Dawid Abramowicz: Wykupić na rok hotel w Spale

GKS Tychy - Bytovia Bytow
 fot. Lukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Hitem kolejki pierwszej ligi będzie sobotni mecz (17.45) GKS-u Tychy z imiennikiem z Katowic. Dla tyskiego obrońcy ten mecz będzie okazją do zagrania przeciwko drużynie, której jeszcze nie tak był zawodnikiem.

Maciej GRYGIERCZYK: Rodzice przyjadą z Brzegu Dolnego na mecz?
Dawid ABRAMOWICZ: - Mieli, ale niestety nie przyjadą. Tata niedawno miał wypadek i musi przebywać w domu. Z pewnością będą jednak śledzili poczynania synów przed telewizorem. Mam nadzieję, że Mateusz stanie w bramce „GieKSy” i zagra, ale – nie ma co ukrywać – szanse są nikłe. Dopiero wraca po urazie, przez dłuższy okres go nie było. Śmieję się, że tego gola będę więc musiał odłożyć na później.

Jakie ma pan najpiękniejsze wspomnienie z rocznego pobytu w GKS Katowice?
Dawid ABRAMOWICZ: - Jest ich kilka i są związane z meczami wyjazdowymi. Rok temu kibice, właśnie na derby do Tychów, przybyli licznie nas wspierać. Fajne momenty były, gdy pojechali za nami do Bielska-Białej czy Bytowa. Czuło się to wsparcie. Ten dwunasty zawodnik naprawdę dużo znaczył.

W sobotę na stadionie będą kibice tylko jednego GKS-u. Dla derbów – chyba szkoda…
Dawid ABRAMOWICZ: - Bardzo! Jestem zdziwiony taką decyzją wojewody. W Tychach mamy nowoczesny obiekt, a ubiegłoroczne derby pokazały, że nic strasznego się nie wydarzyło i to powinien być mocny argumentu ku temu, by pozwolić sympatykom z Katowic tu przyjechać. Podejrzewam, że znowu pojawiliby się w bardzo mocnej obsadzie. Byłoby widowisko – zwłaszcza że w Tychach jest fajny układ trybun. Sektor gości znajduje się dokładnie naprzeciw „młyna”. Byłaby taka wewnętrzna wojenka. Zwracam uwagę na te elementy otoczki meczu. Dla mnie to naprawdę piękna rzecz.

Na razie w Tychach strzelił pan dwa gole i zanotował asystę.
Dawid ABRAMOWICZ: - Za mało… Jak na bocznego obrońcę nie są to wielkie liczby. Chciałoby się czegoś lepszego.

Pana imponujące wrzuty z autu stwarzały więcej zagrożenia w Katowicach niż teraz?
Dawid ABRAMOWICZ: - Rok temu zdobyliśmy jesienią dużo punktów po stałych fragmentach. Wydaje mi się, że mogło być to spowodowane tym, iż przeciwnicy nie do końca byli ich świadomi. Wiemy, jak bardzo rozwinięte mamy różne narzędzia analityczne. Teraz kogokolwiek podpytuję, odpowiada mi, że zwraca na te auty uwagę. No bo – kolokwialnie mówiąc – „smród” po nich jest zawsze, choć dużo w tym przypadku. Może mi ten aut nawet nie wyjść tak, jakbym sobie życzył, a sieje u rywali ferment. Najważniejsze, by tylko piłka była sucha!

Nie chciał pan kiedyś przerzucić się na – nie wiem – rzut dyskiem?
Dawid ABRAMOWICZ: - (śmiech). Do dzisiaj ze strony kolegów z szatni spotykam się z opiniami, że nie powinienem grać w piłkę, a wykupić na rok hotel w Spale i podczepić się pod lekkoatletów. Może spróbować swych sił w wieloboju… Ja to się śmieję sam z siebie, że gdyby nie auty – nie grałbym w piłkę. One mnie bronią i postaram się na nich jak najdłużej ciągnąć.

Tak na koniec, proszę dokończyć zdanie: w sobotę wygra GKS Tychy, bo…
Dawid ABRAMOWICZ: - Pomidor!

 

Z tej samej kategorii