Rafał Dobroliński: Grzesiu był nie do wygryzienia

GKS Tychy - Stal Mielec
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

29-letni bramkarz do Tychów trafił z Cracovii. W latach 2013-2016 występował z kolei w Katowicach.

Maciej GRYGIERCZYK: Jakie nastawienie przed derbami?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Z pewnością atmosfera będzie inna niż na większości meczów. Błędem byłoby jednak podejście do tych derbów na zasadzie, że trzeba komuś coś udowodnić. Łatwo przepompować balon i wtedy wyjdzie z tego więcej złego niż dobrego.

Sentyment do GKS-u Katowice jest duży?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Spędziłem tam trzy lata, ale to już zupełnie inny zespół niż w czasach, kiedy grałem w GKS-ie. Z tamtej ekipy ostali się tylko Grzegorz Goncerz, Adrian Frańczak i Mateusz Kamiński. Inna kadra, inny sztab… Oczywiście, poza trenerem Januszem Jojką, który pracuje w Katowicach, odkąd pamiętam!

„GieKSie” może być pan wdzięczny, bo wyciągnęła pana z Falubazu Zielona Góra.
Rafał DOBROLIŃSKI: - Wcześniej, jako młody chłopak, zasmakowałem trochę piłki. Potem była stagnacja, aż „GieKSa” wprowadziła mnie na poziom I ligi. Fajnie, że tak wyszło, ale też nikt mi nie dał niczego za darmo. Wszystko wywalczyłem ciężką pracą.

Z Katowic odszedł pan do Cracovii, gdzie spędził poprzedni sezon. W pierwszym zespole nie zagrał pan ani razu. Żal?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Nie, bo zawsze staram się szukać pozytywów. Nie udało się przebić, ale chodziło o to, by spróbować. Życie mnie zweryfikowało, czegoś zabrakło. Z jednej strony – jest niedosyt, ale z drugiej – z pobytu w każdym klubie można wyciągnąć jakąś naukę.

Czyli?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Brakowało meczów, bo albo siedziałem na ławce w ekstraklasie, albo grałem co najwyżej w IV-ligowych rezerwach. Ambicje były większe, ale patrząc pod kątem treningów, w żaden sposób nie był to rok stracony. Wykonałem ciężką pracę wraz z trenerem Palczewskim, który przyłożył swoją rękę do tego, że w Cracovii wyglądałem naprawdę dobrze. Cieszyło mnie, że mogę funkcjonować na poziomie ekstraklasowym i nie odstawać od kolegów.

Dużo brakowało do debiutu w ekstraklasie?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Grzesiu Sandomierski miał silną pozycję w bramce Cracovii nie tylko w poprzednim sezonie, ale także dwa lata temu. Rozegrał praktycznie wszystkie mecze. Na tamtą chwilę był po prostu nie do wygryzienia.

Kontrakt miał pan na rok?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Tak, z opcją przedłużenia. Zdecydowałem jednak inaczej. Zależało mi na tym, by jeszcze pograć, więc nie chciałem zostawać w Krakowie dłużej.

A klub to proponował?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Szczerze mówiąc, nawet nie wiem. Podpisałem kontrakt w Tychach grubo przed tym, jak stałem się wolnym zawodnikiem. Przyświecała mi chęć powrotu do grania, przypomnienia szerszej publice, że jeszcze żyję.

Jeśli widział pan ekstraklasę z bliska, to pewnie kiedyś chciałoby się wrócić?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Na pewno. Uważam, że jeszcze nic straconego. Jeśli tylko dopisze zdrowie, przyjdzie jedna, druga fajna interwencja, pójdziemy za ciosem i zaczniemy wygrywać mecze, to kto wie, jak się życie potoczy. Może być tak, że w przeciągu sezonu-dwóch uda się awansować z Tychami. Życie płata różne figle. Przykładowo, Sergiusz Prusak zadebiutował w ekstraklasie w wieku 35 lat. Patrzę w przyszłość pozytywnie.

Jak zapatruje się pan na to, czego na razie dokonaliście jesienią w Tychach?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Zaczęliśmy sezon super. Wyglądało to bardzo dobrze. Nawet powiedziałbym, że za dobrze. Wliczając Puchar Polski, w pierwszych siedmiu meczach straciliśmy tylko trzy gole. Posypało się od remisu 3:3 z Podbeskidziem. Analizuję swoją grę pod kątem popełnionych błędów, pracuję z trenerem Rogalą, wyciągam wnioski. Tydzień temu w Częstochowie dwa razy zaskoczył nas Tomasz Petraszek. Porównałbym go do Mira Czovilo z czasów, w których jeszcze nie grał w kasku. Wygrać z nim głowę zawsze było piekielnie trudno.

Pańskiemu rywalowi w walce o miejsce w bramce GKS-u, Markowi Igazowi, można zazdrościć umiejętności bronienia rzutów karnych?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Z pewnością. Marek ma fantastyczne wyczucie. Nie spotkałem się w mojej przygodzie z piłką z bramkarzem, który na moich oczach obroniłby w jednym meczu dwa karne. W tym elemencie ma naprawdę duże umiejętności.

Jak ważny jest sobotni mecz?
Rafał DOBROLIŃSKI: - Każda wygrana mocno zmienia położenie w tabeli. Dwa zwycięstwa pozwolą automatycznie wskoczyć w górną połowę tabeli. To kwestia przełamania się. Oby w tak trudnym meczu, jak ten derbowy z „GieKSą”.

 

Przypuszczalne składy
TYCHY: Dobroliński – Mańka, Biernat, Tanżyna, Abramowicz – Matusiak – Błanik, Grzeszczyk, Ćwielong, Radzewicz – Zapolnik.
KATOWICE: Nowak - Frańczak, Klemenz, Midzierski, Mączyński - Zejdler, Plizga - Skrzecz, Cerimagić, Błąd - Kędziora.

 

Z tej samej kategorii