„Serwer”, zobacz. Ale heca!

GKS Tychy - Olimpia Grudziadz
 /  fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Półtora roku temu tyszanie wygrali pod Jasną Górą aż 8:1. – Wychodziło nam wszystko. W sobotę spodziewamy się jednak trudnej przeprawy – mówi Daniel Tanżyna, obrońca GKS-u.

Maciej GRYGIERCZYK: Grał pan w kwietniu 2016 w pamiętnym wyjazdowym meczu z Rakowem, zakończonym waszą wygraną 8:1. Jak go pan wspomina?
Daniel TANŻYNA: - Zapamiętam ten mecz do końca życia. Nigdy wcześniej w takim nie grałem. I pewnie już nie zagram. Nawet teraz mam w głowie taką scenkę, gdy stoimy z Sewerynem Gancarczykiem na środku boiska i gadamy.
- Ty, „Serwer”, zobacz. 25 minuta i 0:5. Ale heca!
- Masakra! Nigdy czegoś takiego nie widziałem!
To jest naprawdę nie do zapomnienia. Takie wyniki się nie zdarzają. I jeszcze te okoliczności. Przecież nie jechaliśmy wtedy na Raków w roli faworyta.

Co tak naprawdę się stało?
Daniel TANŻYNA: - Mieliśmy dzień konia. Po prostu. Wszystko nam wtedy wychodziło. Konstruowaliśmy płynne akcje, oddawaliśmy strzały i wszystkie lądowały w sieci. Nie było tak, że zawinił bramkarz, nic z tych rzeczy. Niesamowita sprawa.

Nie było w was poczucia – hm – zawodowej solidarności? „Panowie, jest 0:5, dajmy im spokój”?
Daniel TANŻYNA: - Zawsze chce się strzelać bramki. Piłka nożna na tym polega, by poprawiać statystyki. Skończyło się 8:1, tego ostatniego gola straciliśmy bodajże w drugiej minucie doliczonego czasu po rzucie rożnym. Pamiętam, jak po meczu rozmawialiśmy z Błażejem Radlerem. Był strasznie przygaszony, przytłoczony tym wynikiem. Mówiłem mu: „Głowy do góry, nam szło wszystko”. To była dla nas przełomowa wygrana. Poszliśmy potem do przodu i choć po drodze były jeszcze potknięcia, to my, a nie Raków, awansowaliśmy do I ligi.

Po roku częstochowianie jednak na zaplecze ekstraklasy doszlusowali. W sobotę trudno myśleć o powtórce z historii i wysokiej wygranej.
Daniel TANŻYNA: - Czeka nas bardzo ciężki mecz. Chcemy przerwać tę niechlubną serię wyjazdową. Dawno w roli gości nie wygraliśmy, dlatego jedziemy do Częstochowy, by coś ugrać. Po punkty. Zdajemy sobie sprawę, że choć Raków to beniaminek, to ma silną drużynę. Spodziewamy się trudnej przeprawy. W środę częstochowianie grali co prawda mecz z Podbeskidziem i mieli niewiele czasu na regenerację, ale trudno powiedzieć, czy odbije się to na ich postawie.

Tomasz Tułacz, trener Puszczy Niepołomice, tydzień temu po remisie w Tychach nie powiedział tego wprost, ale dał do zrozumienia, że nie było po was widać tej iskry wywołanej zmianą szkoleniowca.
Daniel TANŻYNA: - Nowy trener zawsze daje impuls, bodziec. A Puszcza… Naprawdę nie jest łatwo, gdy rywale się cofają całym zespołem na własną połowę, a ty musisz bić głową w mur. To dobry zespół, grający blisko siebie, dobrze zorganizowany, a przecież przy odrobinie szczęścia mogliśmy jeszcze w końcówce wygrać.

Znaleźliście się już w okolicach strefy spadkowej tabeli I ligi, a przecież plany były zupełnie inne.
Daniel TANŻYNA: - Trzeba jednak zaznaczyć, że między 5. a 15. miejscem są trzy punkty różnicy. Jeden wygrany mecz zmienia wszystko, jeśli mówimy o tabeli. Tak czy inaczej, musimy zacząć punktować, by na dobre uciec z tego dołu.

 

 

Przypuszczalne składy
RAKÓW: Kos – Boateng, Petraszek, Niewulis – Wójcik, Łabojko, Figiel, Mondek, Papikjan, Malinowski – Embalo.
GKS: Dobroliński – Mańka, Tanżyna, Biernat, Abramowicz – Matusiak – Łuszkiewicz, Grzeszczyk, Ćwielong, Błanik – Zapolnik.

 

Z tej samej kategorii