„T” jak tato, „t” jak trener

Trening GKS Katowice
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Sytuacja, w której ojciec zostaje szkoleniowcem drużyny z własnym synem w składzie, nie jest niczym niezwykłym. W rodzinie Mandryszów zdarza się już po raz drugi.

Katowiczanie są już po inauguracyjnych zajęciach (we wtorek) oraz po środowych testach szybkościowych i wydolnościowych. - Jak to po urlopach: pierwszy trening, choć generalnie niezbyt forsowny, dał się nam we znaki - uśmiecha się Paweł Mandrysz, który - podobnie jak paru kolegów - przed nowym sezonem mentalnie „ładował akumulatory” na wakacjach w Grecji. I to tam zastała go oficjalna informacja o tym, że w kolejnych rozgrywkach pracować będzie pod okiem... ojca. - Pierwsze myśli? Byłem zaniepokojony, może nawet zły. Pomyślałem wręcz: „Chyba trzeba będzie zmienić klub” - dodaje pomocnik GKS-u.

 

Junior zdenerwowany, senior surowy
Być może miał w pamięci historię sprzed kilku sezonów, kiedy podopiecznym Piotra Mandrysza był jego starszy syn. Tato wprowadzał go w arkana seniorskiej piłki w szczecińskiej Pogoni, co po latach... obie strony wspominały jako trudne doświadczenie. - Był bardziej wymagający wobec mnie niż wobec innych piłkarzy. A ja podczas treningów i meczów najzwyczajniej w świecie byłem zdenerwowany, robiłem błędy, źle podawałem, wdawałem się w niepotrzebne dryblingi - tak opowiadał o początkach tej współpracy [Robert Mandrysz]. A ojciec? - Byłem bardzo surowy dla syna - kaja się Piotr Mandrysz. - Oceniałem go mniej sprawiedliwie niż pozostałych, bo nie chciałem być posądzony o faworyzowanie go.

 

Rozmowy? Jak najmniej
Teraz - też w wieku 19 lat, bo tyle miał wówczas Robert - podopiecznym taty został Paweł. - Porozmawialiśmy jednak w gronie rodzinnej o obecnych okolicznościach i teraz podchodzę już do nich dużo spokojniej. Powiem więcej: ponieważ nie miałem do tej pory okazji do współpracy z tatą na gruncie zawodowym, jestem podekscytowany faktem, że teraz będę mógł poznać jego warsztat - dodaje Mandrysz-junior. A jego nowy szkoleniowiec zdecydowanie separuje kontekst zawodowy od prywatnego, czyli rodzinnego. - Chłopcy są w domu dość hermetyczni, jeśli chodzi o ich piłkarskie przygody. Staram się jak najmniej rozmawiać z nimi na ten temat - podkreśla Piotr Mandrysz. Z drugiej strony - w poprzednim sezonie był bardzo częstym gościem przy Bukowej, często oglądając na żywo młodszą latorośl.

 

Ale to już było...
Jako ciekawostkę zauważmy, że w przeszłości w podobnej sytuacji - jako trenerzy swych pociech - znajdowali się też inni szkoleniowcy. Jerzy Brzęczek na przykład w Rakowie Częstochowa miał pod swymi skrzydłami syna Roberta; Ryszard Wieczorek z kolei w Energetyku ROW Rybnik i Legionovii miał w swych zespołach syna Jarosława.

 

Komentarze

Napisz komentarz
No photo
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
~HAnyseKSG :
No photo~HAnyseKSGUżytkownik anonimowy
M jak Mandrysz
23 cze 01:59 | ocena:89%
Liczba głosów:9
89%
11%
Link do tego komentarza:
Z tej samej kategorii