Ze śląskim charakterem

Konferencja prasowa GKS Katowice
 fot. Rafal Rusek  /  źródło: Pressfocus

Dzień przed trzecim tego lata sparingiem popytaliśmy Piotra Mandrysza o dotychczasowe transfery i o dalsze potrzeby personalne w jego drużynie.

Dariusz LEŚNIKOWSKI: Zespół buduje się od tyłu - mówią zawsze trenerzy. Pan zaczął dosłownie: od sprowadzenia czterech obrońców. Tak wyszło czy jednak przywiązanie do porzekadła?
Piotr MANDRYSZ: - Klub był niezadowolony z wiosennych występów stoperów, stąd skorzystał z prawa „niekosztownych” rozstań z Tomaszem Wisio i Oliverem Praznovskim i zastąpił ich Tomaszem Midzierskim i Lukasem Klemenzem. Odejście Alana Czerwińskiego siłą rzeczy wymusiło poszukiwanie prawego obrońcy. Może tam grać oczywiście Adrian Frańczak, ale to zawodnik o inklinacjach ofensywnych, z konieczności przekwalifikowany na obrońcę. Zdecydowaliśmy się więc na Tomka Mokwę, któremu akurat podziękował Piast. Niespodziewanie - wraz z odejściem Dawida Abramowicza - zrobił się jednak problem na lewej stronie, więc - mimo angażu Mateusza Mączyńskiego - wciąż szukamy lewego obrońcy. Niełatwe to, bo takich piłkarzy na rynku jest niewiele. Ale próbujemy. A drugie zadanie - poza personalnym uzupełnieniem tej linii - ważna rzecz to „sklejanie” bloku obronnego na murawie. Bo tych roszad rzeczywiście było wiele.

Zostali tylko Mateusz Kamiński i Damian Garbacik. W jakiej roli widzi pan tego drugiego?
Piotr MANDRYSZ: - Jako stopera, ewentualnie lewego obrońcę; zwłaszcza teraz, gdy na tej pozycji pojawił się problem.

Nie było dotąd okazji zapytać o tych pozyskanych graczy, więc poproszę o pańskie refleksje dotyczące każdego z nich. Mokwa?
Piotr MANDRYSZ: - Jest z nami krótko. Kiedy już pracowaliśmy, on jeszcze odpoczywał, więc ma zaległości i potrzebuje trochę czasu, by do nas doszlusować. Ale jak już to zrobi, będzie - mam nadzieję - twardo grającym obrońcą. Lepszy jest na pewno w ustawieniu czwórką w defensywie, niż „na wahadle”, jak zdarzało mu się grywać w Piaście.

Druga strona obrony: Mateusz Mączyński.
Piotr MANDRYSZ: - Chciał zmienić klub po 5,5 roku w Tychach. Potrzebował nowego bodźca; a że chyba dobrze mu się kiedyś współpracowało ze mną, chętnie podjął wyzwanie i dołączył do nas. Kiedy pracowałem w Niecieczy, robiliśmy przymiarki do tego zawodnika. Ale nim przeprowadzkę sfinalizowano, odszedłem z klubu i temat „umarł”. Angaż Mateusza pokazuje generalny kierunek, w którym idziemy: charakterni ludzie ze Śląska, znający kult ciężkiej pracy i pokazujący go na boisku. Kibic zawsze taką właśnie postawę doceni.

Mączyński to - zdaje się - piłkarz uniwersalny?
Piotr MANDRYSZ: - U mnie grywał tylko na lewej obronie i tam go widzę. Choć zdaję sobie sprawę, że akurat w Tychach w ubiegłym sezonie grał niemal wszędzie, poza tą jedną pozycją.

Dwóch stoperów wiekowo dzieli dekada.
Piotr MANDRYSZ: - Tomek Midzierski - kolejny chłopak stąd, bo z Jastrzębia przecież ma do nas niedaleko. Świetny we współpracy, dbający o atmosferę w szatni, do tego z końskim zdrowiem: 34 mecze w sezonie w pełnym wymiarze - szacunek. No i pasuje do naszej filozofii grania.

Z tej samej kategorii