Szatałow wraca na stare śmieci

GKS II Tychy - Polonia Bytom
 /  fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Trener GKS-u Tychy zawita jutro do Łęcznej, którą przed czterema laty wprowadził do ekstraklasy.

Przez blisko trzy lata poprowadził Górnika w 103 ligowych meczach. Awansował z nim do ekstraklasy i utrzymał się w niej, a w sobotę po niespełna półtora roku wróci na stare śmieci. Jurij Szatałow znów stawi się na stadionie w Łęcznej, tyle że już po przeciwnej stronie barykady.

 

Dyskwalifikacja – i koniec
Napisalibyśmy, że „dwukrotnie” utrzymał dla Lubelszczyzny ekstraklasę – skoro łęcznianie wiosną 2015 i 2016 finiszowali na szczęśliwej, 14., ostatniej bezpiecznej pozycji w tabeli – tyle że byłaby to nieścisłość. Szkoleniowiec z Rosji rozstał się z drużyną w okolicznościach specyficznych. Po tym, jak w drugiej kolejce grupy spadkowej, z Wisłą Kraków (0:3), został odesłany przez sędziego na trybuny, zdyskwalifikowano go na dwa kolejne mecze. W rolę dyrygenta wcielił się drugi trener, Andrzej Rybarski. Szatałow z trybun oklaskiwał najpierw punkt zdobyty w Kielcach, a potem wygraną w Niecieczy. „Zapaliło” na tyle, że na ławkę już nie wrócił.
Gdy wiosną ub. sezonu oglądał z konieczności z wysokości widowni dwa mecze GKS-u Tychy, zapytaliśmy go z przymrużeniem oka, czy nie obawia się powtórki.
- Tam była inna sytuacja. Tak zdecydowałem, nie wracam do tego. Przeszłość – odparł szorstko.
Pamiętamy, gdy po – mimo wszystko – niespodziewanym renesansie skazywanego na degradację Górnika dzwoniliśmy wiosną 2016 do Tomasza Nowaka. Wtedy – jednego z liderów zespołu, a dziś pomocnika Zagłębia Sosnowiec. W dyplomację się nie bawił.
- Brakowało nam wcześniej spokoju, który wprowadził trener Rybarski. Tchnął w nas z powrotem wiarę w to, że potrafimy grać w piłkę i dał swobodę w ofensywnych działaniach. Wcześniej było widać, że mamy „prądy”, jeśli chodzi o działania z futbolówką w przodzie. Wszyscy byli zbyt mocno zaangażowani w defensywę. Teraz role się podzieliły, ofensywa ma większy luz, zaczęliśmy sobie stwarzać sytuacje. Trener Rybarski wrócił do tego, co było naszą silną stroną. Kolektyw, dobra atmosfera, monolit… Zawsze nas to cechowało – punktował Nowak.

 

Liczy się dobro klubu
Żal musiał być, ale Szatałow rozstanie z Górnikiem uzasadniał z dużą klasą. - Moja decyzja jest spowodowana odpowiedzialnością za klub. Po dwóch meczach, w których Andrzej Rybarski prowadził zespół, możemy śmiało powiedzieć, że udało mu się podnieść chłopaków. Jak idzie, to nie ma co zmieniać. dlatego wyszedłem z taką inicjatywą. Liczy się dobro klubu, a nie moje. Razem z trenerem Rybarskim pracowaliśmy prawie cztery lata i przez ten czas poznał moje metody pracy. Trzymam kciuki za utrzymanie, bo Lubelszczyzna zasługuje na ekstraklasę – tak tłumaczył to „na gorąco”, a ówczesny prezes Artur Kapelko odpowiadał, że jest pełen uznania dla trenera Szatałowa. - To w głównej mierze dzięki niemu jesteśmy w ekstraklasie – podkreślał.
I tego Szatałowowi nikt nie odbierze. Trafił do klubu z Lubelszczyzny w niełatwym momencie. Sezon 2012/13 drużyna zakończyła w dolnej połowie tabeli I ligi, kibice ją bojkotowali, nie zgadzając się z nazwą „Bogdanka”. Wrócili na trybuny, gdy wróciła nazwa „Górnik”.
- W Łęcznej zaczynałem od pierwszego treningu, na którym było 5-6 ludzi. Odeszło 16, trzeba było zrobić zespół na pierwszą ligę, a jeszcze w tym samym sezonie awansowaliśmy! Czuło się satysfakcję – opowiadał Szatałow. Zaczął co prawda od trzech porażek, ale potem drużyna nabrała rozpędu i zimę 2013/14 spędziła w fotelu lidera, a na koniec sezonu ustąpiła jedynie GKS-owi Bełchatów.

 

Czasem trzeba szczęścia
Gdy Jurij Szatałow – pół roku po rozstaniu z Łęczną – podpisał kontrakt w GKS-ie, aż samo na myśl przychodziło spostrzeżenie, ze skoro był w stanie zapewnić ekstraklasę Lubelszczyźnie, to czemu nie powtórzyć tego w Tychach, czyli miejscu ze znacznie większym pod wieloma względami potencjale. - Chcę jak najkrócej pracować w pierwszej lidze. Będziemy się starać działać tak, by to się udało. Drugi raz trafiłem do klubu tak poukładanego finansowo. Tym pierwszym była Cracovia. To pomaga – zaznaczał.
Podstawowy cel, czyli utrzymanie na zapleczu ekstraklasy, został w jego pierwszym sezonie zrealizowany. W przerwie letniej, mówiąc o tym, co będzie dalej, odwołał się do przypadku Łęcznej.
- Duże znaczenie ma po prostu szczęście; to, na kogo trafimy wzmacniając się. W Górniku udało nam się w ostatnich dniach ściągnąć Grzegorza Bonina, Pawła Sasina, Łukasza Mierzejewskiego. Nie grali od początku, ale przez jesień wkomponowali się w zespół, który wyglądał piłkarsko bardzo dobrze. Zobaczymy, czy w Tychach będziemy potrafili i czy dopisze nam szczęście zakontraktowania jak najbardziej jakościowych zawodników – mówił.

 

Zagrożony? A co to znaczy?
Życie pokazało, że ostatnie okienko było dla GKS-u całkiem udane, do klubu trafili zawodnicy o uznanych w I lidze nazwiskach. Na razie zespół spisuje się dość przeciętnie. Kto wie jednak, czy miniony tydzień nie okaże się w dalszej perspektywie punktem zwrotnym dla całego sezonu. W Tychach słychać, ze gdyby nie piorunujący finisz i odrobienie dwubramkowej straty w czwartek w Chorzowie, mogłaby nawet zapaść decyzja o zmianie na stanowisku trenera. Skończyło się jednak remisem, a w niedzielę drużyna - po bodaj najlepszym w sezonie występie - pokonała Olimpię Grudziądz, wysyłając też poniekąd sygnał, że chce pracować z obecnym sztabem. W dodatku dwaj szkoleniowcy, których przymierzano do Tychów już w przedsezonowych spekulacjach – Waldemar Fornalik i Maciej Bartoszek – znaleźli w ostatnich dniach zatrudnienie w ekstraklasie.
Ktoś może powiedzieć, ze Szatałow zyskał oddech i spokój. Ale on o to pewnie nie dba. - Co to znaczy zagrożony? Zagrożeni są moi znajomi w Doniecku, gdzie zabijani są zwykli obywatele! – rzucił przed laty w jednym z wywiadów, zapytany, czy obawia się zwolnienia.
Marsz Łęcznej do ekstraklasy rozpoczął się od przegranej inauguracji sezonu z… Tychami. Może historia zatoczy koło i teraz Tychy zaczną piąć się w górę tabeli, nabierając rozpędu, właśnie w Łęcznej?

 

 

Liczba
36
tyle meczów o ligowe punkty pod wodzą Jurija Szatałowa wygrał Górnik. Zanotował też 28 remisów i 39 porażek

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~mateuszUżytkownik anonimowy
~mateusz :
No photo~mateuszUżytkownik anonimowy
Najlepiej-zeby-juz-tam-zostal
25 wrz 10:37
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii