Kariera z nosem w książkach

Rozmowa z Tadeuszem Bartnikiem, dyrektorem sportowym GKS-u Katowice.

Tadeusz Bartnik
 /  fot. Włodzimierz Sierakowski  /  źródło: 400mm

Dariusz LEŚNIKOWSKI: Przyszły prawnik w piłkarskich butach - niezależnie od przypadku Jacka Bednarza, było to dość zaskakujące zestawienie. Skąd taki pomysł u pana?
Tadeusz BARTNIK: - Prawo wzięło się z cech charakteru. Już w 1. klasie szkoły podstawowej, widząc kolegów, którzy nie potrafili obronić swego stanowiska, często zabierałem głos za nich. Wychowawczyni powiedziała mi nawet: „Panie Bartnik, tutaj adwokata nikt nie potrzebuje”. Generalnie miałem zainteresowania humanistyczne, pasjonowała mnie historia, którą jakoś naturalnie wiązałem sobie właśnie z prawem.

 

OK, rozumiem motywację wewnętrzną. Tyle że 20 lat temu piłkarze mający horyzonty wykraczające poza okres swej kariery jednak należeli do mniejszości...
Tadeusz BARTNIK: - Nie da się założyć sukcesu w karierze piłkarza. Owszem, od zawsze robiłem wszystko, by go osiągnąć. Zawsze powtarzam, że sport profesjonalnie uprawiałem 20 lat, z czego 8 zawodowo, czyli zarabiając pieniądze. Na pewno jednak jako nastolatek nie miałem gwarancji, że do zawodowej piłki kiedyś dojdę. Stąd matura i stąd początek studiów, choć to, co wiązało się z futbolem, w tamtym okresie było numerem jeden. Jednocześnie wyznaczyłem sobie cezurę czasową: uznałem, że jeśli w wieku 23 lat będę grał na poziomie obecnej 1. ligi, to warto piłce poświęcać czas.

 

No i stał się pan zawodowym piłkarzem przed upływem tego czasu. Nie pojawiły się wtedy myśli, by odpuścić edukację?
Tadeusz BARTNIK: - Przechodząc do Lecha w roku 1999, byłem już po II roku studiów. Nie sposób było zarzucić tego dorobku. Miałem więc mocno zindywidualizowany tryb nauczania. Wymagał dużej samodyscypliny. Najważniejsza w tym momencie była dobra organizacja i motywacja.

 

Najtrudniejszy moment w trakcie studiów? Może przedmiot?
Tadeusz BARTNIK: - Kwestie związane z prawem cywilnym i materialnym. Prawo cywilne - nie sama procedura, bo ona jest w miarę powtarzalna i łatwa do zapamiętania - zawiera w sobie wiele abstrakcyjnych instytucji, które trzeba pojąć.

 

Trzeba było poprawiać egzamin?
Tadeusz BARTNIK: - Tak.

 

Ile lat zajęły panu studia?
Tadeusz BARTNIK: - W sumie osiem. Sporo, ale przecież - jak mówiłem - do pewnego momentu najważniejsza była piłka. Moment, w którym w 2007 roku wyszedłem z gabinetu ówczesnego prezesa GKS-u Katowice, Jana Furtoka (po awansie drużyny do ówczesnej II ligi - przyp. red.), zbiegł się z finiszem mojej pracy magisterskiej. Mogłem na „ścieżce prawniczej” przejść do następnego etapu. Łatwiej więc było podjąć decyzję o ostatecznym zakończeniu przygody z zawodowym futbolem - przynajmniej w roli piłkarza. Przez rok przygotowywałem się do egzaminów na aplikację adwokacką. Aplikacja w Okręgowej Radzie Adwokackiej w Częstochowie trwała 3 lata; po zdanym egzaminie już piąty rok prowadzę swoją kancelarię.

 

Jak pana ówcześni koledzy z boiska - na przełomie wieków - patrzyli na „jajogłowego” w szatni?
Tadeusz BARTNIK: - Zawsze byłem w szatni odrębnością, co wcale nie przeszkadzało mi być zarazem częścią drużyny. Co do tej odrębności: wyróżniałem się nie tylko kierunkiem studiów i obłożeniem książkami, ale też wprowadzanymi do piłkarskiej życia elementami niespecjalnie popularnymi. Na przykład pracą z psychologiem sportowym, odpowiednią dietą oraz suplementacją. To była nowość, na taką skalę chyba nikt poza mną tego wtedy u nas nie robił. Nie kryję, wzbudzało to sporą ciekawość.

 

Pewnie raczej uśmieszki na twarzy...
Tadeusz BARTNIK: - Tak. Ale niewiele sobie z tego robiłem, realizowałem swój plan. Miałem świadomość, że nie jestem wybitnym zawodnikiem. Ale przy ograniczonych możliwościach piłkarskich, dzięki tym metodom udawało mi się tak naprawdę wykorzystywać 100 procent własnego potencjału, budując dyspozycję fizyczną na maksymalnym dostępnym dla mnie poziomie. Zaczęło to być dostrzegane i doceniane. Z upływem czasu koledzy z GKS-u, czy z Ruchu, przychodzili z pytaniami, prosili o konkretne rady.

 

Pokój na zgrupowaniach i wyjazdach GieKSy - w czasie pierwszego pobytu przy Bukowej - z kim pan najczęściej dzielił?
Tadeusz BARTNIK: - Z Mateuszem Sławikiem. Profesjonalista w każdym calu i spokojny człowiek, więc nie przeszkadzało mu, gdy siedziałem z nosem w książkach.

 

W ekstraklasie w barwach Lecha debiutował pan w spotkaniu z GKS-em Katowice...
Tadeusz BARTNIK: - Rzeczywiście.

 

Dwa mecze pan w Lechu zaliczył, zmieniając w jednym Macieja Żurawskiego, w kolejnym - Justina Nnoroma. Czyli napastników. Dziwne zmiany jak na obrońcę...
Tadeusz BARTNIK: - Zawsze byłem dość „elastycznym” zawodnikiem, grywałem nie tylko na boku obrony, ale również i na boku II linii. W tym drugim spotkaniu - przeciwko Ruchowi - zagrałem właśnie jako lewy pomocnik. A w pierwszym - tu, na Bukowej - zmieniając „Żurawia” przy prowadzeniu Lecha 2:1, rzeczywiście wszedłem na... środek ataku!

 

W szatni Lecha zasiadał pan m.in. u boku Arkadiusza Głowackiego, ledwie dwa lata młodszego. On wciąż gra. Nie żal czasem decyzji o przejściu w stan piłkarskiego spoczynku w wieku 30 lat?
Tadeusz BARTNIK: - Dobre pytanie. Biorąc pod uwagę moje podejście do piłki, wielu prorokowało mi, że będę grać do czterdziestki. Więc gdyby te prognozy się sprawdziły, może rozmawiałby pan teraz z zawodnikiem GKS-u, a nie jego dyrektorem (śmiech). Ale nastąpiły w pewnym momencie komplikacje zdrowotne. Nie chcę rozwijać tematu; powiem tylko, że na mecz z Cracovią - na prośbę trenera Jana Furtoka - wyszedłem z gorączką 38,5 stopnia. Od tego momentu zaczęły się problemy, a organizm już nie był i do dziś nie jest w stanie wejść na „obroty” niezbędne w wysokim wyczynie. Owszem, w drugiej połowie sezonu 2006/07 doszedłem niemal do wcześniejszej dyspozycji, ale wtedy przydarzył mi się uraz mięśnia dwugłowego. „Nie będę na to tracić czasu” - powiedziałem sobie kategorycznie.

 

W pana CV wpisane są jednak jeszcze występy w MKS-ie Myszków, jesienią 2012 roku.
Tadeusz BARTNIK: - Rzeczywiście. Byłem już wtedy prezesem tego klubu - grającego wówczas w okręgówce - i, wobec braków kadrowych, na prośbę trenera wystąpiłem w paru spotkaniach. Mówimy jednak o grze bez przygotowania, bez regularnego treningu. Formę fizyczną utrzymywałem wyłącznie rekreacyjnie, we własnym zakresie.

 

Na boisku partnerzy wołali „panie prezesie”?
Tadeusz BARTNIK: - O ile pamiętam - tak (śmiech). Mieliśmy wtedy bardzo młody skład, wielu juniorów, różnica wieku między nami była spora. Nie uznawałem tego za rzecz nienaturalną, bo sam - zaczynając grę w seniorach Olimpii Poznań jako 17-latek - do zasłużonego jej zawodnika, Andrzeja Borówko, też zwracałem się „panie Andrzeju”. Próbowano mi to co prawda wybić z głowy, ale prestiż tego człowieka był tak wielki w moich oczach, że... nawet nie spróbowałem inaczej. Na marginesie: tego rozbratu z boiskiem ostatecznie nie wziąłem nawet i w tej okręgówce. Jeszcze w ubiegłym sezonie, gdy trener rezerw Myszkowa miał kłopot z zebraniem jedenastki na mecz w B-klasie, zdarzało mi się założyć piłkarski strój.

 

Grał pan w piłkę w okresie, co do którego wielką wiedzę wniosła nam parę lat później wrocławska prokuratura. Miał pan czasami wrażenie, występując na boisku, że coś dziwnego się dzieje wokół?
Tadeusz BARTNIK: - Jako zawodnik nie potrafiłem tego nigdy dostrzec. Zawsze wierzyłem, że to, co się dzieje na murawie, jest rzeczą naturalną; że ktoś jest lepszy, a ktoś gorszy. Jeśli zespół przegrywał, najpierw szukałem winy w sobie. I do samego niemal końca przygody z boiskiem nie byłem w stanie „rozczytać” mechanizmu tego zjawiska.

 

Wpada panu teraz - już z całym bagażem wiedzy prawniczej - czasami do głowy myśl: „Zmarnowałem te lata”?
Tadeusz BARTNIK: - Nieuczciwości było - jak pokazała prokuratura - bardzo wiele. Pewnie czasami uniemożliwiła ona wykorzystanie w pełni potencjału niektórych zawodników. Może i mojego także. Przecież grając w zespole, który przez resztę układających się był skazany na relegowanie z ligi, traciło się szansę na zbudowanie własnej pozycji.

 

Kary dla uczestników korupcji w futbolu są adekwatne do skali oszustw?
Tadeusz BARTNIK: - Nigdy nie mógłbym być sędzią, więc proszę mnie zwolnić z konieczności ferowania wyroków. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko jest czarno-białe. Owszem, dla korupcji nie ma miejsca w sporcie i trzeba ją wypleniać, ale... jako prawnik miałem już okazję bronić zawodników mających zarzuty korupcyjne.

 

Efekt?
Tadeusz BARTNIK: - Zanim odpowiem, najpierw zaznaczę, że absolutnie wierzyłem w ich uczciwość, bo z niektórymi miałem wcześniej do czynienia na boisku i znałem ich z jak najlepszej strony. A efekt? W wielu przypadkach postępowania w ich sprawach zostały umorzone jeszcze na etapie dochodzenia. To właśnie z tego tytułu mam dziś głębokie przekonanie, że nie wszystkich, którym postawiono zarzuty, należy mierzyć tą samą miarą. Najważniejsze zaś jest to, że gdy dziś widzę sędziego prowadzącego mecz w sposób dyskusyjny, kontrowersyjny, mam przekonanie, że on po prostu nie potrafi sędziować. Wykluczam zaś celowość i intencyjność w jego postępowaniu. Najlepszym dowodem, że obecnie relacje na boisku są zdrowe, jest bardzo spłaszczony kształt tabel w ekstraklasie czy I lidze. Emocje są do ostatniej kolejki. A mieliśmy przecież lata, gdy dwie pierwsze drużyny miewały 20 punktów przewagi nad resztą stawki.

 

Komentarze (8)

Napisz komentarz
No photo
No photo~AUżytkownik anonimowy
~A :
No photo~AUżytkownik anonimowy
A transferów jak nie było tak nie ma.
25 sty 18:48 | ocena:100%
Liczba głosów:9
100%
0%
| odpowiedzi: 3
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~FunnyUżytkownik anonimowy
~Funny :
No photo~FunnyUżytkownik anonimowy
Karierę to zrobił Lubański, Szarmach, Piszczek, Lewandowski. Bartnik co najwyżej pokopał sobie na boisku.
25 sty 17:47 | ocena:92%
Liczba głosów:12
92%
8%
| odpowiedzi: 1
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
do ~Mecenas:
No photo~MecenasUżytkownik anonimowy
25 sty 23:06 użytkownik ~Mecenas napisał
Comment removed due to violation of forum rules.
Debilu...
Z Mandryszem rozwiązali umowę za porozumieniem z obu stron. Kwestia wypłacenia odprawy to nie problem skoro dopiero co dostali kasę.
27 sty 22:19 | ocena:75%
Liczba głosów:4
75%
25%
| odpowiedzi: 2
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii