Oblicza rewolucji i jej odmienne skutki

W wyjściowych składach obu drużyn doszło do małego „trzęsienia ziemi”. Lepiej wyszedł na tym beniaminek. Tyszanie ponieśli pierwszą porażkę pod wodzą Ryszarda Tarasiewicza, bo przed przerwą nie istnieli.

Pilka nozna. Nice I liga. Odra Opole - GKS Tychy. 04.11.2017
 /  fot. Mirosław Szozda  /  źródło: SPORT

Przed pierwszym gwizdkiem można było myśleć tak: skoro Odra większość meczów u siebie wygrywa, a GKS – większość na wyjeździe przegrywa, to… Nie, w futbolu nie ma łatwych równań, ale tym razem statystycznym prawidłom stało się zadość i trzy punkty – już po raz siódmy w tym sezonie – zostały w Opolu.

 

Te same grzechy
Dla tyszan była to pierwsza porażka pod wodzą Ryszarda Tarasiewicza. Wcześniej za jego rządów zremisowali z Puszczą Niepołomice i Rakowem Częstochowa, a także pokonali swojego imiennika z Katowic. Po wygranej w tych zawsze prestiżowych derbach drużyna nie poszła za ciosem. Na jej usprawiedliwienie, nie sposób nie wspomnieć, że zawitała na Opolszczyznę mocno osłabiona. O pauzie Łukasza Matusiaka i Macieja Mańki za żółte kartki było powszechnie wiadomo. W tygodniu z kontuzjami borykali się z kolei Dawid Abramowicz i Łukasz Grzeszczyk, przez co też nie wsiedli w piątek z zespołem do autokaru. Bez czterech podstawowych zawodników GKS spisał się w Opolu słabo. Zwłaszcza w I połowie. Początek był jeszcze w miarę wyrównany, goście byli w stanie wywalczyć kilka rzutów wolnych i usiłować zagrozić bramce beniaminka, ale potem w ofensywie już nie istnieli. Schodząc na przerwę do szatni, mogli wręcz dziękować opatrzności, że przegrywają tylko 0:1. A nawet w polskiej I lidze trudno o punkty, gdy w taki sposób przesypia się 30 minut.

 

Jakby tego było mało, znów dały o sobie znać te same bolączki. Odkąd do klubu trafił trener Tarasiewicz, tyszanie wszystkie gole tracą po stałych fragmentach gry. Nie inaczej było w sobotę. W 26 minucie Odra krótko rozegrała rzut rożny. Rafał Niziołek podał do Łukasza Winiarczyka, ten zacentrował w pole karne, a Gabriel Nowak popisał się naprawdę przedniej urody uderzeniem głową. Rafał Dobroliński – tak swoją drogą, bardzo dobrze dysponowany – był w tej sytuacji bez szans.

 

Nowak urwał się Remigiuszowi Szywaczowi, który zastępował na lewej obronie kontuzjowanego Abramowicza. Defensor miał spore problemy. Szybko ujrzał żółtą kartkę, a w pewnym momencie – gdy sfaulował na skrzydle Marcina Wodeckiego – zaczęło „pachnieć” nawet czerwoną, dlatego Tarasiewicz nie czekał i zdjął go z boiska już w przerwie, zastępując Mateuszem Grzybkiem.

 

Brawa dla Kuchty
Wspomnijmy, że w wyjściowym składzie Odry nastąpiła jeszcze większa rewolucja. Mirosław Smyła dokonał liczniejszych zmian niż tyszanie – bo aż sześć! Większość z nich nie była jednak wymuszona, a podyktowana chęcią wstrząśnięcia zespołem po ostatnim „dołku punktowym” (1 wygrana w 5 meczach). Trzeba przyznać, że ten manewr wypalił – i to bardzo. Szymon Skrzypczak, który wrócił na atak, był bardzo aktywny. Piłka szukała go w polu karnym, miał pięć sytuacji. Gdyby tak choć trochę dopisała mu skuteczność… O Nowaku już było, a na miano równie dużego bohatera wyrósł też Mateusz Kuchta. Byłemu golkiperowi Górnika Zabrze bardzo długo przyszło czekać na debiut w opolskich barwach. Sztab szkoleniowy uznał, że to właściwy czas, by „zluzował” Tobiasza Weinzettela. Czy na chwilę? Po takim występie, jak w sobotnie wczesne popołudnie, ta chwila może potrwać dłużej. 21-latek w I połowie był bezrobotny, ale w II – bronił świetnie. Na wysoką notę zasłużył zwłaszcza w dwóch sytuacjach: broniąc „główkę” Kamila Zapolnika, a następnie bezpośrednie uderzenie Seweryna Gancarczyka z rzutu… rożnego. Był też czujny i sprytny. Przed jednym z rzutów wolnych, Kuchta oddelegował do pomocy Winiarczyka. Seweryn Gancarczyk przymierzył ładnie, nad murem, golkiper Odry miałby problemy, ale „Winiar” stał na linii bramkowej i wyekspediował piłkę.

 

Ciągle w „szpicy”
Pierwsza połowa – zdecydowanie dla Odry. Potem tyszanie spisywali się już lepiej, oddali kilka groźnych strzałów, co i tak nie zmienia faktu, że… zwycięstwo opolan mogło być wyższe. W końcówce wyprowadzili kilka kontr, które powinny skończyć się drugą bramką. Marnowali je jednak Marcin Wodecki, Szymon Skrzypczak i Marek Gancarczyk. To nikomu nie miało jednak prawa popsuć w obozie gospodarzy humoru. Beniaminek ma raptem dwa punkty straty do lidera i niemałe szanse nawet na to, by zimę spędzić w fotelu lidera!

 

Mówią liczby
6 – tyle porażek w 9 występach w roli gości ponieśli w tym ligowym sezonie tyszanie.
7 - tyle zwycięstw przed własną publicznością (na 9 meczów) odniosła tej jesieni Odra.

 

Z tej samej kategorii