Kapitan wrócił po czterech miesiącach

Pilka nozna. I liga. Gornik Zabrze - GKS Tychy. 03.03.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: newspix.pl

Łukasz Grzeszczyk zaliczył 45-minutowy występ w pucharowym meczu rezerw. W Tychach są zdania, że jeszcze tej jesieni pomoże drużynie w walce o pierwszoligowe punkty.

Łukasz Grzeszczyk po czterech miesiącach wrócił na boisko. Kapitan GKS-u wziął udział w środowym spotkaniu drużyny rezerw z Pniówkiem Pawłowice Śląskie w ramach półfinału Pucharu Polski na szczeblu podokręgu Tychy. Skończyło się 4:0, a – co ciekawe – wszystkie gole padły, gdy „Grzeszcza” nie było już na boisku. 30-letni ofensywny pomocnik zagrał 45 minut, w przerwie zmienił go Daniel Duda.


- Już w poniedziałek na treningu wszystko poszło dobrze, nie miałem żadnych problemów. Na meczu – tym bardziej. Chciałem wyjść, spróbować pobiegać, poruszać się, poczuć boisko, bo ostatni raz grałem w majowym spotkaniu ze Stalą Mielec – przypomina Grzeszczyk.

 

Złość i zdenerwowanie
Jego problemy ze zdrowiem – pachwiną oraz mięśniami brzucha - sięgają poprzedniego sezonu. W wielu meczach grał „na blokadzie”, z pomocą środków przeciwbólowych, a i tak był najlepszym zawodnikiem zespołu. Bez niego GKS-owi byłoby bardzo trudno uniknąć spadku do drugiej ligi. Gdy tylko drużyna wywalczyła utrzymanie, 30-latek dostał już od trenera Jurija Szatałowa wolne.

 

- Mogłem podjąć decyzję, by w trakcie sezonu odpuścić. W końcówce marca, w Suwałkach, nie dałem rady wyjść na boisko. Na rozgrzewce nie byłem w stanie uderzyć piłki. To był trudny moment. Już byłem przekonany, że dalej tak nie dam rady. Z pomocą tabletek i fizjoterapeutów udało się dotrwać do końca rundy. Skutki jednak są takie, że musiałem dłużej się rehabilitować i poddać operacji – tłumaczy.

 

Letni okres przygotowawczy próbował co prawda rozpocząć z zespołem, ale szybko okazało się, że leczenie zachowawcze zda już się na nic i potrzebna będzie operacja. W sierpniu przeszedł zabieg wszczepienia tytanowych siatek, które wzmacniają strukturę jego mięśni i więzadeł.

 

- Czułem złość, jak chyba każdy. Decyzja o tym, że by wrócić do grania - potrzebuję nie tylko rehabilitacji, ale i zabiegu - zapadła latem szybko. Byłem zdenerwowany, że operacja miała odbyć się 3-4 dni po tej decyzji, a z różnych względów wszystko opóźniło się o prawie miesiąc – opowiada Grzeszczyk.

 

Nikomu tego nie życzy
Teraz powoli wraca. Już od jakiegoś czasu stawiał się na części zajęć zespołu, ale trenował indywidualnie. Środowy występ w pucharowym meczu rezerw z III-ligowym Pniówkiem, to kolejny dobry prognostyk, choć nie oznacza, że od razu zacznie grać w pierwszej drużynie.

 

- Nigdy wcześniej nie miałem poważniejszego urazu, nie wypadłem na tak długi okres. Nie życzę czegoś takiego nikomu. Nie chciałbym tego przeżywać jeszcze raz. To najgorsze uczucie, gdy nie możesz wyjść na trening, wszystko obserwujesz z boku i tylko czekasz na moment, w którym wrócisz. Nie mogłem się tego doczekać. Móc potrenować na sto procent, nie czuć żadnego bólu, podejść i uderzyć piłkę. Przez ponad rok cały czas mi coś doskwierało, nie byłem w stanie ćwiczyć na pełnych obrotach. Trening nie sprawiał mi przyjemności, bo za każdym razem szedłem na niego i wiedziałem, że będzie ból. Dopiero w ostatni poniedziałek mogłem wybiec na boisko bez żadnych tabletek, leków i czerpać z tego radość – podkreśla kapitan GKS-u.

 

Próba generalna
Na szybką grę w meczach o I-ligowe punkty póki co jednak się nie nastawia. – Trudno powiedzieć, kiedy to nastąpi. Brakuje mi przepracowanego okresu przygotowawczego, tej ciężkiej pracy, która pozwala wejść w mecz i być w pełni gotowym. Aspektów czysto piłkarskich się nie boję, bardziej wydolnościowych. Tego, by nie zabrakło mi tlenu. Na pewno do pełni formy dojdę dopiero wiosną. Ale tak zakładałem; wiedziałem, że jeśli stracę lato, to nie mam co liczyć na coś innego – nie kryje Grzeszczyk.

 

W sztabie szkoleniowym drużyny z Tychów też nikt się nie „podpala”. – Odczucia po środowym występie Łukasza? Bardzo pozytywne – mówi Dietmar Brehmer, II trener GKS-u. – Widać było, że jest głodny gry. To była dla niego taka próba generalna przed wejściem w normalny rytm treningowy. Zagrał przez 45 minut, wszystko wyszło dobrze. Najpierw musi wskoczyć na pełne obciążenia w pierwszej drużynie, potem być może będziemy go wprowadzać do „osiemnastki”, dać szansę kilkuminutowych występów. Musimy działać spokojnie. Z całym szacunkiem do tego pucharowego meczu, ale tempo było spacerowe. Myślimy tez w kontekście Łukasza o rezerwach. Jeśli będą spełnione podstawowe warunki bezpieczeństwa – dobra nawierzchnia, solidny przeciwnik – to może i kiedyś pojedzie na czwartą ligę zagrać jakąś „połówkę”. Do końca jesieni w pierwszej lidze mamy trochę czasu. Jesteśmy nastawieni optymistycznie i sądzimy, że jeszcze w tym roku nam pomoże – dodaje Brehmer.

 

Z tej samej kategorii