Maciej Bębenek, pechowiec górnośląski

Gdyby był w pełni zdrowia i formy, w ciągu czterech dni odbyłby dwie „podróże sentymentalne”: grał przecież i w Sandecji, i w Górniku Zabrze. Ale mecze obecnych kolegów z byłymi Maciej Bębenek obejrzy wyłącznie z trybun.

GKS KATOWICE - SANDECJA NOWY SACZ
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Górny Śląsk „krakusowi” - jest 32-letni pomocnik wychowankiem Wieczystej Kraków - zdecydowanie nie służy. Nie przebił się w ekstraklasowej Polonii Bytom (wiosna 2009), w kolejnym sezonie „na ostatniej prostej” w barwach Sandecji Nowy Sącz przegrał walkę o awans do elity z Górnikiem Zabrze. - Zabrakło doświadczenia; nie wytrzymaliśmy ciśnienia związanego z rywalizacją o taką stawkę - ocenia Maciej Bębenek. - Dwa mecze z końcówki tamtego sezonu pamiętam do dziś. Najpierw przegraliśmy u siebie z Widzewem aż 1:6, chociaż - wiem, że brzmi to dziwnie - mieliśmy w tym spotkaniu przewagę, a rywal trafiał nas przy każdej akcji ofensywnej. Zresztą tak naprawdę... w ogóle nie powinniśmy wtedy grać, bo boisko było jedną wielką kałużą. A 10 dni później zremisowaliśmy u siebie z Wisłą Płock i szanse na historyczny dla Nowego Sącza awans diabli wzięli - wspomina.

 

Najpierw prawe...
A jednak on do ekstraklasy trafił - po transferze do Górnika Zabrze. Wiele się jednak w nim nie nagrał; nie wytrzymało więzadło w prawym kolanie. Sportowo stracił dwa lata. Odbudował się... oczywiście w Nowym Sączu, latem 2015 roku znów wylądował na Śląsku. - Przyjąłem ofertę GieKSy, bo - po pierwsze - byłem w dobrej dyspozycji, po drugie - chciałem pójść do wielkiego klubu i z nim powalczyć o awans. Już nie chciałem się rzucać od razu na głęboką ekstraklasową wodę, tylko krok po kroku do niej wchodzić - tłumaczy decyzję.

 

... potem lewe
W sezonie 2015/16 jednak się nie udało. A kiedy jesienią ub. roku wszystko zaczęło się wreszcie przy Bukowej układać (- Akurat mieliśmy na koncie serię 9 meczów bez porażki - mówi zawodnik), u Bębenka odezwały się „demony przeszłości”. - Borykałem się w tym okresie z drobnymi kontuzjami, w pierwszej drużynie grałem więc nieregularnie. Częściej w rezerwach - wspomina. I właśnie w IV-ligowym starciu z Sarmacją w Będzinie, 8 października, znów zerwał więzadła; tym razem w lewym kolanie. - Adrenalina na murawie była tak wielka, że nie zdawałem sobie sprawy z powagi sytuacji. Nawet dograłem mecz do końca. Dopiero w nocy kolano spuchło, a rezonans wykonany parę dni później potwierdził najgorszą diagnozę - wzdycha doświadczony pomocnik. Potem był zabieg rekonstrukcji i - półroczna już - rehabilitacja. - Jestem w tym momencie w mocnym treningu motorycznym i wytrzymałościowym. Właściwie lada dzień mógłbym zacząć treningi z zespołem, z piłką przy nodze, ale... w tym momencie to już bez sensu - zaznacza.

 

Bez argumentów
Jego kontrakt z GKS-em wygasa z końcem czerwca. Oferty przedłużenia (na razie) nie dostał, no bo też - ze względu na uraz i rekonwalescencję - nie dał żadnych argumentów, by takowa się pojawiła. - Nie łudzę się; wiem w jakim momencie jestem ja, a w jakim GKS. Pogodziłem się z tym, że latem szukać będę musiał nowego klubu. Dlatego nie przyspieszamy na siłę momentu powrotu na boisko. Ważne, bym okres przygotowawczy mógł rozpocząć z pełnym obciążeniem - podkreśla.

 

Żadnych negatywnych emocji
Sandecja - jak wspomnieliśmy - dwukrotnie okazywała się dlań „trampoliną” do lepszych kontraktów i lepszej (przynajmniej w teorii) piłki. Teraz jednak ona sama jawi się kandydatem numer 1 do awansu. - Z roku na rok pięła się w tabeli pierwszej ligi, konsekwentnie wzmacniała skład zawodnikami, którzy z niejednego pieca chleb jedli. Grzesiu Baran trzyma środek pola, Maciek Korzym odżył w rodzinnych stronach, oddychając znów górskim powietrzem, fantastycznie - do momentu kontuzji - grał Maciek Małkowski. Na dodatek w Nowym Sączu w zasadzie nigdy nie było wokół drużyny żadnych negatywnych emocji. Kiedy coś nie wychodziło, ze spokojem mówiono: „Spróbujemy za rok”. No i dziś moi niedawni koledzy są naprawdę blisko czegoś wielkiego - analizuje Maciej Bębenek.

 

Wpis do CV
W piątek (godz. 17.45) oczywiście zasiądzie na trybunach przy Bukowej. Jakiego scenariusza się spodziewa? - Otwartego meczu. Jestem pewien, że goście nie cofną się na 20. metr i nie będą czekać na okazję do kontry. Mają sporo argumentów, by podjąć z nami walkę - przewiduje pomocnik GieKSy. Jeśli jego prognozy się sprawdzą, spodziewać się chyba można wielkiego widowiska! A za kogo będzie ściskać kciuki? - To akurat proste. Co prawda nie nagrałem się w tym sezonie za dużo, ale jeśli GKS wywalczy ekstraklasę, to i ja w CV będę sobie mógł wpisać awans! - uśmiecha się na koniec.

 

Z tej samej kategorii