Mateusz Mączyński: Wciąż nie zbudowaliśmy swojej „twierdzy”

Piłkarz przesadnych „ochów” i „achów” za swą postawę boiskową nie zbierał, ale faktem jest, że z nim w składzie ekipa z Bukowej zdobyła 11 z 12 punktów w tym sezonie. Bez niego - nie wygrała ani razu.

GKS Katowice - Odra Opole
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Dariusz LEŚNIKOWSKI: Pytanie na czasie, w kontekście awansu Polaków na mundial: często słyszy pan słowa: „Panie Krzysztofie”, kierowane do pana?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Nie, raczej takie pomyłki się nie zdarzają. Inna rzecz, że kiedy dwaj Mączyńscy przez jakiś czas razem zasiadali w szatni Górnika (jesień 2011 - dop. red.), często z nas żartowano. „Braciaki” - to było ulubione zawołanie kolegów. Zaznaczam więc z góry: nie jesteśmy z Krzyśkiem spokrewnieni.

Ok, przejdźmy do rzeczy bieżących. Zdrowie?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Dziękuję, dopisuje. Najgorsze już za mną. Uraz mięśnia dwugłowego wyłączył mnie z gry na kilka tygodni, ale... na szczęście już zapomniałem o tej kontuzji. I mam nadzieję, że już do końca sezonu problemów nie będzie.

Jak się przez ostatnie 5,5 roku siedziało w tej samej - tyskiej - szatni, to pewnie aklimatyzacja w nowym otoczeniu trochę czasu zabiera?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Owszem. Ale ja byłem na to gotowy. Czułem, że potrzebuję nowego bodźca i nowego wyzwania. I cieszę się, że jestem w Katowicach.

W Tychach nie było propozycji nowej umowy?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Trener chciał, abym został w drużynie tyskiej. Dla mnie jednak oferta z Katowic była atrakcyjniejszą opcją. Zwłaszcza z racji celów sportowych, które sobie stawiam.

Na razie - patrząc na tabelę - zapewne widzi pan GieKSę na miejscu odległym od tych założonych celów?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Rzeczywiście. Dużo punktów nam uciekło. Szkoda zwłaszcza tych pogubionych u siebie, w meczach z Pogonią i Puszczą. Wciąż nie zbudowaliśmy swojej „twierdzy” przy Bukowej. Ja jednak... jestem urodzonym optymistą. Teraz będzie już tylko lepiej!

Daleko jesteście od budowy tej „twierdzy”?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Zobaczymy. Przed nami - po wyjeździe do Bielska-Białej - dwa domowe mecze, ze Stomilem i Ruchem. Jest okazja, by dwoma zwycięstwami ten proces budowy zacząć.

Na razie - ostatnio - wygraliście mecz wyjazdowy, w Bytowie. Była satysfakcja i z gry?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Jest co poprawiać. W naszej sytuacji jednak najważniejsze są zdobyte tam punkty. Przecież z Chrobrym zagraliśmy na pewno lepiej, a skończyło się rozczarowującym remisem... Swoją drogą - przydałoby się nam jakieś gładkie 3:0, dla większej wiary w siebie.

Mecz z Chrobrym jeszcze oglądał pan z trybun. Piłkarze tego ponoć nie lubią...
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Nie lubią. To dużo bardziej stresujące zajęcie i większe emocje niż na murawie. Na boisku człowiek jest skupiony na swoich zadaniach. Na trybunach widzi mecz w szerszym kontekście i czasem aż się „gotuje”, nie mogąc wejść i wspomóc kolegów.

Dobra passa spotkań GieKSy - zwycięstwa z Rakowem i Chojniczanką oraz remis z Odrą - wiązała się z pańską obecnością w składzie. Potem przyszła seria bez wygranej, gdy leczył pan kontuzję. Powrót do składu znów oznaczał zwycięstwo. Mateusz Mączyński „talizmanem” GKS-u?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Parę żartów na ten temat już się pojawiło w szatni (śmiech). Ale przecież o porażkach i wygranych nie decyduje jeden człowiek i jego obecność lub brak na murawie. Mieliśmy kilka kontuzji, absencji w tym kiepskim wynikowo okresie.

Po tej wygranej w Bytowie nie jest tak, że przerwa w rozgrywkach jest wam potrzebna jak... dziura w moście?
Mateusz MĄCZYŃSKI: - Trochę czasu na podleczenie kontuzji się przydało. Choć patrząc na poprzednią przerwę reprezentacyjną - po której przyszły te trzy przegrane - może lepiej byłoby unikać tego „weekendu bez gry ligowej”? Ominąłby nas wtedy także i maraton - trzy mecze w osiem dni - który nas czeka, począwszy od soboty. Trudno jednak dyskutować z decyzjami i kalendarzem. Ważne, by teraz powrót na boisko był dla nas szczęśliwszy.

 

Z tej samej kategorii