Nie potrafią złapać serii

Na wyjazdach jesteśmy połową tego zespołu, jaki wychodzi na mecze na naszym stadionie – twierdzi prawy obrońca Maciej Mańka.

Gornik Leczna - GKS Tychy
 /  fot. Wojciech Szubartowski  /  źródło: Pressfocus

Oczywiście, że cały czas patrzę w górę tabeli. Czołówka teraz trochę nam uciekła, dlatego musimy ją gonić. W sobotę z Pogonią Siedlce musimy zacząć odrabiać straty i sięgnąć po trzy punkty. Nie ma innej drogi niż zwycięstwo – mówi Maciej Mańka.

 

Grzesiek to jest gość
Defensor GKS-u – o ile dostanie taką szansę – będzie żądny rehabilitacji za ostatni występ z Górnikiem Łęczna. Tyszanie przegrali na Lubelszczyźnie 0:1 i to właśnie „Maniol” mógł mieć na sumieniu straconego gola. Po dośrodkowaniu Grzegorza Bonina, urwał” mu się Dariusz Jarecki i „szczupakiem” pokonał Marka Igaza.
- Grzesiek to wyróżniający się piłkarz w tej lidze. Znam go z Zabrza; od zawsze był to gościu, który w swoich drużynach potrafił zdecydować o wyniku meczu. Tak samo było i tym razem. Dał naprawdę dobrą piłkę, lecz powinienem interweniować skuteczniej. Inaczej mogłem się zachować, a bramka – tym bardziej stracona w takim momencie, na samym początku drugiej połowy – podcięła nam skrzydła i nie daliśmy rady wyrównać. Niedobrze, bo musimy zacząć punktować na wyjazdach. Nawet remis w Łęcznej to już byłoby coś – przyznaje Mańka.
Mimo piątej porażki na przestrzeni ostatnich sześciu meczów poza Tychami, 28-latek potrafił też dostrzec pozytywy.
- Wskażę bez wahania na końcówkę. Mimo gry w dziesiątkę, kilka razy zagroziliśmy bramce Łęcznej, lecz nie wystarczyło to do zdobycia bramki. Szkoda, bo zdecydowanie nie tak to miało wyglądać. Przez tydzień powtarzaliśmy sobie, by przywieźć wreszcie jakieś punkty z wyjazdu, a to się nie udało. Czy to w pierwszej lidze, czy w drugiej, zawsze był problem z tymi wyjazdami. Nie wiem, czym to jest spowodowane. Staramy się grać to samo, a jesteśmy połową tego zespołu, jaki wychodzi na mecze na naszym stadionie. To dziwne i niepokojące – nie kryje prawy obrońca GKS-u.

 

Nowi dają jakość
Początek sezonu tyszanie mieli świetny – w czterech kolejkach zgarnęli łącznie 9 punktów – ale od tamtej pory pikują w tabeli i rywale zaczynają uciekać. Do lidera z Opola tracą 6 „oczek”, z kolei przewaga nad strefą spadkowo-barażową topnieje.
- Przydałaby nam się jakaś mała seria, a my jedynie na początku sezonu byliśmy w stanie wygrać dwa mecze z rzędu. Z czymś dłuższym jest już gorzej. Mieliśmy dobrą passę, wliczając Puchar Polski, ale nie ma co o nim mówić. Potrzebujemy podobnej w lidze. Jest niedosyt, bo chcieliśmy pójść za ciosem. Każdy był świadomy tego, że spotkanie z Olimpią Grudziądz może nie tyle jakoś bardzo nam wyszło, co po prostu zagraliśmy to, na co nas stać. W Łęcznej nie poszliśmy jednak za ciosem. Z pewnością mamy mocniejszy zespół niż w tamtym roku. Zawodnicy, którzy przyszli do nas latem, naprawdę dają dużo jakości. Może potrzeba nam czasu… - zastanawia się Maciej Mańka.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~zgredekUżytkownik anonimowy
~zgredek :
No photo~zgredekUżytkownik anonimowy
może trzeba sprawdzić, co piłkarze robią i piją w autobusie. Za dużo mineralnej też może skutkować efektem przemęczenia....
29 wrz 07:58
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~tomUżytkownik anonimowy
~tom :
No photo~tomUżytkownik anonimowy
GKS Tychy rozegrał na wyjeździe 6 meczów, z czego jeden wygrał, jeden zremisował, a przegrał cztery, nie pięć jak twierdzi autor.
28 wrz 15:48
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii