Co to było? Bieg... radości

GKS Katowice - Olimpia Grudziadz
 fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Dwie derbowe przegrane odbiły się znacząco na frekwencji przy Bukowej. W sobotę „Blaszok” wypełnił się może w 15 procentach, z trybun zaś przez długi czas częściej słychać było raczej szydercze brawa, niż oklaski z powodu ładnych akcji i zagrań.

Przez długie minuty dostawało się zwłaszcza Wojciechowi Kędziorze. Walczył za dwóch, ale... zdecydowanie za rzadko znajdował zrozumienie z partnerami. Stąd też owe liczne gwizdy, które po zdobyciu fantastycznego gola uciszył charakterystycznym gestem (patrz zdjęcie), wykonanym przed sektorem czwartym. - Co to było? Bieg... radości - skomentował z uśmiechem owo „przedefilowanie” przed trybunami (z palcem na ustach) doświadczony napastnik. - Statystyki pokazują, że trudno się nam u siebie gra... - dodawał, nawiązując do kiepskiej frekwencji i niewybrednych okrzyków.

 

- Nie powiem, że się fajnie gra w takich warunkach, przy takim „dopingu”. Ale przecież przegraliśmy ważne prestiżowe mecze derbowe, graliśmy słabo, więc taką frekwencją nie jestem zdziwiony. A szydera? Musimy być na nią odporni i zająć się na tym, co na boisku, a nie na trybunach - Sebastian Nowak też z niejednego pieca chleb jadł i niejedną (nie)łaskę kibica przeżył. Podszedł więc spokojnie do wspomnianej otoczki meczu.

 

Zdegustowany musiał nią być natomiast trener GieKSy, bo i pod jego adresem sypały się z widowni epitety. - Spotkanie było trudne, ale takie jest każde grane u siebie. Mam nadzieję, że teraz przywieziemy punkty z dwóch wyjazdów, bo myślę, że na wyjazdach gra się nam łatwiej - w taki sposób do owych okrzyków odnosił się Piotr Mandrysz na konferencji prasowe. Na tejże w kilku zdaniach skomentował przebieg gry, a potem opuścił salę. - Nie będę odpowiadać na pytania, bo się źle czuję - wyjaśnił krótko.

 

Z tej samej kategorii