Adrian Błąd: Oferuję serce i płuca

Roczny kontrakt z katowiczanami wychowanek Zagłębia podpisał już 21 sierpnia, tydzień tmu w sparingu z Cracovią zdobył gola dla GieKSy, ale dopiero w sobotę - być może - zadebiutuje w ligowym meczu w barwach ekipy z Bukowej.

Dariusz LEŚNIKOWSKI: „Nie narzekam na moją karierę. I mam nadzieję, że zdążę jeszcze wyjechać za granicę” - mówił pan w jednym z wywiadów bodaj cztery lata temu, po powrocie do Zagłębia z udanego wypożyczenia do Zawiszy. Zamiast „emigracja za chlebem” jest jednak GKS Katowice....
Adrian BŁĄD: - Życie czasem bywa brutalne i plany weryfikuje. Ale - mając „dopiero” i „aż” 26 lat - jestem w najlepszym wieku do gry i w zagraniczny wyjazd jeszcze wierzę. Mogę wciąż jeszcze myśleć o wysokich celach. A na razie muszę „łapać” minuty na boisku - stąd moja obecność w GieKSie.

To prowokujące pytanie nie było przypadkowe: 8 lat temu głośno było o zdolnym osiemnastolatku, przebojem wchodzącym do ekstraklasy w barwach Zagłębia. Ale od tamtej pory tak naprawdę ów „młody zdolny” już młodym przestał być, a ekstraklasowy dorobek chyba i pana nie do końca satysfakcjonuje?
Adrian BŁĄD: - Jakoś niepisana mi wielka przygoda w tej ekstraklasie... W Zagłębiu rzeczywiście nie byłem nigdy „piłkarzem pierwszego wyboru”. Dobrze szło mi potem na wypożyczeniu w pierwszoligowym Zawiszy, miałem swój udział w awansie, ale wróciłem do Lubina i... znów grałem mniej, niż bym oczekiwał. Miniony sezon w Arce? Też trochę grywałem, ale częściej - nie. Choć ten czas na pewno będę wspominać dobrze: dzięki niemu mam na koncie Puchar Polski, zdobyłem też gola w derbach Trójmiasta. Każdemu życzę tych emocji, jakie daje taka bramka w takim meczu!

Te derby są gorętsze od meczów Zagłębie Lubin - Śląsk Wrocław?
Adrian BŁĄD: - Chyba tak. Choć w derbach Dolnego Śląska też kiedyś mocno odnotowałem swoją obecność: w osiem minut... zarobiłem dwie żółte - i w efekcie czerwoną – kartkę.

Niegrzeczny z pana chłopiec!
Adrian BŁĄD: - A tam! Najpierw sędzia podyktował rzut karny za faul na mnie, by za moment go anulować i pokazać mi żółtą kartkę za rzekome symulowanie. A potem wyraźnie czekał na mój kolejny faul.

Na prawdziwe derby - GKS - Ruch - jeszcze pan musi parę tygodni poczekać.
Adrian BŁĄD: - Czekam z niecierpliwością, ciekawy atmosfery takiego spotkania.

Dobra, podsumujmy lata w ukochanym Zagłębiu Lubin. Choć w ostatnich latach w klubie chętnie stawia się na wychowanków, pan jakoś specjalnie kolejnych trenerów nie rzucał na kolana...
Adrian BŁĄD: - Nie demonizowałbym. Miewałem swoje „pięć minut”, dostawałem szanse i... może po prostu nie wykorzystywałem ich w odpowiedni sposób?

Czyżbym słyszał pretensje do samego siebie w pana głosie?
Adrian BŁĄD: - Nie. Dojrzałem już do myśli, że w ekstraklasie nie ma miejsca na błędy, na słabszą formę. Najwidoczniej za każdym razem w kadrze znajdowali tacy, którzy prezentowali lepszą dyspozycję. Albo byli lepsi w detalach, które akurat miały znaczenie dla tego czy innego trenera.

W lipcu tego roku z Lubina popłynął komunikat: „Adrian Błąd zgłoszony do rozgrywek”. Czyli próbował pan po raz kolejny „zahaczyć się” w macierzystym klubie?
Adrian BŁĄD: - Przede wszystkim - w kontekście majowego złamania ręki w barwach Arki - zależało mi na tym, by po rekonwalescencji przejść pełny okres przygotowawczy z drużyną. Dlatego - mimo pojawiających się wówczas ofert z różnych klubów - skupiłem się wyłącznie na treningach w Lubinie. Chciałem mieć pewność, że jeżeli pod koniec okienka transferowego będę musiał szukać drużyny „do grania” - a zakładałem tę ewentualność, bo przecież trener Piotr Stokowi - moja forma będzie bez zarzutu. No i pojawiła się propozycja z GieKSy, której - dzięki przepracowaniu lata z Zagłębiem - mogę zaoferować serce i płuca.

Kiedy w 2011 roku z ekstraklasy odchodził pan do pierwszoligowego Zawiszy, miał pan 20 lat i „szukał minut” i doświadczenia, więc mógł pan sobie na krok w tył pozwolić. Teraz jest pan sześć lat starszy...
Adrian BŁĄD: -... i znów „szukam minut”. Co mi przyjdzie z siedzenia na ławce w ekstraklasie? Nawet samemu sobie w roli rezerwowego nie będę przydatny. A w pierwszej lidze być może tych występów trochę nazbieram i jeszcze się odbuduję. Fajnie, że ktoś chce mi dać szansę.

Słowem: „Bój się pierwsza ligo, nadchodzi człowiek z odkurzaczem” (właśnie odkurzacz był nagrodą dla Adriana Błąda za tytuł „pierwszoligowca sezonu 2011/12 - wyj. red.)?
Adrian BŁĄD: - Oby (śmiech)! A tak naprawdę - minęło już pięć lat i ta pierwsza liga jest dziś zupełnie inna. Bardzo się rozwinęła - również sportowo, znacznie więcej w niej zawodników z ekstraklasową przeszłością. Dzięki temu i tu piłka przestała już być siłowa, stała się bardziej techniczna. Trzeba być gotowym i na „koszenie”, i na techniczne fajerwerki.

Oglądał pan już na żywo mecze GieKSy z Chojniczanką i Odrą. Wnioski?
Adrian BŁĄD: - W obu przeciwnik się cofał i myślał głównie o obronie. Na pewno w tym kontekście popracować trzeba nad stwarzaniem okazji, a już na pewno - nad ich wykorzystywaniem. Bo „na zero z tyłu” grać GKS z pewnością potrafi; trzeba do tego dołożyć trafienia z przodu.

Aklimatyzacja na Śląsku?
Adrian BŁĄD: - Bomba! Ze znalezieniem mieszkania nie miałem kłopotu - Jakub Tosik jakiś czas temu kupił takowe w Mysłowicach. Szatnia? Też bez problemów. W Lubinie grałem z Wojtkiem Kędziorą, z Dawidem Plizgą; z Łukaszem Zejdlerem znam się z czasów, gdy wspólnie „obijaliśmy się” po reprezentacjach juniorskich czy młodzieżowych. A poza tym trochę lat już się w towarzystwie ligowym kręcę, więc i innych chłopaków w szatni znałem - lepiej czy gorzej - z boiskowej rywalizacji.

Osobiste cele na ten sezon?
Adrian BŁĄD: - Prezentować się tak, by za rok wrócić do ekstraklasy, może z GieKSą - to po pierwsze. Po drugie - dawać z siebie jak najwięcej dla drużyny, a nie tylko „być” na boisku.

 

Fot. Tomasz Folta / źródło: Pressfocus

Z tej samej kategorii