Łukasz Grzeszczyk: Czułem się, jakby coś mnie rozrywało

GKS Tychy - Sandecja Nowy Sacz
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

- Na razie będą zabiegi i próby tego, bym jakoś funkcjonował do czerwca. Zobaczymy, czy to pomoże – mówi kapitan GKS-u Tychy, który większość meczów rozgrywa na środkach przeciwbólowych.

MACIEJ GRYGIERCZYK: Duży oddech ulgi po środowej wygranej z Sandecją Nowy Sącz?
ŁUKASZ GRZESZCZYK: - Duży to będzie, jak skończy się sezon i utrzymamy się w pierwszej lidze. Z pewnością jest nam trochę lżej, bo to był zaległy mecz i liczyliśmy bardzo na te punkty; że uda się trochę odrobić i oddalić od tej strefy, w której od dłuższego czasu zakotwiczyliśmy.

Po wielu tygodniach przesunęliście się w tabeli na pozycję barażową. Wasza gra na kolana nie rzuca, ale sporo meczów wygrywacie. O czym to świadczy?
ŁUKASZ GRZESZCZYK: - O tym, że może jesteśmy skoncentrowani bardziej na wynik, na prostotę. Nie jest dla nas ważne to, ile przeprowadzimy ofensywnych akcji i jak piękne one będą. Istotne, by okazały się skuteczne i dały zwycięstwo. U siebie na razie wygrywamy, zdobywamy punkty i cały czas jesteśmy w grze, dlatego skutek jest pozytywny.

Najpierw strzelił pan gola, a potem po pana uderzeniu z rzutu wolnego w poprzeczkę zwycięskie trafienie zaliczył Maciej Mańka. Czy jednak w środę rano był pan przekonany o swoim występie z Sandecją?
ŁUKASZ GRZESZCZYK: - We wtorek miałem trening indywidualny i były przypuszczenia, że mogę wystąpić. Wszystko miało się wyjaśnić na rozgrzewce przed meczem. Od piątku nie miałem żadnego ciężkiego treningu. Nie wiedziałem, na jakim etapie to wszystko u mnie jest; czy przy mocniejszym starcie, uderzeniu piłki, będzie wszystko OK.

Sytuacja z Suwałk, gdy tuż przed meczem wypadł pan z wyjściowego składu z powodu urazu pachwiny i mięśni brzucha, bardzo pana zaskoczyła?
ŁUKASZ GRZESZCZYK: - Ja się tak naprawdę męczę z tym wszystkim już od lipca. Raz jest lepiej, raz gorzej, czasem pomagają środki przeciwbólowe. Dotąd zawsze w dzień meczowy – czy u siebie, czy na wyjeździe – czułem się OK, wziąłem jakiś środek przeciwbólowy przed samą rozgrzewką i nie odczuwałem żadnego dyskomfortu. W Suwałkach jednak czułem się źle. Trudno było mi się na rozgrzewce się poruszać, nie byłem w stanie dośrodkować piłki, biegać, więc gra nie miała sensu.

Męczy się pan z tym od lipca. Skąd wziął się ten uraz?
ŁUKASZ GRZESZCZYK: - Sam chciałbym to wiedzieć. Na początku był to taki ból brzucha, jakby coś mnie rozrywało. Słyszałem diagnozy, że to zapalenie spojenia łonowego. A potem – że znowu coś innego... Przeciągałem to do grudnia, by usłyszeć coś wiążącego i wiedzieć, co z tym robić. Okazało się, że po odpoczynku i okresie regeneracji ma być lepiej. Wyszło jednak w styczniu na to, że jest... gorzej. Najgorsze są ostatnie dwa tygodnie, a kumulacja tego nastąpiła w Suwałkach.

By dojść do pełni zdrowia, musiałby poddać się pan operacji, na którą teraz po prostu nie ma czasu?
ŁUKASZ GRZESZCZYK: - Na razie będą zabiegi i próby tego, bym jakoś funkcjonował do czerwca. Zobaczymy, czy to pomoże. Jeśli nie – trzeba będzie myśleć nad czymś innym.

Ryzykuje pan?
ŁUKASZ GRZESZCZYK: - Nie wiem. W tygodniu czasami czuję się źle, ciężko mi funkcjonować na treningach na sto procent i tego najbardziej szkoda. W dniu meczowym, zażywając środek przeciwbólowy, w ogóle się w czasie gry na tym nie koncentruję, w większym stopniu mi nie przeszkadza. W środę akurat żadnych środków nie brałem. Wcześniej odpoczywałem, była jakaś rehabilitacja, dlatego dopiero przy większym obciążeniu w końcówce meczu odczuwałem ten uraz.

Niedzielny mecz z Chrobrym będzie jeszcze ważniejszy niż ten z Sandecją?
ŁUKASZ GRZESZCZYK: - Gdybyśmy w środę nie wygrali, to Chrobry by nam odskoczył i byłoby to spotkanie z kategorii tych, które trzeba „musowo” wygrywać. Nie mamy oddechu, będzie ciężko tydzień w tydzień. Nie ma się co łudzić.

**
JURIJ SZATAŁOW (trener GKS-u Tychy): - W Suwałkach straciliśmy Łukasza pięć minut przed meczem. Nie mógł nawet podnieść nogi. Walczyliśmy z tym kilka dni i dopiero w środę, przed odprawą, a po rozmowie z lekarzem, Łukasz zdecydował się na grę. Cieszymy się, bo udowodnił, że jest nam mocno potrzebny, by wygrywać. Nie ma ludzi niezastąpionych. Każdego można zastąpić – pytanie jednak, czy na lepsze, czy gorsze. Jego brak byłby na pewno dla nas stratą, bo to kapitan i zawodnik, który w ofensywie jest w stanie zdziałać wiele. Zmaga się jednak z przewlekłą kontuzją. To nie złamanie czy naderwanie. A zapalenie mięśnia. Dużo zależy od niego. Przed każdym meczem będzie wielki znak zapytania i decyzja podejmowana krótko przed pierwszym gwizdkiem. Gdy będzie chciał ryzykować – to będzie grał...

 

Czy GKS Tychy utrzyma się w pierwszej lidze?
Z tej samej kategorii