Jacek Paszulewicz: Jestem towarem deficytowym

Jacek Paszulewicz to człowiek nietuzinkowy. Co bodaj najlepiej oddaje spektrum ważnych dla nowego trenera katowickiego GKS lektur - od Starego Testamentu po „Mein Kampf”.

Pierwszy trening GKS Katowice
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Adam GODLEWSKI: Ma pan poczucie, że pracę w GieKSie zaczął na wariackich papierach?
Jacek PASZULEWICZ: - Wszystkie moje decyzje sportowe, również te z czasów kariery piłkarskiej, były podejmowane na wariackich papierach. Jako zawodnik zmieniałem kluby z dnia na dzień. Natomiast już jako szkoleniowiec propozycję z Floty dostałem o ósmej rano, a już w południe tę ofertę przyjąłem. I stawiłem się w Świnoujściu jeszcze tego samego dnia wieczorem. Podobnie wyglądało zatrudnienie w charakterze asystenta w Olimpii, identycznie – objęcie posady pierwszego trenera w Grudziądzu. Zatem teraz i tak miałem więcej czasu na zastanowienie.

Ile konkretnie?

Jacek PASZULEWICZ: - Kiedy pojawiła się oficjalna informacja o moim rozstaniu z Olimpią do akcji wkroczyły władze GKS. Szybko doszło do spotkania, podczas którego przedyskutowaliśmy nasze wizje prowadzenia zespołu. Okazały się spójne, dlatego zdecydowałem się na podpisanie kontraktu w Katowicach.

Dlaczego umowa została parafowana na rok? Z reguły kontrakty szkoleniowców sporządza się tak, aby wygasały na zakończenie rozgrywek. Bieżących lub następnych.

Jacek PASZULEWICZ: - Kontrakt jest tak skonstruowany, że w praktyce może okazać się trzyletni. Ma oczywiście kilka obwarowań, a fakt, że został podpisany na rok jest przede wszystkim sygnałem – dla wszystkich zainteresowanych - iż w moim przypadku nie ma hasła: - Ekstraklasa albo śmierć.

Trzy lata na posadzie w Katowicach bez awansu z pierwszej ligi...

Jacek PASZULEWICZ: - ...to oczywiście nierealne. Cel w postaci przeskoczenia do najwyższej klasy jest krótko- i średnioterminowy. Sześć punktów straty do miejsca gwarantującego awans to w przypadku GKS aż sześć punktów. Jeśli jednak popatrzymy na to, jak bardzo spłaszczona jest tabela Nice 1. ligi można też spokojnie dojść do wniosku, że to tylko sześć punktów. Tym bardziej, że moje dwie ostatnie wiosny w Grudziądzu pokazały, że odrobienie takiego dystansu w rundzie rewanżowej nie jest czymś niemożliwym. Trzeba oczywiście liczyć na potknięcia rywali, ale przede wszystkim – należy samemu grać dobrą i skuteczną piłkę.

Dlaczego na dzień dobry straszy pan piłkarzy z góry zapowiadając, że zawodnicy katowickiej drużyny będą dzwonić ze skargami do dziennikarzy?

Jacek PASZULEWICZ: - To może nie jest element strategii prowadzenia zespołu, ale takie sytuacje powtarzały się od dwóch lat. Nowi zawodnicy zimą zwykle przeżywali u mnie szok poznawczy, a przecież oprócz Lukasa Klemenza nie pracowałem wcześniej z żadnym piłkarzem GKS. Dlatego wolę z góry lojalnie uprzedzić, że moim konikiem jest przygotowanie motoryczne, zaś cały okres poprzedzający rundę jest niezmiernie trudny do przetrwania. Uspokajam – okres startowy... nie jest lżejszy, ponieważ obciążenia treningowe w trakcie rozgrywek również są bardzo wysokie. Praktyka pokazuje, że w większości grupa jest w stanie zaadaptować się do moich metod, ale słabe jednostki odpadają.

Jako piłkarz musiał pan jeszcze podczas zimowych przygotowań biegać po górach?

Jacek PASZULEWICZ: - Owszem, w ŁKS zdarzyło mi się wspinać na szczyty. Rozumiem aluzję, ale współcześnie droga do wypracowania formy jest inna, i absolutnie nie prowadzi przez góry. Zresztą piłkarze z Katowic już zapewne mają pojęcie o preferowanym przeze mnie sposobie przygotowań, bo mimo wszystkich różnic w porównaniu z czasami, w których grałem poczta pantoflowa wśród zawodników działa z równie wielkim rozmachem. Mają zatem świadomość, że intensywność zajęć jest rzeczywiście bardzo duża, a czas pracy długi, ale większość ćwiczeń wykonujemy w formie gier. Z nadzieją, że ci którzy przejdą przez ten okres, będą mieli później dużą swobodę w sprzedawaniu umiejętności czysto piłkarskich. Bez biegania na określonej intensywności zaprezentowanie choćby i świetnego wyszkolenia w obecnym futbolu nie jest już po prostu możliwe. Nawet w polskiej pierwszej lidze żaden zespół nie może sobie pozwolić na przebiegnięcie dystansu poniżej stu kilometrów. A ja jestem bardziej ambitny.

 

Komentarze (13)

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
do ~HL1964:
No photo~HL1964Użytkownik anonimowy
15 sty 19:30 użytkownik ~HL1964 napisał
Wydaje mi sie ze bdb lepiej gość jest bez doświadczenia i bdb chciał się wybić myślę że bdb taki ja Nawalka Brosz..
Brosz po sukcesach wprowadzenia swojego klubu do 1 ligi i później z injnym klubem po kolejnym awansie do Ekstraklasy i nawet dojściu do el. eur. pucharów nie wstydził się wziąć 3 ligowy klub z którym ostatecznie też wywalczył awans. Zapytaj tego bufona Jacusia czy po jego ZEROWYCh sukcesach a jedynie prowadzeniu 1-ligowej drużyny z którą za roku na rok obniżał poziom objąłby 3-ligowy klub z jakiejś małej wioski o którym 90% kibiców w Polsce nawet nie słyszało.
Deficytowy towar to coś co chcą wszyscy a nie wszystkich na taki stać. Tych których stać jest tyle że taki deficytowy towar zamawiają wcześniej i czekają na okazję aż się trafi. Tego "Paliszewca" nawet nie chcieli w Grudziądzu który przez niego jest w strefie spadkowej. W GieKSie pewnie zatrudniony jest tylko po jakiś kolesiowskim układzie i tyle.
Nosz Q. wa !!!
Porównajcie ten sezon Mandrysza który ledwo co objął nowy zespół, po słabszym początku zaczął w końcu lepić drużynę i piąć się w górę (z tym czym dysponował) a miał mały wybór bo w GieKSie to po tylu kontuzjach zrobił się szpital i porównajcie Paluszewicza który dysponował drużyną przez 3 i pół sezonu i co rok obniżał jej poziom aż do strefy spadkowej ?
A o porównaniu dotychczasowych osiągnięć obydwóch trenerów to już nawet nie wspomnę.
No więc jak ty chcesz porównywać gościa z Broszem czy Nawałką skoro on przy Mandryszu wysiada ?
Zresztą co tam, ostatnio...
M.Brosz w bezpośredniej rywalizacji na trenera roku wygrał w cuglach z L. Ojrzyńskim który wywalczył z przeciętną Arką PP i SP to gdzie tu porównanie ? Z kim i do kogo ? A do Nawałki to już jakiś żart - oni obaj (z Broszem) prowadzili swoje 1-ligowe kluby i w swoich debiutach wprowadzali je do Ekstraklasy po czym w Ex.-kl. nie schodzili z górnej ósemki a ten ponad 3 lata w 1 lidze i coraz to gorszy wynik.
16 sty 12:24 | ocena:88%
Liczba głosów:8
88%
13%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
do ~Lewy obronca:
No photo~Lewy obroncaUżytkownik anonimowy
15 sty 18:35 użytkownik ~Lewy obronca napisał
Trenerze powodzenia i do pracy ,a efekty napewno przyjda.
Jaki bufon ? ? ?czlowiek pewny siebie ,wie czego chce !
Znam jedną CRyśkę z Madrytu która też jest bardzo pewna siebie że jest najlepszym zawodnikiem na świecie i to w całej dotychczasowej historii futbolu. Jakoś 99% kibiców z czego ok 10-20% to sami dziennikarze sportowi w to b. wątpi i tylko 1% ślepo zakochanych fanboyów jej wierzy :)))
16 sty 11:07 | ocena:100%
Liczba głosów:7
100%
0%
Link do tego komentarza:
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
do ~HL1964:
No photo~HL1964Użytkownik anonimowy
15 sty 19:30 użytkownik ~HL1964 napisał
Wydaje mi sie ze bdb lepiej gość jest bez doświadczenia i bdb chciał się wybić myślę że bdb taki ja Nawalka Brosz..
CRystyna z Madrytu też jest pewna że jest najlepsza na świecie i to jest pewna do tego stopnia iż twierdzi że jest najlepsza w całej historii dotychczasowego futbolu a jakoś to się ostatnio mija z prawdą.
16 sty 03:09 | ocena:100%
Liczba głosów:8
100%
0%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii