Piłkarze Odry nie patrzą w tabelę, tylko grają

Odra Opole jest jednym z największych, pozytywnych zaskoczeń obecnego sezonu NIce I ligi. Podopieczni Mirosława Smyły po dziesięciu kolejkach otwierają tabelę I ligi. Odra zgromadziła dotąd 20 punktów.

Mateusz Bodzioch
 fot. Mirosław Szozda  /  źródło: SPORT

„Dwójką z przodu” nie może się w tej chwili pochwalić żaden inny zespół na szczeblu ekstraklasy czy jej zaplecza. - Fajna sprawa. Nikt się nie spodziewał, że po dziesięciu kolejkach będziemy liderem. Ale droga przed nami daleka. Nie ma co patrzeć w tabelę, bo jest w niej bardzo ciasno i równie dobrze zaraz możemy znaleźć się w jej środku czy nawet dolnej części. Trzeba robić swoje na treningach i na meczach, a nie sugerować się zajmowaną pozycją – mówi spokojnie Mateusz Bodzioch, kapitan Odry.


27-letni stoper walczy ostatnio z czasem. Blisko trzy tygodnie temu, w meczu z Zagłębiem, miał podwójnego pecha. Nie dość że sfaulował Tomasza Nawotkę, prokurując rzut karny dla rywali, to jeszcze jego interwencja była tak niefortunna, że doznał urazu stawu skokowego. - Chciałem zrobić wślizg, ale zdecydowałem się pójść na nogach. Zblokowałem się jednak, wbiłem się korkami w murawę i jedna noga została. Zawodnik z Sosnowca wpadł mi w tę nogę, „przekręciło” jego i mnie. Myślałem, że dam jeszcze radę chwilę pograć, ale po minucie kostka mi spuchła i musiałem prosić o zmianę. Całe szczęście, że rywale nie wykorzystali tego karnego – wspomina Bodzioch, który opuścił dwa ostatnie mecze i nie zdoła wykurować się na dzisiejszy bój opolan w Głogowie.


- Idę powoli do przodu. Najbliższy mecz mnie jeszcze ominie, ale na następny – jeśli wszystko dobrze pójdzie – mam być gotowy. Szacowano, że mogę wrócić do grania szybciej, ale nie ma co przyspieszać, skoro odczuwam jeszcze ból w kostce – deklaruje kapitan Odry.


Pod jego nieobecność parę stoperów tworzą dwaj „stranieri”: Czech Vaclav Cverna i Słowak Martin Baran, z którego postawy bardzo zadowolony jest trener Mirosław Smyła. - Czasami łatwiej jest znaleźć i zakontraktować zawodników głodnych gry, często będących po problemach zdrowotnych, którym trzeba zaufać i uwierzyć, że są w stanie wrócić do dyspozycji. Tak trafiliśmy z Martinem Baranem, który regularnie gra na środku obrony w pierwszym składzie i nie zawodzi – przyznaje szkoleniowiec Odry.

 

Z tej samej kategorii