Jacek Paszulewicz: Chcemy przerwać passę, ale swoją - nie Zagłębia!

Po pierwszej części rozgrywek zajmowaliśmy rok temu 11. miejsce, a potem do końca biliśmy się o awans do ekstraklasy. Dlaczego teraz nie miałoby być podobnie? – pyta szkoleniowiec Olimpii Grudziądz.

Chojniczanka Chojnice - Olimpia Grudziadz
 fot. Marcin Gadomski  /  źródło: Pressfocus

W obozie najbliższego rywala sosnowiczan nie dzieje się dobrze. Cztery z rzędu spotkania przegrane, a ostatni triumf datuje się na 1 października. Trener Jacek Paszulewicz nie traci jednak wiary, że drużyna wyjdzie na prostą. On sam obdarzony został w Grudziądzu dużym kredytem zaufania. Mecz z Zagłębiem rozegrany zostanie dokładnie w drugą rocznicę jego zatrudnienia w Olimpii.

 

ŁUKASZ ŻUREK: W Sosnowcu mówią, że jadą do was po przełamanie złej passy. Pierwszy wyjazdowy triumf Zagłębia ma stać się faktem w sobotę po południu…

JACEK PASZULEWICZ: - Wierzymy, że to się naszemu rywalowi nie uda. Oczywiście interesuje nas przerwanie złej passy, ale zupełnie innej. Nie wygraliśmy sześciu ostatnich meczów, więc pora to zmienić. Ciężko na to pracujemy i chcielibyśmy już zobaczyć tej pracy efekty.

 

Jak wiele dzieli pana obecny zespół od tego z wiosny, nazywanego bandą z Grudziądza?

JACEK PASZULEWICZ: - To już dwie zupełnie różne drużyny. Na taki przydomek pracowaliśmy długi czas, nie tylko w zeszłym sezonie. Robili to ludzie, którzy w Grudziądzu spędzili więcej niż rok. Wielu z nich w Olimpii już nie ma. Mam na myśli choćby Darka Kłusa, który był dobrym duchem tego zespołu – bez względu na to, czy grał, czy nie.

 

To definitywny koniec… bandy?

JACEK PASZULEWICZ: - Staramy się stworzyć kopię lub po prostu inny jej model. Ale musi to być proces naturalny. Potrzebni są w tej grupie zawodników liderzy i być może takich właśnie liderów wykreuje mecz z Zagłębiem Sosnowiec. W poprzednim sezonie nasza banda narodziła się wiosną. Po pierwszej części rozgrywek zajmowaliśmy w tabeli 11. miejsce, a potem do końca biliśmy się o awans do ekstraklasy. Dlaczego teraz nie miałoby być podobnie?

 

Cieszy się pan, że jesienna faza zmagań dobiega już końca?

JACEK PASZULEWICZ: - Z jednaj strony tak, bo te zimowe miesiące, podczas których mogliśmy solidnie popracować, były zawsze naszym atutem – co widać potem w rundzie rewanżowej. Ale z drugiej strony potrzebujemy punktów, by spokojniej przez tę zimę przebrnąć. Ostatnie dwa spotkania pokażą nam, jakich roszad kadrowych trzeba będzie dokonać w najbliższym czasie. Mam nadzieję, że obejdzie się bez rewolucji, bo z tym mieliśmy do czynienia całkiem niedawno. Wzmocnienia personalne są jednak niezbędne.

 

W sobotę zagracie z jednym z głównych pretendentów do awansu? W trzech ostatnich sezonach o Zagłębiu nie mówi się inaczej…

JACEK PASZULEWICZ: - Organizacyjnie klub jest przygotowany na promocję do ekstraklasy. Czy również sportowo? Władze klubu i kibice na pewno nie mogą być zadowoleni z miejsca w środku tabeli. Rozczarowująca końcówka w poprzednim sezonie, słaby start w obecnym. A potencjał w zespole cały czas wielki, mimo że co pół roku przychodzą i odchodzą kolejni zawodnicy. Kadrowo to bez wątpienia jedna z najsilniejszych drużyn ligi.

 

Z tej samej kategorii