Mateusz Mączyński: Przeżyłem tu dwa awanse

GKS Katowice - Ruch Chorzow
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Piłkarz GKS-u Katowice, Mateusz Mączyński przed meczem przeciwko swojej byłej drużynie, GKS-owi Tychy wspomina swój pobyt przy ulicy Edukacji.

DARIUSZ LEŚNIKOWSKI: Zacznijmy od sięgnięcia w przeszłość. Jak to się stało, że trafił pan do GKS-u Tychy?

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Po sześciomiesięcznym pobycie w Górniku, w czasie którego nie udało mi się przebić do pierwszego zespołu, chciałem „poszukać” grania. Pojawiła się propozycja z Rozwoju Katowice (wówczas trzecioligowego - dop. red.), była już nawet aprobata ówczesnego trenera, Mirosława Smyły. Ale równocześnie okazało się, że lewego obrońcy - najlepiej młodzieżowca - szukają także w Tychach. Jak widać, dobrze się w ten „poszukiwany profil” wpisywałem. No i trafiłem pod skrzydła trenera Piotra Mandrysza, z którym teraz znów - po raz pierwszy od czasu odejścia z tyskiego GKS-u - zjadę „na stare śmieci”.

 

No właśnie - „stare”. Wiele lat - i wiele emocji - przeżył pan w tym mieście, czyż nie?

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Rzeczywiście. W okresie gry - i zamieszkiwania - w Tychach powiększyła się na przykład moja rodzina. No i przeżyłem tu dwa awanse.

 

Te awanse to najfajniejsze wspomnienia sportowe z 5,5 roku w Tychach?

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Myślę, że tak. Niosły ze sobą ogromną radość, którą - za każdym razem przez parę godzin - dzieliliśmy się z kibicami na placu Baczyńskiego.

 

Kultowe miejsce...

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - To prawda. Jedno z moich ulubionych w Tychach. Wiele wolnych chwil spędzaliśmy z rodziną właśnie tam. Fontanna, ławeczki, kawiarenki...

 

Ulubiony lokal?

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Avanti. Za atmosferę.

 

Najlepszy przyjaciel z czasów tyskich?

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Muszę wymienić dwóch: Kubę Świerczoka i Tomka Boczka. To przyjaźń nie tylko w szatni, ale także pozaboiskowa. Spotykaliśmy się czasami w szerszym gronie, w towarzystwie małżonek i partnerek.

 

W jednym czasie rozjechaliście się po Polsce...

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Ale kontakt wciąż jest. Mocny. Telefony, serwisy społecznościowe... Ech, byłbym zapomniał jeszcze o Kamilu Łączku! W Tychach razem zbyt długo nie pograliśmy, ale znaliśmy się już wiele lat wcześniej, jeszcze w czasach zabrzańskich.

 

Najchętniej wspominany mecz?

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Dwa takie były w czasach mojego pobytu w Tychach. Jeden - to otwarcie stadionu i konfrontacja z FC Koeln. Drugi - chyba nawet sportowo bardziej prestiżowy - z Szachtarem Donieck, podczas zgrupowania w Antalyi (luty 2015). Ukraińcy szykowali się właśnie do rywalizacji w 1/8 finału Ligi Mistrzów z Bayernem. Nie było taryfy ulgowej.

 

Pytałem o sprawy przyjemne. Ale pewnie było też jakieś „naj”, którego nie wspomina pan z sympatią...

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Jeden - spadek. Przez 5,5 roku kontuzje mnie omijały, więc właśnie ta degradacja - choć przecież do ostatniej kolejki mieliśmy szansę na jej uniknięcie, załapanie się na grę w barażach - to najbardziej negatywne doświadczenie.

 

Na koniec pytanie z kategorii... wróżenia z fusów. Jak będzie w sobotę?

MATEUSZ MĄCZYŃSKI: - Zawsze byłem optymistą: jedziemy po trzy punkty.

 

Z tej samej kategorii