Adrian Łuszkiewicz: Nie musimy przed nikim klękać

Każdą drużynę czeka taki słabszy okres, jak w przypadku nas czy Miedzi. Nasza gra wygląda lepiej niż na początku sezonu, ale tracimy wiele bramek wskutek prostych błędów – mówi środkowy pomocnik GKS-u, który latem trafił do Tychów właśnie z Legnicy.

Pilka nozna. Nice I liga. Zaglebie Sosnowiec - GKS Katowice. 13.09.2017
 /  fot. Michał Chwieduk  /  źródło: Fokusmedia

Maciej GRYGIERCZYK: Jaką ocenę wystawiłby pan GKS-owi Tychy - w skali szkolnej - za to, czego dokonaliście dotąd w tej rundzie?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Trudno powiedzieć. Początek z pewnością był na piątkę, ale później zaczęło to wyglądać dużo gorzej. Sami z siebie z pewnością nie jesteśmy zadowoleni.

 

To paradoks, bo po takich zmianach czas powinien być waszym sprzymierzeńcem. Tymczasem wyniki tego nie potwierdzają...
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Rozmawiamy między sobą w szatni i z trenerem. Musimy znaleźć tego przyczynę. Na początku sezonu gra może nie wyglądała jakoś szczególnie dobrze, ale punktowaliśmy. Teraz prezentujemy się lepiej, lecz tracimy sporo bramek po prostych błędach. Praktycznie co mecz zdarza nam się wiele przestojów. To jest czymś spowodowane. Brak koncentracji… Nie jest łatwo o diagnozę.

 

„Brak koncentracji” to nie jest eufemizm?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Może delikatny… Coś w tym z pewnością jest, że gramy bardziej zachowawczo, gdy wynik jest otwarty. Kiedy z kolei dostajemy bramkę, wstępuje w nas dodatkowa mobilizacja i staramy się odrabiać straty, choć nie zawsze z dobrym skutkiem. Sama jakość gry jest jednak wtedy wyższa. To problem w sferze mentalnej. Staramy się znaleźć złoty środek i nad tym pracować.

 

Trudno, by zespół z taką kadrą jak GKS kogokolwiek bał się w I lidze...
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Sami po sobie czujemy, że mamy mocny zespół, fajną ekipę, przed nikim nie musimy klękać. Nawet przed Miedzią, która jest silniejsza na papierze. Jesteśmy świadomi tego, jaka jest sytuacja. Podchodzimy do niej z respektem, ale też nastawieniem, by wygrać, odbić się od tej dolnej części tabeli.

 

Na ile taki wrzesień, jaki macie za sobą, może skomplikować marzenia o włączeniu się do walki o awans?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Spokojnie, to dopiero początek. Minęło 11 kolejek, strata do miejsca premiowanego awansem nie jest jeszcze na tyle duża, by rozpaczać. Nie ma co o tym za bardzo myśleć, liczyć, obserwować. Trzeba po prostu grać, punktować, bo ostatnio mało tych punktów zdobywaliśmy. Dół z kolei powoli punktował i nas doszedł, mimo że w pewnym momencie byliśmy bardzo wysoko.

 

Zapowiada się, że I liga będzie jeszcze bardziej wyrównana niż w poprzednim sezonie.
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Znowu nie ma murowanego kandydata do awansu, tak jak w poprzednim sezonie. Początek tej jesieni wskazywał na Miedź; że zrobi awans leciutko. Teraz jednak ma kryzys, trzy spotkania bez wygranej. Cóż, każdą drużynę czeka taki słabszy miesiąc, jak w przypadku nas czy Miedzi. Przypuszczam, że losy awansu będą się ważyły do samego końca.

 

Pan jest zadowolony dotąd z tego, co daje drużynie?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Na pewno nie. Przychodząc do Tychów, zawiesiłem sobie poprzeczkę wysoko. W sparingach zacząłem od hat tricka z Piastem Gliwice… Myślałem, że mój dorobek asyst czy bramek będzie większy, ale na razie w oficjalnych meczach wychodzi z tego... okrągłe zero. Więcej spodziewałem się po sobie. Liga jest jednak długa. Trzeba zakasać rękawy i dawać zespołowi jak najwięcej, żeby wygrywał. Wtedy i indywidualna ocena będzie w porządku.

 

Do Tychów przeniósł się pan po kilku latach spędzonych w Miedzi. Gdy ogłoszono terminarz, wypatrywał pan wyjazdu do Legnicy?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Nie, spokojnie. Przyznam szczerze, że zerknąłem na pierwsze 3-4 kolejki. Nie dostrzegłem tam meczu z Miedzią, a dalej już nie szukałem. Wiele się w Legnicy zmieniło, jest duża grupa nowych zawodników.

 

Miedź praktycznie co roku jest wymieniana w gronie kandydatów do awansu. Którego sezonu było panu najbardziej szkoda?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Najbliżej ekstraklasy było z pewnością w poprzednim sezonie. Zabrakło raptem punktu, bo od Górnika mieliśmy lepszy bilans bezpośrednich meczów. Mimo że wiosną nie dostawałem już za wielu szans, to właśnie po tym sezonie czułem największe rozczarowanie. To był kolejny rok pod wodzą trenera Tarasiewicza, zespół był na tyle zgrany, że można było powalczyć o coś dużego. Niestety, końcówka nas załatwiła. Mieliśmy wiele spotkań u siebie, a gubiliśmy punkty z teoretycznie najsłabszymi drużynami.

 

Słysząc opinie czy czytając komentarze o tym, że nie chcieliście awansować, był śmiech czy złość?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Śmiech, zdecydowanie. Można by na ten temat rozmawiać długo, ale szybko to ucinaliśmy. Każdy przecież chce awansować, rozwijać się sportowo, czerpać gratyfikacje finansowe. Chcieliśmy zrobić ten awans dla siebie, własnego sukcesu, który można by wpisać do swojej przygody z piłką. Że niby nie chcieliśmy? To tylko takie gadanie kibiców, którzy mieli jednak prawo być niezadowoleni.

 

Czyli nie ma wiele prawdy w haśle „zatrucie miedzią”?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Trudno powiedzieć, co było w Legnicy nie tak. Zawsze był dobry zespół, odpowiednia atmosfera w szatni, trener z wyższej półki. Spójrzmy na drużyny, które w poprzednim sezonie wywalczyły ekstraklasę. Górnik i Sandecja zanotowały w pewnym momencie długą serię. My graliśmy strasznie w kratkę. Dwie wygrane, potem remis, porażka… I traciło się dystans. W tych wszystkich latach zabrakło takiej jednej świetnej serii, co spowodowało, że nie awansowaliśmy.

 

Dziś Miedź ma za sobą trzy porażki do zera. Duże zaskoczenie?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - To już kryzys, ale nie moją rolą jest wskazywanie, co nie działa. Mają Kapsę, Bartczaka, de Amo, Gargułę, Łobodzińskiego, udało się zatrzymać Vojtusza.... Trzon drużyny z poprzedniego sezonu został. Miedź na pewno znów zacznie punktować. Oby jednak jeszcze nie od tej kolejki.

 

Na spotkanie z którym z dawnych znajomych cieszy się pan dziś najbardziej?
Adrian ŁUSZKIEWICZ: - Z wieloma osobami mam kontakt. Często rozmawiamy z Grzesiem Bartczakiem. Minęło na tyle niewiele czasu od mojego odejścia, że jeszcze się to wszystko nie zdążyło pourywać. A co do meczu – chcemy się dziś przełamać. Miedź nie jest w superformie, dlatego czeka nas otwarte spotkanie.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~zgredekUżytkownik anonimowy
~zgredek :
No photo~zgredekUżytkownik anonimowy
Tychy jeszcze namieszają tej jesieni - to ciekawa drużyna i pomimo krytyki trenera, będzie się liczyć w walce o awans
6 paź 18:41
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii