GKS Tychy – Sandecja 2:1. Kapitan jednak zagrał. I to jak!

Pilka nozna. Nice I liga. GKS Tychy - Sandecja Nowy Sacz. 05.04.2017
 fot. Michal Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Tyszanie poszli za ciosem i wygrali czwarty z rzędu domowy mecz. Głównym architektem tego sukcesu był – który to już raz – Łukasz Grzeszczyk.

Dzień przed zaległym meczem 19. kolejki Dietmar Brehmer, II trener GKS-u, nie był w stanie określić, czy z Sandecją zagra Łukasz Grzeszczyk. - Decyzja zapadnie najpewniej na rozgrzewce – tłumaczył nam, pytany o ofensywnego pomocnika, który w piątek w ostatniej chwili wypadł ze składu na mecz z Wigrami Suwałki. Ostatecznie, „Grzeszczu” z sądeczanami zagrał. I raz jeszcze potwierdził, że dziś trudno wyobrazić sobie drużynę z Tychów bez jej kapitana i najlepszego zawodnika. A raczej – piłkarza, bo w tym przypadku to określenie nie jest nadużyciem.

Pierwsza połowa zakończyła się remisem, ale nie bezbramkowym, na co długo się zapowiadało – a 1:1. Oba gole padły... w doliczonych dwóch minutach. Najpierw trafiła Sandecja. Po szybkiej kontrze, sędzia uznał, że Seweryn Gancarczyk faulował w polu karnym Mateusza Wdowiaka. Protesty stopera GKS-u na nic się zdały. Z „wapna” do siatki piłkę skierował Maciej Małkowski. Ta bramka była udokumentowaniem nawet nie tyle przewagi zespołu Radosława Mroczkowskiego, co jej bardziej przekonującej postawie w ofensywie. Dwukrotnie tyszan ratowała konstrukcja bramki – w 24. minucie po uderzeniu głową Bartłomieja Dudzica trafiła w poprzeczkę, a w 32. minucie Wdowiak z ostrego kąta „ostemplował” zewnętrzną część słupka.

Gdy wydawało się, że do przerwy będzie 0:1, GKS natychmiast odpowiedział. Sytuacyjny strzał wolejem z kilkunastu metrów oddał Grzeszczyk. Piłka wylądowała tuż przy słupku „długiego” rogu bramki bezradnego w tej sytuacji Łukasza Radlińskiego. W drugiej połowie tyszanie poszli za ciosem. Rzut wolny tuż przed „szesnastką” wywalczył Jakub Świerczok. Do piłki podszedł – a jakże! - Grzeszczyk, przymierzył w swoim stylu... Futbolówka odbiła się od poprzeczki, skozłowała przed linią, a z bliska głową formalności dopełnił Maciej Mańka.

Patrząc w tabelę, skończyło się niespodzianką, ale statystycznie – trudno o niej mówić. GKS i Sandecja tej wiosny wygrywały wszystkie mecze u siebie, na wyjazdach z kolei nie punktując ani razu. Ta tendencja została podtrzymana. Drużyna Jurija Szatałowa mocno walczy o utrzymanie w lidze i ta wygrana była sporym krokiem w stronę założonego celu. A jeszcze większy tyszanie mogą postawić w niedzielę, gdy podejmą – również broniącego się przed spadkiem - Chrobrego Głogów.

GKS Tychy – Sandecja Nowy Sącz 2:1 (1:1)
0:1 – Małkowski, 45+1 min (karny)
1:1 – Grzeszczyk, 45+2 min
2:1 – Mańka, 59 min (głową)
Sędziował Konrad Gąsiorowski (Biała Podlaska). Widzów 3226.
GKS: Florek – Grzybek, Boczek, Gancarczyk (55. Tanżyna), Mańka – Pruchnik, Mączyński – Kowalski (66. Szumilas), Grzeszczyk, Radzewicz – Świerczok (75. Tornros). Trener Jurij SZATAŁOW.
SANDECJA: Radliński – Kubań, Piter-Buczko, Szufryn, Słaby – Baran, Kasprzak (72. Trochim) – Małkowski, Wdowiak, Dudzic (72. Zając) – Korzym. Trener Radosław MROCZKOWSKI.
Żółte kartki: Gancarczyk, Pruchnik, Mączyński, Świerczok, Florek – Korzym, Baran.

Z tej samej kategorii