Znów grali do końca. I opłaciło się!

GKS Tychy - Olimpia Grudziadz
 fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Tyszanie po 23 dniach zagrali przed własną publicznością i znów okazało się, że ich „twierdza” przy Edukacji to lekarstwo na problemy. Wygrana nie byłaby możliwa, gdyby nie Marek Igaz i dwaj młodzieżowcy.

Tyszanie wreszcie zwycięzcy! Zainkasowali pełną pulę pierwszy raz od niemal dokładnie miesiąca, w ciągu którego czekały ich dwa „maratony”, przedzielone ponad dwutygodniową przerwą. Najpierw – w odstępie 6 dni – mecze z Bytovią, Stomilem i Podbeskidziem, potem – na przestrzeni 8 dni – Chojniczanka, Ruch i Olimpia. GKS wygrał te dwa skrajne starcia, z bytowianami i grudziądzanami, udowadniając, że co jak co, ale pod wodzą Jurija Szatałowa przed własną publicznością radzą sobie dobrze. W tym sezonie nie zaznali jeszcze przy ul. Edukacji goryczy porażki.

 

„Abram” z apetytem
Po czterech z rzędu spotkaniach bez wygranej i rozczarowującym występie z „Niebieskimi”, sztab szkoleniowy GKS-u dokonał w wyjściowym składzie trzech zmian. Wojciech Szumilas wskoczył za Adriana Łuszkiewicza, Marcin Radzewicz – za Michała Fidziukiewicza, a Dawid Błanik – za Pawła Kaczmarczyka. Jak się okazało, jedna z tych roszad okazała się kluczowa.
Co prawda początek wczorajszego spotkania należał do gości (u nich po środowej klęsce 0:3 w Bielsku-Białej doszło w „11” do czterech roszad), ale przez pozostałą część I połowy tyszanie mieli sporą przewagę. Trzy efektowne, soczyste strzały lewą nogą z dystansu oddał Dawid Abramowicz. Boczny defensor w podobny sposób trafił do siatki w Chorzowie i teraz miał apetyt, by pójść za ciosem. Zabrakło mu niewiele. Albo na posterunku był golkiper Olimpii, albo futbolówka wprawiła w falowanie boczną siatkę.

 

Nie asysta, no to gol
Prób zza pola karnego próbowali też inni gracze miejscowych. Nieznacznie nad poprzeczką „kropnął” Maciej Mańka, aż wreszcie nadeszła 37 minuta.
Kibice najpierw bardzo mocno złapali się za głowy. Dawid Błanik zagrał z prawego skrzydła wzdłuż bramki, przed którą stali Kamil Zapolnik i Marcin Radzewicz. Ani jeden nie zdołał jednak „wdzióbać” jej do siatki i Wojciech Małecki złapał piłkę. Kilkadziesiąt sekund później wyjmował ją z siatki. Skoro Błanik nie doczekał się asysty, to postanowił sam wpisać się na listę strzelców. Przymierzył tuż zza „szesnastki” mocno, precyzyjnie i tym razem publika mogła świętować. Dla wracającego do wyjściowego składu młodzieżowca było to już trzecie tej jesieni trafienie.

 

Emocje w końcówce
W przerwie trener Olimpii, Jacek Paszulewicz, dokonał dwóch zmian, m.in. wprowadzając na boisko byłego pomocnika GKS-u, Daniela Ferugę. Pszczynianin w 66 minucie groźnie uderzył z rzutu wolnego, ale Marek Igaz zdołał – fakt, że niezbyt pewnie – odbić piłkę ponad poprzeczkę. Uratował za to zespół na kwadrans przed końcem. Po faulu Marcina Biernata na Tomaszu Wełnie, Olimpia miała rzut karny! Marek Igaz wyczuł jednak intencje Damiana Michalika, udowadniając, jak dużym jest specjalistą od „jedenastek”. W tym sezonie obronił już dwie w pucharowym starciu z Cracovią.
Końcówka przyniosła wielkie emocje. Grudziądzanie nie załamali rąk i za sprawą Eusebio doprowadzili do wyrównania, ale ostatnie słowo należało do tyszan. Piotr Ćwielong minął Wojciecha Małeckiego i mimo ostrego kąta zmieścił piłkę w bramce. Wcześniej świetnie obsłużył go Paweł Kaczmarczyk, wprowadzony w miejsce Błanika. Różnicę w GKS-ie zrobili więc Igaz i dwaj młodzieżowcy.


GKS Tychy - Olimpia Grudziądz 2:1 (1:0)
1:0 – Błanik, 37 min (bez asysty)
1:1 – Eusebio, 78 min (głową, asysta Adamczyk)
2:1 – Ćwielong, 81 min (asysta Kaczmarczyk)
Sędziował Mateusz Złotnicki (Lublin). Widzów 3267.


GKS: Igaz – Mańka, Biernat, Tanżyna, Abramowicz – Matusiak, Szumilas (79. Bogusławski) – Błanik (79. Kaczmarczyk), Ćwielong, Radzewicz (84. Grzybek) – Zapolnik. Trener Jurij SZATAŁOW.
OLIMPIA: Małecki – Wełna, Goropevszek, Woźniak – Olczyk, Wolski (46. Feruga), Salmikivi (76. Ciechanowski), Adamczyk, Klichowicz – Michalik – Nildo (46. Eusebio). Trener Jacek PASZULEWICZ.
Żółte kartki: Szumilas, Mańka, Biernat, Gancarczyk (rezerwowy), Abramowicz – Goropevszek, Woźniak, Michalik.

 

Czy wiesz, że...
Po ponad rocznej przerwie w wyjściowym składzie Olimpii pojawił się Nildo. 33-letni dziś napastnik z Brazylii 20 sierpnia 2016, w meczu ze Stalą Mielec doznał złamania ręki, ta nie zrosła się w prawidłowy sposób i w lutym przeszedł operację prawego przedramienia. Tej jesieni zaliczył dotąd cztery wejścia z ławki. W Tychach zagrał jedynie w I połowie, po której zmienił go Gwinejczyk Eusebio.

Mówią liczby
6 – przedstawiciele tylu „obcych” narodowości znaleźli się wczoraj w kadrach meczowych obu drużyn. Słowak Igaz, Gwinejczyk Eusebio, Słoweńcy Goropevszek i Żitko, Fin Salmikivi, Brazylijczyk Nildo i Ukrainiec Kowal.
10 - tyle punktów w 4 dotychczasowych występach przed własną publicznością zdobyli w tym sezonie Nice 1 Ligi tyszanie.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~KorwinUżytkownik anonimowy
~Korwin :
No photo~KorwinUżytkownik anonimowy
Dzięki bardzo dla trenera Olimpii za pozostawienie na drugą połowę strzelca rzutu karnego. Nie ze względu na to że nie zdobył bramki ale tak zdecydowanie przekonywał Ferugę że sobie poradzi. Na szczęście to nie był jego dobry dzień. Gość nie nadawał się do gry po 15 minutach. To chyba jeden z tych którzy muszą grać . Panie Paszulewicz jeszcze raz wielkie dzięki.
17 wrz 18:36
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii