Samuraj wrócił po miesiącu

Odra Opole - Miedz Legnica
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Daisuke Matsui po pięciu kolejkach przerwy znów pojawił się na I-ligowych boiskach. W Suwałkach dał niezłą zmianę, choć nie uchronił beniaminka przed porażką z Wigrami.

Jego pojawienie się przy Oleskiej wzbudziło wielką sensację, ale póki co nie przekłada się na wymierną dla zespołu wartość sportową. Jest jednak światełko w tunelu, że w końcu się to zmieni. Daisuke Matsui po miesięcznej przerwie znów zagrał w meczu Odry o I-ligowe punkty. Odkąd w debiutanckim występie (12 sierpnia) po jego stracie piłki w środku pola Miedź Legnica wywalczyła rzut karny, byłemu uczestnikowi mistrzostw świata kolejne spotkania przyszło obserwować co najwyżej z ławki rezerwowych. Aż do minionej soboty. 36-letni pomocnik zameldował się na murawie w 60 minucie, zastępując Marka Gancarczyka. Losów starcia z Wigrami (1:2) nie odmienił, ale zanotował dobrą zmianę.


- Przegrywaliśmy i szukaliśmy rozwiązań w przodzie, bo zespół Wigier cofnął się na własną połowę i trudno było się przebić. Wszedł na boisko zawodnik, który ma inklinacje do gry kombinacyjnej, dysponuje dobrym prostopadłym podaniem. Udowodnił, że potrafi uruchomić nim partnerów, ale nie wykorzystaliśmy tego. Matsuiego można jednak z racji zachowania w ofensywie ocenić pozytywnie. Nie jest tak, że te pół godziny nagle zmienia wszystko, co do tej pory wokół niego się toczyło. On zasłużył na tę szansę, bo w ostatnich tygodniach ciężko pracował na treningach. Oby przyniosło to w swoim czasie efekt finalny w postaci asysty czy bramki – ocenia trener Odry, Mirosław Smyła.

 

Matsui wreszcie jest zdrowy i nic mu nie dolega. W ostatnich kilku tygodniach zmagał się z drobnymi urazami, m.in. wskutek problemów z mięśniem dwugłowym „za pięć dwunasta” wypadł z „osiemnastki” na mecz z Chojniczanką.

 

- Daisuke miał świadomość, że trzeba się przestawić na nasz klimat, nasz sposób trenowania. O wieku nie powinno się mówić, ale ma już swoje lata. Jest panem własnego ciała, musi siebie kontrolować. Nie można odmówić mu zaangażowania podczas zajęć. W tej chwili motorycznie wygląda tak, że może rywalizować o miejsce w wyjściowym składzie, ale konkurencja jest tak spora, że musi sobie na to zapracować. On daje radę na każdej pozycji w ofensywie. To może być taki nasz as w rękawie na „podmęczonego” przeciwnika, w okolicach 60 czy 70 minuty. Piłkarz o takich umiejętnościach jest w stanie wtedy bardzo pomóc – podkreśla Smyła. Czy jednak Japończyk pierwszego występu w wyjściowym składzie doczeka się już w sobotnim spotkaniu ze Stalą Mielec? Mimo wszystko, na to chyba trzeba jeszcze będzie poczekać.

 

Z tej samej kategorii