Daniel Tanżyna: Urok, wyżyny i trzy kamery

GKS Tychy - Bytovia Bytow
 /  fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Dopiero gdy tracimy bramkę, zaczynamy grać swoje i wchodzimy na właściwe obroty. Tak nie może być - nie kryje kapitan GKS-u Tychy.

Maciej GRYGIERCZYK: Na gorąco po remisie 2:2 w Chorzowie musiała być radość, a na chłodno?
Daniel TANŻYNA: - Szanujemy ten punkt, bo mogliśmy w Chorzowie przegrać. Ruch stworzył sobie po kontrach kilka dogodnych sytuacji na trzeciego gola. Chwała drużynie, że walczyła do końca, wierząc w możliwość odwrócenia losów tego meczu i w końcówce, rzutem na taśmę, wyciągnęła wynik na 2:2.

Trener Jurij Szatałow nie ukrywał jednak zdenerwowania waszą grą. Wróciła wyjazdowa niemoc?
Daniel TANŻYNA: - Zaczęło się dobrze. W Pucharze Polski wygraliśmy mecze w Kołobrzegu i Niepołomicach, w lidze pokonaliśmy w Suwałkach Wigry… Potem zaczął się problem. Sam nie wiem, z czego to wynika. W Olsztynie dostaliśmy dwie szybkie bramki, w Chojnicach też nie dojechaliśmy na pierwszą połowę, z Ruchem do przerwy było 0:1…

Łukasz Matusiak mówi, że stwarzacie niewiele sytuacji, bo zawodzicie jako zespół, mało jest ruchu bez piłki, pokazywania się do gry…
Daniel TANŻYNA: - Mnie boli też to, że zaczynamy tracić sporo bramek po stałych fragmentach gry. Trudno powiedzieć, czy to brak koncentracji… Zaczynamy grać swoje i wchodzić na właściwe obroty, dopiero gdy tracimy gola na 0:1. Wtedy się budzimy. W Chorzowie już od początku drugiej połowy w miarę to wszystko się kleiło, były strzały, sytuacje. Wiedzieliśmy, że gdy zdobędziemy jedną bramkę, to pójdziemy za ciosem. Inna rzecz, że te dwa gole dla Ruchu były kontrowersyjne. Przed pierwszym - spalony, a ten drugi… Rozmawiałem z naszym bramkarzem Markiem Igazem, który mówił, że nie ma opcji, by piłka przeszła całym obwodem. Powtórki z trzech kamer też tego nie pokazały, ale już to zostawmy.

Pierwszy raz zagrał pan przy Cichej, od razu wyprowadzając zespół jako kapitan.
Daniel TANŻYNA: - To na pewno fajne przeżycie. Derby Śląska mają swój urok, dlatego lubię mecze z Ruchem czy GKS-em Katowice. Dla mnie, Ślązaka z krwi i kości, mają szczególne znaczenie. Dlatego tym lepiej, że uratowaliśmy w czwartek punkt. Nie wiem, czy w Ruchu zadziałał efekt nowej trenerskiej miotły, ale rywale wyszli na nas wysoko, zagrali odważnie, bez kompleksów, mieli za sobą doping tysięcy kibiców, który niósł do przodu. Nie kalkulowali. Na Cichej ta drużyna będzie zdobywała punkty, jestem o tym przekonany. I to nie tylko moje zdanie.

Wy start mieliście wymarzony - 9 punktów w 4 meczach - ale znacznie spuściliście z tonu.
Daniel TANŻYNA: - Nie poszliśmy za ciosem. Nie wiem, czy to dołek. Nie powinniśmy tak łatwo tracić punktów na wyjazdach, ale najbardziej szkoda meczu u siebie z Podbeskidziem, w którym już po pierwszej połowie mogło być 3:0. Ale nie ma co patrzeć na to, co było. Teraz przed nami starcie z Olimpią, pierwsze po dłuższym czasie przed własną publicznością, które musimy wygrać. Zarówno my, jak i rywale, jesteśmy w trakcie małego maratonu, ale piłkarz najbardziej lubi grać. To nie ma więc znaczenia.

W Chorzowie po raz pierwszy stworzył pan duet środkowych obrońców z Marcinem Biernatem, jako że na ławce usiadł tym razem Łukasz Bogusławski.
Daniel TANŻYNA: - Ale rozumiemy się wszyscy trzej, bo na początku sezonu i w okresie przygotowawczym graliśmy na trójkę środkowych obrońców. Każdy z każdym zdążył już się dotrzeć. Nie ma dużej różnicy.

W niedzielę mecz z Olimpią… Jakieś skojarzenia z tym rywalem?
Daniel TANŻYNA: - Takie, że na środku obrony gra tam mój znajomy z czasów Miedzi Legnica, Daniel Feruga. Kiedyś występował w Tychach, jeszcze nie było mu dane wyjść na ten nowy stadion, dlatego z pewnością przyjedzie nabuzowany. Wiosną w Grudziądzu, gdy przegraliśmy po golu w końcówce, akurat nie grałem, bo pauzowałem za kartki. Teraz jest okazja do rewanżu. To trudny, wymagający rywal. Będziemy musieli wspiąć się na wyżyny, by zainkasować punkty.

 

Z tej samej kategorii