Jerzy Wijas: Uciszona Cicha

Jerzy Wijas
 fot. Marek Hajkowski  /  źródło: newspix.pl

Były pomocnik GKS-u Katowice przed meczem GKS-u Katowice z Ruchem chorzów wspomina swoje derbowe potyczki, które mocno zapadły mu w pamięci.

Spotkania z Ruchem były dla nas tak samo elektryzujące, jak z Górnikiem, Legią i Widzewem, który w tamtych czasach był bardzo silny. Najlepiej pamiętam dwa mecze w Chorzowie, przed moim wyjazdem do Izraela. W tym pierwszym zremisowaliśmy na Cichej 1:1 (odbył się 18 marca 1989 roku - przyp. BN). Przed meczem trener Władysław Żmuda nas uczulał, byśmy pilnowali przede wszystkim Krzyśka Warzychę i Mirka Bąka. Zadanie było jasne, ale „Gucio” i tak strzelił gola, po którym Ruch prowadził 1:0. Na szczęście szybko udało nam się wyrównać. Po rogu któryś z kolegów strącił piłkę, a ja nogą strzeliłem z bliska nie do obrony. Rysiek Kołodziejczyk nie miał szans. „Gucio” Warzycha był naprawdę trudny do upilnowania, dużo biegał, zmieniał pozycje, a poza tym piłka go ewidentnie szukała w polu karnym. Na trybunach było wtedy chyba 20 tysięcy kibiców, lubiłem taką atmosferę. A poza tym generalnie przeciwko Ruchowi dobrze nam się grało. Drugi pamiętny dla mnie mecz graliśmy latem (12 sierpnia 1989 r. - przyp. BN), wygraliśmy 3:0, a mogliśmy jeszcze wyżej. „Kotlet”, czyli Wiktor Morcinek, nie strzelił jednak drugiego karnego. Drugiego, bo pierwszy - zaraz na początku meczu - wykorzystał. Tego przy stanie 2:0 już jednak zepsuł. Mimo to uciszyliśmy wtedy trybuny na Cichej.

 

Z tej samej kategorii