Marcin Biernat: Gdy jest forma, należę do czołowych obrońców ligi

Pilka nozna. Puchar Polski. GKS Tychy - Cracovia Krakow. 09.08.2017
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

Nie tak to sobie wyobrażałem po zamienieniu Chojnic na Tychy, ale robię swoje na treningach. Czekam, aż trener to zauważy i zacznę regularnie występować – mówi 25-letni stoper GKS-u, który do tej pory zanotował jedynie ligowy debiut w tyskich barwach.

Maciej GRYGIERCZYK: Z jakimi emocjami czeka pan na wyjazd do Chojnic?
Marcin BIERNAT: - Sądzę, że dla każdego zawodnika, który spędził fajny czas w danym klubie, takie mecze niosą ze sobą dodatkowy dreszczyk emocji. Każdy na takie powroty czeka. Rozstałem się z Chojnicami, z działaczami, w dobrych relacjach. Miałem tu przez dwa lata bardzo dobry okres. Zarówno sprawy sportowe, jak i atmosferę w zespole, wspominam z sympatią.

Zamiana Chojniczanki na GKS Tychy była latem trudną decyzją?
Marcin BIERNAT: - Jestem zdania, że każdy piłkarz ma swój określony czas, moment w danym zespole, do którego jest się w stanie rozwijać. Postanowiłem, że lepszym wyborem dla mnie będzie zmiana otoczenia. Tak, by dalej notować progres, iść do przodu. Tychy? Wiadomo – Ładny stadion, poukładany klub z dużymi aspiracjami. Uznałem więc, że warto będzie coś zmienić.

Patrząc już na chłodno, duży żal, że z Chojniczanką nie awansował pan wiosną do ekstraklasy?
Marcin BIERNAT: - Z pewnością jest spory niedosyt. Skoro byliśmy liderem po pierwszej rundzie i mieliśmy przewagę, graliśmy fajną piłkę… Nawet przez sporą część wiosny zajmowaliśmy pierwsze czy drugie miejsce. Awans straciliśmy tak naprawdę na samym końcu. Tak z perspektywy czasu, analizując to wszystko, powiem, że straciliśmy punkty z każdym ze spadkowiczów. Zanotowaliśmy z nimi łącznie aż sześć remisów. Te mecze zaważyły, że Chojniczanki nie ma w ekstraklasie. Szkoda, bo brakło dwóch-trzech punktów. Gdybyśmy choć jedno z tych spotkań wygrali, to pewnie teraz nie byłbym w Tychach, a innym miejscu. Mówi się, że nie powinno się żyć historią, ale takie rzeczy z tyłu głowy siedzą. Była bardzo duża szansa, która prędko w Chojnicach może się nie powtórzyć. Mieliśmy wszystko jak na tacy, w swoich nogach. Sądzę też, że gdyby nie odejście trenera Bartoszka, to też odnieślibyśmy ten historyczny sukces. To naprawdę dobry fachowiec. Potrafi poukładać i sprawy sportowe, i atmosferę. Ta lokomotywa fajnie funkcjonowała, wiosną nie było już tak dobrze, przestaliśmy regularnie punktować. Trudno jednak nie szanować decyzji trenera o odejściu do Kielc. Każdy chce się rozwijać i pewnie zawodnicy mając taką szansę pójścia do ekstraklasy też by z niej skorzystali.

Chojniczanka w tym sezonie zanotowała komplet trzech domowych wygranych, strzelając przy tym 11 goli. To budzi obawy?
Marcin BIERNAT: - Gdy grałem w Chojnicach, nasz stadion był ciężkim terenem, mało kto zdobywał tam punkty. Przez wiele miesięcy stanowiliśmy twierdzę. Wiosną było odwrotnie, nie potrafiliśmy u siebie wygrać, ale teraz znów chłopaki wrócili na właściwe tory. Kilku zawodników odeszło, ale doszła też w zamian spora grupa wartościowych graczy. Ten zespół na pewno będzie mocny.

Kogo obawiać się najbardziej?
Marcin BIERNAT: - Bardzo dobrym napastnikiem jest Tomek Mikołajczak. Może nie zdobywa za wielu bramek, ale wykonuje świetną robotę. Przytrzymuje wiele piłek, dużo jest na nim fauli. Teraz mocnym punktem Chojniczanki jest też Rafał Grzelak. Skoro zanotował 6 asyst w 7 kolejkach… Budzi to respekt, ale w tej lidze nie ma co się nikogo bać. Skoro Chojniczanka przegrała na wyjeździe trzy mecze, to u siebie też można znaleźć na nią receptę i wygrać. Mam nadzieję, że znajdziemy ją my.

W 6 meczach zgromadziliście 10 punktów. Czy taki dorobek zadowala tyską szatnię?
Marcin BIERNAT: - Z pewnością nie. W ostatnich czterech kolejkach zdobyliśmy tylko 4 z 12 punktów. Jak na nasz zespół, chcący walczyć o najwyższe cele, o awans, to trochę mało., Powinniśmy regularnie zwyciężać u siebie, a na wyjazdach remisować. Wtedy nasz dorobek byłby okazalszy. W ostatnich meczach - szczególnie z Podbeskidziem - zamiast po zdobytej bramce dalej wysoko siedzieć na przeciwniku, niepotrzebnie się cofaliśmy. Podejrzewam, że w innym wypadku mogłoby się skończyć naszą wygraną 2 czy 3:0. A tak, oddaliśmy pole, straciliśmy gola do szatni, w drugiej połowie zostaliśmy dwa razy skontrowani i trzeba było gonić do samego końca. Brakuje nam też stwarzania sytuacji. Bramki zdobywamy po stałych fragmentach gry. Mam nadzieję, że to się zmieni i wreszcie zaczniemy strzelać też z akcji.

Teraz macie kilkunastodniową przerwę od walki o punkty, by następnie rozegrać 3 mecze w 7 dni. Taki kalendarz mocno na was wpływa?
Marcin BIERNAT: - Myślę, że nie. Każdy z nas jest profesjonalistą, zostaliśmy dobrze przygotowani do sezonu, cały czas ciężko trenujemy. Musimy sobie radzić z takim kalendarzem. Nie mamy na to wpływu, dlatego trzeba go zaakceptować, wychodzić na boisko, regularnie punktować i z optymizmem patrzeć przed siebie.

W meczu z Podbeskidziem doczekał się pan ligowego debiutu w GKS-ie, ale został pan zmieniony w II połowie. Był lekki niesmak?
Marcin BIERNAT: - Na pewno, zwłaszcza że nie czułem się źle i sądzę, że mogłem drużynie jeszcze pomóc. Po moim zejściu od razu straciliśmy dwie bramki. Nie tak to sobie wyobrażałem po zamienieniu Chojnic na Tychy, ale robię swoje na treningach. Czekam, aż trener to zauważy i zacznę regularnie występować. Myślę, że mnie na to stać. Uważam, że gdy jestem w formie, należę do czołówki środkowych obrońców w pierwszej lidze.

Może warto, by Jurij Szatałow w niedzielę pana wystawił, skoro jednej byłej drużynie – Puszczy Niepołomice w Pucharze Polski – w tym sezonie gola już pan strzelił?
Marcin BIERNAT: - (śmiech). Rzeczywiście. A na stadionie w Chojnicach dobrze się czuję. Wszystkie 6 bramek, jakie zdobyłem dla Chojniczanki, padło właśnie tam. Decyzja należy jednak do trenera.

 

Z tej samej kategorii