Kamil Zapolnik: Sam od siebie wymagam więcej

Kapitalny gol strzelony przewrotką Zagłębiu Sosnowiec ma być dla 25-latka przełomowym punktem pobytu w GKS-ie, gdzie trafił latem za niemałe pieniądze z Wigier Suwałki, czyli… sobotniego rywala tyszan.

GKS Tychy - Zaglebie Sosnowiec
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

To nie mogło się inaczej skończyć. Gol Kamila Zapolnika, który efektowną przewrotką, wieńczącą dośrodkowanie Dawida Błanika, zapewnił GKS-owi Tychy remis w niedzielnych derbach województwa z Zagłębiem Sosnowiec, został wybrany przez internautów najładniejszym w całej 17. kolejce Nice 1 Ligi.

 

W sieci nic nie ginie

- Kilka wiadomości czy sms-ów z gratulacjami dostałem. Odbiór tej bramki z pewnością był fajny, pozytywny. Cieszę się z tego, ale mimo wszystko mam nadzieję, że… Ta najpiękniejsza to jednak jeszcze przede mną. Łatwo nie będzie, ale trzeba wierzyć, bo bez tego gra w piłkę nie miałaby sensu – przyznaje napastnik drużyny z Tychów.

 

Uderzenia przewrotką to oczywiście też element, który trzeba ćwiczyć. Zapolnik o tym wie. – Dosyć często zostajemy sobie po treningach. Skrzydłowi czy boczni obrońcy dorzucają nam piłki, a my w kilka osób strzelamy. Przyznam jednak, że do takich przewrotek to zwykle tylko ja próbuję się składać, choć wiadomo, że nie zawsze, a jeśli jest okazja, odpowiednia centra. Inni wolą tradycyjnie – głową, wolejem. Cieszę się, że w meczu z Zagłębiem to przyniosło efekt. Pewnie można było tę sytuację rozwiązać prościej, ale to była pierwsza rzecz, która przyszła mi na myśl. Już kiedyś zdarzyło mi się zresztą podobne trafienie. Jeszcze na poziomie trzecioligowym, jakieś trzy lata temu. Grałem wtedy w Olimpii Zambrów, to był mecz bodajże z ŁKS-em Łomża – opowiada 25-latek.

 

Ściągać wideo z niedzielnym golem na dysk komputera nie zamierza. – Teraz są takie czasy, że w internecie nic nie ginie. Jeśli tylko będę chciał, to zawsze będę mógł do tej bramki wrócić. Ale już nie ma co rozpamiętywać, zwłaszcza że po remisie z Zagłębiem to generalnie miałem do siebie pretensje. W końcówce miałem dobrą sytuację. Gdybym ją wykorzystał, może cieszylibyśmy się ze zwycięstwa… Brakło mi jednak spokoju, „podpaliłem” się. Wkrótce mamy kolejny mecz i trzeba się skupić na tym, co będzie, a nie tym, co było – podkreśla Zapolnik.

 

Kądzior ich buduje

A ten kolejny mecz będzie dla 25-latka z Białegostoku szczególny. W sobotę GKS podejmuje Wigry Suwałki, czyli drużynę, w której Zapolnik spędził kilka sezonów, w której błyszczał jeszcze wiosną i z której w lipcu za około 200 tysięcy złotych został sprzedany do Tychów.

 

- Do ostatnich kolejek byliśmy się w Wigrach o awans – wspomina. – Tabela była jednak tak spłaszczona, że zakończyliśmy w jej środku, na 9. miejscu. Patrząc na suche liczby, nie jest to superwynik, ale chwalono nas za grę, styl. Myślę, że każdy z nas po kilku miesiącach nadal odbiera to tak, że daliśmy z siebie maksa. Wcześniej byliśmy w półfinale Pucharu Polski, każdy mógł sobie spojrzeć w oczy i powiedzieć, że zrobił wszystko, co było w jego mocy. To był bardzo młody zespół, chyba jeden z młodszych w lidze. Być może zabrakło nam doświadczenia, wyrachowania, rutyny. Pamiętam mecz, który zaważył o tym, że marzenia o ekstraklasie musieliśmy porzucić – z Zagłębiem Sosnowiec. Graliśmy u siebie, chcieliśmy od początku pokazać, kto rządzi. Wyszliśmy na „hurra”, strasznie agresywnie, ofensywnie, ale rywale nas wypunktowali i skończyło się 0:3 – opowiada Zapolnik, który liczby notował fantastyczne. W całym poprzednim sezonie strzelił 16 goli, dorzucając 5 asyst. Był jednym z motorów napędowych Wigier, wraz z Damianem Kądziorem, który też został sprzedany na Śląsk, tyle że do Górnika Zabrze.

 

- Gdy tak sobie rozmawiamy z chłopakami z Wigier, to wszyscy są w pozytywnym szoku, patrząc na dokonania Damiana. Mamy zresztą kontakt do dziś, jesteśmy dobrymi kolegami. Damian sam jest trochę zaskoczony. Jeszcze kilka miesięcy temu grał w I lidze. To tylko pokazuje, jak nieprzewidywalna jest piłka. Dziś jesteś tu, a za chwilę możesz być w ekstraklasie i kadrze. To taka fajna, budująca nas wszystkich historia. Śledziłem oczywiście mecze reprezentacji. Niestety, selekcjoner jeszcze nie dał Damianowi szansy, ale jeśli dalej będzie tak pracował i taka dobrze grał w lidze, to w końcu ten debiut zaliczy, czego szczerze mu życzę – podkreśla „Zapol”.

 

Brakuje sytuacji

Jego losy po odejściu z Suwałk nie potoczyły się tak, jak Kądziora. Trochę to trwało, nim przebił się do wyjściowego składu GKS-u. Od dłuższego czasu ma w nim pewne miejsce – czy to na ataku, czy – jak ostatnio – lewej stronie pomocy, ale trudno napisać, że zachwyca. Strzelił dotąd 3 gole, przy czym dopiero ta niedzielna przewrotka z Zagłębiem przełożyła się na konkretną zdobycz tyszan. Dwie poprzednie bramki zdobył w przegranym (2:3) meczu z Pogonią Siedlce.

 

- Nie ma co ukrywać, że sam od siebie oczekiwałem więcej. Brakuje mi skuteczności, ale również – po prostu sytuacji. Za wiele ich nie tworzymy, trudno nam o okazje z gry. Jeśli będę miał w meczu po dwie-trzy, to w końcu zaczną też wpadać gole. Czasami ciężko nam jednak nawet dojść do jednej. Gra całego zespołu nie wygląda tak, jakbyśmy chcieli. Myślę jednak, że powoli trener Tarasiewicz będzie to układał po swojemu i wyniki zaczną być pozytywne – mówi napastnik GKS-u.

 

Zaczynają im odjeżdżać

W pierwszym starciu Wigier z GKS-em (wygrana tyszan 2:1) nie wziął udziału. Takie były ustalenia obu klubów przy transferze zawodnika. Tym razem stanie już jednak naprzeciw starym znajomym.

 

- Wiadomo, że sentyment jest, bo spędziłem w Wigrach fajny czas. Oba zespoły bardzo potrzebują punktów. Przed sezonem w obu doszło do wielu roszad kadrowych. Oczekiwania były inne, zarówno w Tychach, jak i Suwałkach, ale sezon jeszcze się nie skończył. Łatwo w sobotę nam nie będzie, bo Wigry załapały ostatnio niezły rytm. Gdyby ułożyć tabelę za ostatnich 10 meczów, chyba byłyby nawet na drugim miejscu. Teraz miały trochę przerwy, przez dwa tygodnie nie grały, więc na pewno postawią nam trudne warunki. My jednak w dwóch ostatnich tegorocznych meczach chcemy ugrać maksa. Tabela jest spłaszczona, ale powoli kilka zespołów zaczyna odjeżdżać. Jeśli chcemy jeszcze w tym sezonie włączyć się do walki o tę czołówkę, to musimy bezwzględnie zdobyć w listopadzie jeszcze 6 punktów. Dotąd często graliśmy ładnie, a przegrywaliśmy. Teraz najważniejszy nie będzie styl, a punkty – zaznacza Kamil Zapolnik.

 

Z tej samej kategorii