Kubicki chce ze Zniczem wypunktować Zagłębie

ZAGLEBIE LUBIN - PODBESKIDZIE BIELSKO-BIALA
 fot. Tomasz Folta  /  źródło: Pressfocus

Ostatnio znów trochę punktów nam uciekło, ale jesteśmy dobrej myśli i liczymy na przełamanie już w najbliższa sobotę w Sosnowcu - mówi trener Znicza Pruszków.

Na Stadion Ludowy w Sosnowcu przyjedzie w najbliższej kolejce przedostatnia drużyna tabeli. Teoretycznie powinna być skazana na porażkę, bo nie wygrała pięciu potyczek z rzędu. Ale na tym szczeblu rywalizacji stawianie tak wyrazistych prognoz może się okazać zgubne…

 

Łukasz ŻUREK: Jedno z klasycznych pytań w odniesieniu do ligowych outsiderów: czy aktualne miejsce w tabeli odzwierciedla potencjał zespołu?
Dariusz KUBICKI: - Myślę, że nie. Stać nas na znacznie skuteczniejszą grę niż w ostatnim czasie. Sądzę, że moi zawodnicy mają podobne zdanie. Dlaczego dzieje się inaczej? Jak zawsze wpływa na to wiele czynników – trochę brak szczęścia, trochę błędy indywidualne, trochę presja. To główne przyczyny tego, że na chwilę obecną nie punktujemy tak, jak byśmy sobie tego życzyli.
Wspomniał pan o presji. Pruszków to jedno z tych miast, gdzie trener nie może liczyć na komfort spokojnej pracy?
Dariusz KUBICKI: - Presja jest wszędzie. Nie jesteśmy pod tym względem wyjątkiem. Solidnie pracujemy, przygotowujemy się jak najlepiej do każdego kolejnego spotkania, nie mamy sobie nic do zarzucenia. Kiedy przychodziłem do zespołu, nie radził sobie w tej lidze najlepiej. Udało nam się jednak dosyć szybko złapać kontakt z innymi drużynami walczącymi o uniknięcie degradacji. Ostatnio znów trochę punktów nam uciekło, ale jesteśmy dobrej myśli i liczymy na przełamanie już w meczu z Zagłębiem.
W tegorocznych potyczkach sosnowiczanie nie zrobili wiele, by budzić u kolejnych rywali respekt…
Dariusz KUBICKI: - Analizujemy bardzo dokładnie ich potyczki ze Stomilem i Katowicami. Na tej podstawie szukamy sposobu, który pozwoli nam wzbogacić dorobek punktowy na Stadionie Ludowym. Nie wracamy natomiast do wysokiej porażki Zagłębia w Nowym Sączu. Takie mecze po prostu się zdarzają. My też ostatnio zostaliśmy rozbici w Olsztynie (porażka 1:5 ze Stomilem - przyp. red.) i chcielibyśmy o tym spotkaniu jak najszybciej zapomnieć.
Z czego wynika wasz korzystniejszy bilans meczów wyjazdowych?
Dariusz KUBICKI: - Nasza gra nie opiera się na wyrafinowanym ataku pozycyjnym. Nie mamy do tego odpowiednich wykonawców. Preferujemy atak szybki. Lubimy mieć dużo miejsca i zagrać z kontry, a na obcym terenie częściej mamy ku temu okazję. U siebie rzadko.
W tym sezonie najdotkliwszej porażki domowej Znicz doznał właśnie w starciu z Zagłębiem. Co pan zapamiętał z bolesnego 1:4?
Dariusz KUBICKI: - Byłem na tym meczu jeszcze jako kibic. W tamtym okresie Zagłębie dominowało nad większością rywali, więc wygrało bez problemu. I w pełni zasłużenie.
Drużynę Znicza w większości tworzą ci zawodnicy, z którymi trener Dariusz Banasik awansował do I ligi. Dla kogo może to stanowić rodzaj handicapu przed sobotnim starciem?
Dariusz KUBICKI: - W dzisiejszej dobie szybkiej wizualizacji żaden przeciwnik większej tajemnicy nie stanowi. Już 24 godziny po ostatnim gwizdku można dysponować nagraniem wideo i do woli analizować wady i atuty rywala. Sztaby informacji nie mają problemu z pozyskaniem materiału. Dlatego o końcowym wyniku w znacznie większym stopniu niż kiedyś decyduje dyspozycja dnia i mniejsza liczba błędów indywidualnych. W najbliższej kolejce faworytem będzie Zagłębie. Ale to nie znaczy, że trzy punkty nie mogą pojechać do Pruszkowa. Nie tylko my jesteśmy pod presją, sosnowiczanie też – mimo że mamy przed sobą różne cele. My się bronimy przed spadkiem, Zagłębie walczy o elitę.
Na zapleczu ekstraklasy dawno już nie mieliśmy tak wielu kandydatów do awansu. To znaczy, że poziom rozgrywek skokowo poszedł w górę?
Dariusz KUBICKI: - Nie jestem pewien, czy to trafiona teza. Na pewno ten poziom bardzo się wyrównał. Nie ma już w stawce takich drużyn, jak Zagłębie Lubin czy Termalica Nieciecza, które były poza zasięgiem całej reszty. Dzisiaj każdy wietrzy szansę dla siebie i stąd tak ciekawe rozgrywki. O awans do samego końca będzie walczyć 5-6 zespołów.
Na tym szczeblu rozgrywek ma pan wyjątkowo bogate CV. Nie każdy prowadził warszawską Legię i nie każdy potrzebny był w dalekim Nowosybirsku…
Dariusz KUBICKI: - Trener uczy się czegoś nowego każdego dnia. To taki zawód, że jeśli codziennie się nie doskonalisz i nie śledzisz aktualnych trendów, to szybko zostajesz w tyle. Z kolei każde nowe wyzwanie szkoleniowe i interpersonalne powoduje, że nabierasz dobrze rozumianej rutyny. I tak właśnie o sobie myślę – z każdym rokiem jestem trenerem coraz bardziej doświadczonym. Czy coraz lepszym? Na to pytanie trudno zwykle odpowiedzieć w sposób jednoznaczny.

 

Z tej samej kategorii