Krzysztof Bizacki: Musi do nas spłynąć trochę świeżej krwi

- Nie ma co ukrywać, że to wyniki budują drużynę, zawodników, trenerów i cały klub - mówi nowy doradca zarządu GKS-u Tychy ds. sportowych.

Prezentacja Ruchu Chorzow
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Maciej GRYGIERCZYK: Kiedy docierać zaczęły do pana pierwsze sygnały świadczące o tym, że może pan zimą wrócić do GKS-u Tychy jako doradca zarządu ds. sportowych?
Krzysztof BIZACKI: - Już w trakcie trwania rundy jesiennej były zapytania, czy chciałbym. „Jak najbardziej, czekam na to, bo jestem z Tychów, mieszkam tutaj, chodzę praktycznie na każdy domowy mecz” – odpowiadałem. Tak konkretnie, konkretne rozmowy z prezesem Bednarskim prowadziliśmy na półtora tygodnia przed tym, jak podpisałem umowę.

Nie było żadnych wątpliwości?
Krzysztof BIZACKI: - Żadnych. Cieszę się, że dostałem tu pracę. Pracowałem w Akademii Młode Wilki, w ZET Tychy byłem asystentem trenera, a to przecież partnerskie dla GKS-u kluby. Miałem inne obowiązki, a teraz poświęcam się GKS-owi. Chcę dla tego klubu oddać wszystko, co tylko mogę najlepsze.

Niektórzy zawodnicy po zakończeniu kariery od razu wiedzieli, że założą trenerski dres, inni widzieli siebie na dyrektorskich stołkach. Pana można zaliczyć do którejś z tych grup?
Krzysztof BIZACKI: - Akurat mam licencję UEFA B i jak najbardziej mogę trenować drużyny z niższych klas. Przy piłce byłem cały czas, nie odszedłem od niej ani na chwilę. Gdy coś się lubi, to stara się tego nie tracić. Dlatego tak bardzo ucieszyła mnie propozycja z GKS-u. Chcę z tego skorzystać. Wiem, że nie będzie cały czas z górki. Będzie też pod górkę, ale w życiu piłkarskim często to przeżywałem, dlatego się nie boję. Jest nutka może nie tyle niepewności, co stresu, ale on jest przecież pozytywnym bodźcem do działania.

Jesienią był pan na wszystkich domowych meczach GKS-u. Duży zawód?
Krzysztof BIZACKI: - Nie ma co ukrywać, że to wyniki budują drużynę, zawodników, trenerów i cały klub. Gdy nie ma wyników, nigdzie nie jest dobrze. Wygrywając, inaczej się funkcjonuje, jest wszystkim pracownikom klubu raźniej. Początek sezonu był niezły, ale ostatnie jesienne mecze nie wyglądały najlepiej. Będę chciał pomóc trenerowi Tarasiewiczowi. Jestem teraz w klubie „wyżej” niż na boisku, ale dla mnie najważniejszy będzie trener i jego sztab szkoleniowy, zawodnicy. Kiedy tylko będę mógł, chcę wyciągać do nich pomocną rękę, by wszystkim pracowało się jak najlepiej.

Okienko transferowe już ruszyło, a nie ma czasu do stracenia. Dla pana chyba to trudny moment?
Krzysztof BIZACKI: - Na pewno niełatwy, ale… Z drugiej strony, lepiej zacząć pracę teraz, w grudniu, aniżeli w lipcu, w przerwie letniej, bo wtedy okres przygotowawczy jest już całkowicie krótki. Mieliśmy trochę czasu, by porozmawiać z trenerem Tarasiewiczem, asystentami, prezesem, kierownictwem. Podejmujemy decyzje, które w moim odczuciu będą słuszne dla dobra GKS-u.

Ma pan w głowie wizję kadry zespołu? Przy którym zawodniku obecnie grającym w GKS-ie postawić plus, a przy którym minus?
Krzysztof BIZACKI: - Jest taka wizja, ale najbardziej będzie o tym decydował trener. Ja będę tylko służył mu pomocą. Moje motto zawsze było takie, że brudy pierzemy w szatni i nie wynosimy ich na zewnątrz. Nie jestem zwolennikiem biegania do prasy. Gdy zdarzy się coś złego, to jestem od tego, by wziąć ten ciężar na siebie, ale wszystko będziemy załatwiać we własnym gronie, a nie na forum.

Powiedzmy, że pojawia się temat pozyskania jakiegoś zawodnika. Kto wykonuje telefon jako pierwszy, pan czy trener?
Krzysztof BIZACKI: - Dogadamy się! Już po pierwszej rozmowie z trenerem Tarasiewiczem uznałem, że szybko znajdziemy wspólny język.

Jaki GKS chciałby pan widzieć docelowo?
Krzysztof BIZACKI: - Osiągający lepsze wyniki, po prostu. To podstawa, budująca wizerunek klubu na zewnątrz. Było trochę czasu, by poznać każdego z pracowników klubu lepiej. Gdy w 2008 roku wróciłem do Tychów z Koszarawy Żywiec, spędziłem tu 6 lat, aż do 2014 roku, ale nie wszystkich znam. Gdy siedzisz na trybunach, inaczej odbierasz to, co dzieje się w środku. Ostatnio drużyna nie funkcjonowała najlepiej, dlatego chcę jak najbardziej pomóc trenerowi, by to zmienić.

Mówi się, że w Tychach ma powstać „zespół transferowy”, którego będzie pan członkiem. Ma pan swoich kandydatów, którzy jeszcze mogliby wejść w jego skład?
Krzysztof BIZACKI: - Rozmawiałem o tym z prezesem. Będziemy spotykać się pod tym kątem z osobami, które już znam, są w klubie i mu dobrze służą. Zaproponuję też kilka innych nazwisk. Chcę, by spłynęło do nas trochę świeżej krwi.

Zawsze był pan ulubieńcem trybun; czy to w Chorzowie, czy Tychach. Nie boi się pan, że teraz tę sympatię może pan stracić?
Krzysztof BIZACKI: - Nie boję się wyzwań, nie boję się pracy. Może byłem nie tyle ulubieńcem, co postacią, która w jakimś stopniu przyczyniła się do powrotu GKS-u do I ligi, na szczebel centralny. Inaczej pracuje się na murawie, inaczej poza nią. To dla mnie coś nowego, ale cele trzeba stawiać sobie wysokie. Ja takie sobie stawiam i mam nadzieję, że w tej roli też spodobam się tyskiej publiczności.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~mateuszUżytkownik anonimowy
~mateusz :
No photo~mateuszUżytkownik anonimowy
Tak-dlugo-jak-bedzie-Bednarski-to-nawet-cysterna-swiezej-krwi-nie-pomoze.
26 gru 17 10:20 | ocena:100%
Liczba głosów:3
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii