Były zawodnik Zagłębia grający w Bytowie: Na pewno nie zwariuję

Nie jest tak, że mam rachunki do wyrównania i będę się chciał zrewanżować. Nie podchodzę do tego spotkania w taki sposób, że za wszelką cenę muszę coś komuś udowodnić - mówi były pomocnik Zagłębia Sosnowiec, dzisiaj piłkarz Bytovii.

Pilka nozna. Nice I liga. Bytovia Bytow - Pogon Siedlce. 01.04.2017
 /  fot. Grzegorz Radtke  /  źródło: 058sport.pl

Barw ekipy z Kresowej bronił przez półtora sezonu. Pojawił się na Stadionie Ludowym latem 2015 roku, a po rundzie jesiennej obecnych rozgrywek usłyszał, że może sobie szukać nowego pracodawcy. Nie krył rozczarowania. Szybko znalazł jednak zatrudnienie w Druteksie-Bytovii. Jutro wieczorem po raz pierwszy zagra przeciwko swoim niedawnym kolegom…

 

Łukasz ŻUREK: Nie zaprzeczy pan chyba, że jest jakiś dodatkowy dreszczyk emocji. Zdobyta bramka posmakuje szczególnie?
Jakub WILK: - Szczerze mówiąc, traktuję ten mecz zupełnie normalnie, jak pozostałe. Nie jest tak, że mam rachunki do wyrównania i będę się chciał zrewanżować. Nie podchodzę do tego spotkania w taki sposób, że za wszelką cenę muszę coś komuś udowodnić. Przede wszystkim trzeba wygrać. Fajnie byłoby przyczynić się do zwycięstwa strzelonym golem, ale jak mi się to uda, na pewno z tego powodu nie zwariuję.
Kiedy rozmawialiśmy w styczniu, nie krył pan rozgoryczenia z powodu niespodziewanego rozstania z Zagłębiem. Jak długo panoszyła się w sercu złość?
Jakub WILK: - To nie była złość. Decyzja zarządu była dla mnie po prostu niezrozumiała. Trener Mandrysz ustawił mnie na lewej obronie, rozegrałem tam bodaj cztery spotkania i spisałem się dobrze. Wierzyłem, że od tej pory będę grał regularnie, a tymczasem wszystko potoczyło się inaczej. Najpierw zwolniono trenera, potem okazało się, że ja też jestem niepotrzebny. Prezes mnie nie chciał i tak moja przygoda z Zagłębiem dobiegła końca.
W tym półroczu nie pan jeden usłyszał przy Kresowej przykry komunikat. Był pan zaskoczony tym, w jaki sposób pożegnano się z Sebastianem Dudkiem i Krzysztofem Markowskim?
Jakub WILK: - Tak, to było dla mnie duże zaskoczenie. Nie wiem jednak, jaki tok zdarzeń do tego doprowadził. Nie było mnie już w Sosnowcu, a chłopaków nie chciałem dopytywać. Wiem tylko, że Sebastian i Krzysiu przez ostatnie parę lat dali temu zespołowi dużo na plus.
Wróćmy do zagadnień bieżących. Rozegrał pan dla Bytovii siedem spotkań, ale po żadnym z nich nie udało się zaznać smaku zwycięstwa. Irytujące…
Jakub WILK: - I to jeszcze jak! Jesteśmy wszyscy mega-poirytowani. Piłkarze, kibice, trenerzy. Kilka razy wydawało się, że mamy już mecz wygrany, a kończyło się na remisie albo nawet na porażce. Jesteśmy często lepsi od rywala, ale nie udaje nam się dojechać do końcowego gwizdka z trzema punktami. Mam nadzieję, że w tej kolejce nareszcie będzie inaczej.
Na warunki pracy w Bytowie nie ma co narzekać. Bytovia biednym klubem nie jest. Skąd zatem tak niskie miejsce w tabeli?
Jakub WILK: - Na początku tej rundy mieliśmy kilka takich występów, które nie powinny się skończyć stratą punktów. Kiedy my się potykaliśmy, do góry pięły się drużyny z dolnych rejonów tabeli. To nas pogrążyło i tym sposobem znaleźliśmy się nagle w strefie spadkowej. Teraz musimy zrobić wszystko, żeby w tej lidze się utrzymać. Co przemawia za tym, że tak się stanie? Potrafimy grać w piłkę i nie boimy się tego robić.
Chyba jednak mocno przesadzili latem ci, którzy twierdzili, że Bytovia to ekipa na awans…
Jakub WILK: - Mimo wszystko tabela jest lekko złudna. Na zapleczu ekstraklasy poziom jest dzisiaj tak wyrównany, że naprawdę każdy może wygrać z każdym. Wystarczy zwyciężać 2-3 kolejki z rzędu i można poszybować wysoko do góry. Ale działa to również w drugą stronę, czyli zanotujesz słabszy miesiąc i jesteś blisko dna. My akurat personalnie rzeczywiście jesteśmy silni. Ponarzekać możemy tylko na boisko, bo w Bytowie nie jest ono w najlepszym stanie. Z tego względu swoich szans szukamy przede wszystkim w stałych fragmentach gry. Powinniśmy wykorzystywać je efektywnie zdecydowanie częściej.
Zagłębie tymczasem drugi raz z rzędu szturmuje wrota ekstraklasy. Tym razem się uda?
Jakub WILK: - Jestem zdania, że wszystko rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce. Byłem w Sosnowcu, znam tych zawodników i wiem, że potencjał na ekstraklasę tam jest. Tyle że o ten awans bije się w tej chwili kilka równie dobrych zespołów. Trzeba już teraz punktować w każdej kolejce. Inaczej się nie da. Ostatnia prosta do elity będzie wyjątkowo wyboista.
Na tej prostej stanie w sobotę również Jakub Wilk. W jakiej roli tym razem?
Jakub WILK: - Kiedy w marcu pierwszym trenerem został Adrian Stawski, zmienił nieco ustawienie wyjściowej jedenastki. Przesunął mnie z obrony na skrzydło. Znowu grywam więc w pomocy, po obu stronach. Dla mnie to w sumie bez znaczenia. Tak jak powiedziałem wcześniej, liczy się tylko zwycięstwo. Patrząc na tabelę, wypada powiedzieć, że faworytem najbliższego spotkania będzie Zagłębie. Ale tydzień temu Olimpia Grudziądz też przyjechała do nas jako faworyt, a była wyraźnie słabsza…

 

Z tej samej kategorii