Czekając na pobudkę „napadziorów”

Tyszanie większość bramek zdobywają w tym sezonie po stałych fragmentach gry. Z dużym trudem przychodzi im za to trafianie do siatki „z akcji”.

GKS Tychy - Podbeskidzie Bielsko-Biala
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

GKS w rundzie jesiennej rozegrał do tej pory 9 spotkań. Strzelił w nich 11 goli, z czego aż 8 – po stałych fragmentach gry. Trend ten został podtrzymany także w sobotnim sparingu z Podbeskidziem. Tyszanie pojechali do Bielska-Białej, bo z powodu „terminu reprezentacyjnego” odwołany został ich mecz o punkty z Ruchem Chorzów. Wygrali z Podbeskidziem 2:1, obie bramki zdobywając – a jakże – ze stojącej piłki!

 

Fidziukiewicz - i tyle?
Pytaliśmy trenera Jurija Szatałowa, czy taka statystyka i takie proporcje w sposobie trafiania do siatki to powód do radości, czy zmartwienia.
- To martwi - nie ma wątpliwości szkoleniowiec. - Napastnicy muszą zdobywać bramki z gry. Sytuacje mamy, ale brakuje wykończenia. Musimy wykonać jeszcze kawał roboty, by poprawić skuteczność. Natomiast inna rzecz, że w piłce nożnej nie jest ważne, czy trafimy z gry, czy ze stałego fragmentu. Liczy się to, że w ogóle zdobywamy bramki. Nad stałymi fragmentami więc usilnie pracujemy. Ale wierzymy też, że nasi napadziorzy wreszcie zaczną strzelać z akcji – dodał opiekun GKS-u, którego nominalni napastnicy wpisali się łącznie w tym sezonie na listę strzelców… raz. Uczynił to w ligowym starciu z Podbeskidziem Michał Fidziukiewicz. Kamil Zapolnik – nie wspominając o Davidzie Rogalskim – wciąż czeka na premierowe trafienie w tyskich barwach.

 

Moc „Abrama”
Widać jednak, że letnie transfery wniosły wiele dobrego w kwestii stałych fragmentów gry tyszan. Moc, jaką w rękach ma Dawid Abramowicz, jest powszechnie znana w I-ligowym światku. Po wrzutach z autu lewego defensora, wykupionego za ok. 85 tys. zł z GKS-u Katowice, tyszanie zdobyli już dwie bramki: Dawid Błanik ze Stalą Mielec (choć tu akcja była ciut dłuższa, a wrzut Abramowicza w pole karne tylko ją zapoczątkował) i Daniel Tanżyna w pucharowym meczu z Cracovią…
Błyszczy też Piotr Ćwielong. „Pepe” notował asysty w pucharowych meczach z Kotwicą i Puszczą, a także w ligowym spotkaniu z Podbeskidziem. Czy rzut wolny, czy rożny – bez różnicy. Sam też potrafi skutecznie uderzyć z wolnego czy karnego.
Dla przeciwwagi tej statystyki warto pamiętać jednak, że z Pucharu Polski tyszan wyrzuciła Cracovia po… serii rzutów karnych, które zespół Szatałowa wykonywał tamtego wieczora kiepsko.

 

„Prawa noga” się leczy
Zauważmy też, że dotychczasowy największy tyski specjalista od stałych fragmentów, Łukasz Grzeszczyk, jest w trakcie rehabilitacji po operacji. Gdy wróci, z jego świetnie ułożoną prawą nogą GKS będzie jeszcze groźniejszy.
- Nie ma powodów do zmartwień. Cieszy, że bramki wpadają. Aby wywalczyć stały fragment gry, też trzeba operować pewnymi schematami. Generalnie strzelamy sporo goli. Pracujemy też nad tym, by zdobywać je z akcji i jestem spokojny, że one prędzej czy później będą wpadać – zaznacza Dietmar Brehmer, drugi trener zespołu.

 

 

Liczba – 11
Tyle goli w oficjalnych meczach sezonu 2017/18 strzelili tyszanie. Aż 8 z nich padło po stałych fragmentach gry.


Trafiają po „stałych”
Kotwica Kołobrzeg 2:0 (wyjazd, Puchar Polski): Tanżyna (po rożnym Ćwielonga)
Puszcza Niepołomice 1:0 (w, PP): Biernat (po wolnym Ćwielonga)
Stal Mielec 1:0 (dom): Błanik (po aucie Abramowicza i dośrodkowaniu Radzewicza)
Cracovia 1:1 (d, PP): Tanżyna (po aucie Abramowicza)
Podbeskidzie 3:3 (d): Fidziukiewicz (po rożnym Ćwielonga), Bogusławski (po wolnym Ćwielonga), Ćwielong (z wolnego)

 

Z tej samej kategorii