Paluchowski: Przy Kresowej nikomu nic nie muszę udowadniać

Zaglebie Sosnowiec - Lech Poznan
 /  fot. Rafał Rusek  /  źródło: Pressfocus

Wróciłem do Warszawy, mieszkam dzisiaj u siebie w domu i gram w tej samej lidze. Nie narzekam - mówi były napastnik Zagłębia Sosnowiec.

Barwy sosnowieckiego klubu reprezentował w sezonie 2015/16. W sumie rozegrał dla Zagłębia 18 spotkań i trzykrotnie wpisał się na listę strzelców. Dzisiaj wraca na dobrze sobie znany teren.

 

Łukasz ŻUREK: Gdyby zapytać o pana najlepszy występ na Stadionie Ludowym…
Adrian PALUCHOWSKI: - …to musiałbym wskazać chyba ten przeciwko Sandecji Nowy Sącz. Pewnie dlatego, że w tym meczu zdobyłem swoją jedyna bramkę dla Zagłębia w lidze. Wygraliśmy 2:0, a ja otworzyłem wynik spotkania.
Myślałem, że może wskaże pan rewanżową potyczkę z Lechem Poznań w półfinale Pucharu Polski. W drodze do finału nikt inny „Kolejorzowi” gola nie strzelił…
Adrian PALUCHOWSKI: - Pamiętam tamten mecz doskonale. Kwiecień ubiegłego roku, skończyło się 1:1. Wszedłem na sam koniec, grałem niespełna kwadrans. Występ nie był zły, trafiłem do siatki. Ale to nieduże pocieszenie, bo remis oznaczał, że w finale nie zagramy. W pierwszym spotkaniu było 0:1.
Czuł się pan latem rozgoryczony, kiedy władze Zagłębia dały wolną rękę w poszukiwaniu nowego klubu, mimo że kontrakt pozostawał ważny? Zwykle w takich sytuacjach mówi się, że piłkarz ma coś do udowodnienia…
Adrian PALUCHOWSKI: - Nie. Myślę, że nikomu nic nie muszę udowadniać. Nigdy nie jest przyjemnie się rozstawać, gdy umowa zachowuje ważność, ale tak wygląda życie piłkarza. Dzisiaj jesteś tu, jutro tam. Taka była decyzja zarządu Zagłębia i przyjąłem to do wiadomości. Wróciłem do Warszawy, mieszkam dzisiaj u siebie w domu i gram w tej samej lidze. Nie narzekam.
Jesienią strzelił pan Zagłębiu gola, ale skończyło się porażką Znicza 1:4. Nie dało się uniknąć pogromu?
Adrian PALUCHOWSKI: - W tamtym dniu nie mieliśmy żadnych argumentów, żeby przeciwstawić się wyżej notowanemu rywalowi. Zagłębie było zespołem o klasę lepszym, jeśli nie o dwie. Kultura i organizacja gry na poziomie dla nas zdecydowanie za wysokim.
Słychać jednak głosy, że w Zniczu drzemie niemały potencjał. Skąd zatem tak niskie miejsce w tabeli?
Adrian PALUCHOWSKI: - Potencjał rzeczywiście jest spory. Przeszkodę w osiąganiu lepszych rezultatów stanowi być może wąska kadra. Zamierzamy jednak w każdym kolejnym meczu udowodnić, że potrafimy grać w piłkę. W tej lidze naprawdę wszystko może się zdarzyć. Przy Kresowej faworytem w sobotę będzie Zagłębie, ale to nie oznacza, że skazani jesteśmy na pożarcie.
Nadal postrzega pan Zagłębie jako głównego pretendenta do awansu?
Adrian PALUCHOWSKI: - Powiem szczerze, że w początkowej fazie sezonu innego kandydata nie widziałem. Boisko zweryfikowało jednak taki punkt widzenia. Okazało się, że chętnych do gry w ekstraklasie jest znacznie więcej. Lekko licząc, to grupa złożona przynajmniej z sześciu drużyn. Przed Zagłębiem trudne zadanie. Sądzę, że znacznie trudniejsze niż przed rokiem…

 

Z tej samej kategorii