapracować.

 

 

Mirosław Smyła
urodzony: 25.07.1969
kluby: Orzeł Psary-Babienica, GKS Tychy, Rozwój Katowice, Zagłębie Sosnowiec, Rozwój, Odra Opole.

 

Z tej samej kategorii