Wojciech Kędziora: Atakować! Zmuszać do błędu!

Stal Mielec - GKS Katowice
 /  fot. Norbert Barczyk  /  źródło: Pressfocus

Pięć lat temu był królem strzelców pierwszej ligi; w zespołach prowadzonych przez Piotra Mandrysza zdobywał zawsze sporo bramek. W GieKSie - już też trafia (2 bramki). Ale - na razie - o satysfakcji trudno mówić...

Dariusz LEŚNIKOWSKI: Zacznijmy ogólnie: wrócił pan na poziom pierwszej ligi po pięciu latach gry w ekstraklasie. I jakie wrażenia po 1/4 sezonu?
Wojciech KĘDZIORA: - Więcej jest klubów dobrze zorganizowanych, więcej drużyn grających na podobnym poziomie. Więcej też pojawiło się w pierwszej lidze zawodników z ekstraklasową przeszłością. Bez wątpienia więc stawka jest bardziej wyrównana i silniejsza.

 

Czemu akurat GieKSa?
Wojciech KĘDZIORA: - Bo jej oferta była najciekawsza. Zresztą to klub zawsze mający ambitne cele, zawsze grający „o coś”. A to wpisywało się w moją wizję przyszłości.

 

Nawiązując do niedawnych słów prezydenta Katowic, muszę zapytać: a o co GieKSa gra teraz, po 9 kolejkach?
Wojciech KĘDZIORA: - Myślę, że mimo wszystko te przedsezonowe cele i założenia nie uległy zmianie. Najpierw jednak - to fakt - musimy „wyjść na prostą”, złapać rytm. Bo nie jest ciekawie...

 

Słabszy początek, potem seria meczów ze zdobytymi punktami, wreszcie zupełny dołek. Co z tą waszą sinusoidą wyników?
Wojciech KĘDZIORA: - No właśnie... Te trzy mecze, w których punktowaliśmy, plus fajny sparing z Cracovią, naprawdę dały nadzieję na to, że jesteśmy we właściwym rytmie. Były przesłanki do pozytywnego myślenia. Ale życie nas mocno zweryfikowało... Trzeba tę serię już w piątek przerwać. Wciąż wierzymy w siebie, w swoje umiejętności. Ale tej wierze przydałby się jakiś dowód, w postaci wygranego spotkania, trzech punktów.

 

Dlaczego „sprawa się rypła”?
Wojciech KĘDZIORA: - Nie pomogła nam przerwa na kadrę.

 

Ale przecież zagraliście w niej fajny - jak pan powiedział - sparing z Cracovią?!
Wojciech KĘDZIORA: - Owszem, przeciwnik solidny, ekstraklasowy. Ale... to tylko sparing. Inna adrenalina, niż w lidze; gra na dwa składy... Szkoda tamtej serii, w której punktowaliśmy. Przyszedł potem nieszczęsny mecz z Wigrami, w którym sami sobie bramkę strzeliliśmy, i złapaliśmy inną serię - tę fatalną.

 

Pan taką serię przeżywał już pewnie wiele razy - ot, choćby początek ekstraklasowej przygody Termaliki. Jak się odbudowywać w takich momentach?
Wojciech KĘDZIORA: - Unikać tych błędów, które nas kosztowały stratę bramek i punktów. I wciąż myśleć pozytywnie; wyrzucić z pamięci tamte porażki. Trudno się gra na boisku, kiedy ma się z tyłu głowy negatywne sceny z poprzednich spotkań. Na szczęście kiedy patrzę na chłopaków w szatni, na treningach, widzę zespół, który się nie poddał. Jest atmosfera, jest dobra komunikacja. Choć nie mam też wątpliwości, że kiedy każdy z nas wraca do domu, siedzi w nim pytanie: „Co mogłem zrobić lepiej w tych meczach?”.

 

A co mógł zrobić lepiej Wojciech Kędziora?
Wojciech KĘDZIORA: - Pewnie mogłem wykorzystać 1-2 sytuacje...

 

Prawdę mówiąc, nie było ich specjalnie wiele...
Wojciech KĘDZIORA: - Fakt.

 

No właśnie. Napastnik - zwłaszcza taki o pańskiej charakterystyce - żyje z podań. A pan ich nie dostaje. Czemu?
Wojciech KĘDZIORA: - Może dlatego, że przede wszystkim mamy w głowach - również my, napastnicy - myśl, by zapobiec utracie gola? A przecież - moim zdaniem - mamy drużynę z takim potencjałem, który pozwalałby nam zdominować wielu rywali. Atakować, zmuszać ich do błędu.

 

Tydzień temu drogą Stali do sukcesu z wami okazał się właśnie wysoki pressing...
Wojciech KĘDZIORA: - Gdy się prowadzi 1:0 - a przecież straciliśmy gola już w 2 minucie - gra się łatwiej; człowiek nabiera pewności siebie i każdego swojego zagrania. Tego doświadczyliśmy w Częstochowie. Tam szybko zdobyliśmy bramkę. Raków miał swoje okazje, ale to my „poprawiliśmy” wynik. Bo - jak powiedziałem - prowadzenie bardzo wzmacnia mentalnie.

 

No to może trzeba wychodzić na każde spotkanie z założeniem: „atakujemy od pierwszego gwizdka”?
Wojciech KĘDZIORA: - Nie chcę mówić o konkretnej taktyce na konkretny mecz. W naszym wypadku bowiem - jak pokazuje niedaleka przeszłość - jednak strasznie ważne jest uniknięcie straty gola.

 

W pierwszych kolejkach był pan sam „na szpicy”. Ostatnio GieKSa zaczęła jednak grywać de facto na dwóch napastników. W którym ustawieniu czuje się pan lepiej?
Wojciech KĘDZIORA: - Szczerze mówiąc, nie ma to znaczenia. Ważniejsze, byśmy atakowali, podchodzili pod pole karne przeciwnika większą liczbą zawodników. Wtedy i napastnikowi jest łatwiej niż w sytuacji, w której walczyć musi „jeden na trzech” lub „dwóch na czterech”.

 

Wiem, że to pytanie w obecnej sytuacji zabrzmi... przekornie: Maciej Kowalczyk koronę strzelców pierwszej ligi zdobył w wieku 36 lat. Wojciech Kędziora czasem o tym myśli?
Wojciech KĘDZIORA: - Ja po swoją sięgałem w wieku prawie 32 lat, więc też już „nie w pierwszej młodości”. Jak się człowiek dobrze czuje, to nie ma mu co w metrykę zaglądać.

 

A pan się dobrze czuje?
Wojciech KĘDZIORA: - Owszem. Teraz trzeba to tylko potwierdzić na boisku. I poprawić „statystyki na papierze”.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~RumunUżytkownik anonimowy
~Rumun :
No photo~RumunUżytkownik anonimowy
Kędziora to pokaż to dzis.
22 wrz 17:52
Liczba głosów:0
0%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii