Mogli szybko go pokochać

Odra Opole - Miedz Legnica
 /  fot. Łukasz Laskowski  /  źródło: Pressfocus

Daisuke Matsui w sobotę przywitał się z opolską publicznością, ale teraz spoglądania na nazwisko i bogate CV już nie będzie. Japończyk musi podjąć walkę o miejsce w składzie.

Z pewnością nie tak wyobrażał sobie Daisuke Matsui debiut przed opolską publicznością – a opolska publiczność nie tak wyobrażała sobie debiut Daisuke Matsuiego. 36-letni Japończyk, zakontraktowany przez Odrę w ubiegłym tygodniu, pojawił się na murawie w 70 minucie meczu z Miedzią Legnica, zmieniając Mateusza Marca. Było wtedy 1:2, a już kilka chwil później pomocnik stracił piłkę na własnej połowie, wskutek czego legniczanie przeprowadzili kontrę, po której uzyskali rzut karny. Trafili na 1:3. Ostatecznie skończyło się 2:4.

 

To była bomba
- Debiutował po trzech dniach pobytu w Polsce. Rozpoczął słabo, bo po jego stracie Miedź miała rzut karny, a zakończył przewrotką, która trafiła w plecy obrońcy. Gdyby to trafił, to byśmy go szybko pokochali. Potwierdziło się to, co mówiło sporo ludzi – że Daisuke potrafi stworzyć na boisku coś „fikuśnego”. Moment debiutu ma już za sobą, a teraz następuje czas pracy i rywalizacji, podczas której musi udowodnić, że zasługuje na miejsce w składzie – przyznaje [Mirosław Smyła], szkoleniowiec Odry.


Pozyskanie Matsuiego było bombą transferową. Trudno nie używać takiego określenia, skoro uczestnik mundialu 2010, zawodnik z bogatym doświadczeniem w ekstraklasach francuskiej, bułgarskiej, rosyjskiej czy polskiej, wielokrotny reprezentant Japonii, trafił do beniaminka I ligi. Na pierwszej konferencji prasowej z jego udziałem pojawił się nawet prezydent miasta Arkadiusz Wiśniewski, a prezes klubu, Karol Wójcik, apelował do opolskich kibiców, by Matsuiego powitał w sobotnie wczesne popołudnie jak najliczniej wypełniony stadion. Trener Smyła zaznaczał jeszcze w czwartek, że nie wie, czy Japończyk zagra z Miedzią choćby przez minutę, ale był tak specyficzny, momentami podniosły, ważny dla Odry tydzień, że bez debiutu obejść się nie mogło.

 

7 godzin różnicy
- Kiedy go sprawdzić? Nie rozgrywamy już sparingów, a trudno, by w swoim wieku grał po „okręgówkach” w rezerwach. Na treningu widać po nim duże umiejętności w tzw. małych grach, dobrze utrzymuje się przy piłce, można liczyć, że wykona jakieś zaskakujące podanie. Przy piłce jest groźny, ale po tej chwili występu z Miedzią trudno wystawiać jakiekolwiek opinie – zaznacza szkoleniowiec Odry.

 

Daisuke Matsui w poprzednich sezonach – co prawda z roku na rok coraz mniej, ale jednak – występował w Jubilo Iwata, czyli drużynie z japońskiej ekstraklasy. Do Opola przybył raptem kilka dni po swoim pożegnalnym występie w Iwacie. Jest więc w rytmie meczowym.

 

- Podobno jest udowodnione, że ile godzin wynosi różnica czasu między krajem, z którego się przyleciało – tyle dni potrzeba na aklimatyzację. Między Japonią a Polską jest to 7 godzin, dlatego z dnia na dzień powinno być z Matsuim lepiej. On naprawdę jest bardzo zmobilizowany. W poniedziałek mieliśmy wolne, a mimo to trenował indywidualnie. My też chcemy mu pomóc i będziemy o niego dbać – mówi Mirosław Smyła o Azjacie, który może występować zarówno w środku, jak i po bokach pomocy.

 

Specjalnie ze Świdnicy
Z komunikacją w zespole nie ma podobno większego problemu. - Japońskiego w dwa dni się nie nauczyliśmy, ale Daisuke mówi dobrze po angielsku. Na odprawach któryś z członków sztabu szkoleniowego jest przy nim i na biżeąco tłumaczy. Język piłkarski jest jednak międzynarodowy. Bardzo szybko złapał nasz model gry, zrozumiał, o co chodzi. Powtórzę jednak, że wchodzimy w równorzędną fazę rywalizacji. Nie będzie tak, że nazwisko i CV pozwoli załapać się do grania bez względu na formę – podkreśla trener beniaminka I ligi.

 

Na koniec, by pokazać, jak duże zainteresowanie wywołał angaż Matsuiego w Odrze, wspomnijmy jeszcze o dwóch zdarzeniach. Na sobotni mecz z Miedzią specjalnie przyjechało dwóch Japończyków ze... Świdnicy. Z kolei o vip-owski karnet na Oleską 51 pytał jeden z przedstawicieli znanej japońskiej firmy, również mieszkający na co dzień poza Opolszczyzną.

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~OpoleUżytkownik anonimowy
~Opole :
No photo~OpoleUżytkownik anonimowy
Tylko trener ciapa wpuszcza zawodnika nieprzygotowanego, jest dwa dni z druzyna I gra bo prezesi kazali.. Panie Smyla czas zaczac cos po swojemu robic co to za trener co prezesa slucha byle o tydzien dluzej popracowac..... Jak maja zwolnic to i Tak zwolnia, a tak mecz zawalil strata I karny dramat!
16 sie 13:32
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii