Tarasiewicz da im w kość. „Parametry nie są takie, jak tego bym chciał”

Trener GKS-u Tychy zapowiada, że zimowy okres przygotowawczy będzie dla jego zawodników znacznie bardziej intensywny niż w poprzednich klubach, w których pracował.

Pilka nozna. Nice I liga. GKS Tychy. Trening. 11.10.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

Wszystko przez to, że Ryszard Tarasiewicz bardzo negatywnie odbierał sposób przygotowania drużyny do rundy jesiennej, czemu zresztą zdążył dać wyraz na kilku konferencjach prasowych. Rok tyszanie zakończyli dwiema z rzędu porażkami 0:3. Po tej z Wigrami Suwałki szkoleniowiec mówił, że musiał zmienić sposób pracy z zespołem, za co przypłacono gorszym występem, z kolei po tej w Mielcu zaznaczał, że do zawodników nie można mieć pretensji. Kibiców dziwiło to o tyle, że w wielu meczach – nie tylko pod wodzą wcześniejszego trenera, Jurija Szatałowa, ale już za kadencji „Tarasia” – tyszanie ratowali punkty w samych końcówkach.

 

Zaburzony rytm
W ostatnim kwadransie GKS strzelił łącznie 9 goli (po dwa Podbeskidziu i Ruchowi, po jednym – Wigrom, Stali, Olimpii, Puszczy i Rakowowi), co przełożyło się na uratowanie aż 10 punktów. Gdzie bez nich byłaby drużyna z ul. Edukacji 7, aż szkoda wspominać. Czy zatem rzeczywiście miała problemy natury motorycznej?
Tłumaczy Tarasiewicz: - W pierwszych pięciu meczach za mojej kadencji przecież graliśmy do ostatniego gwizdka! Z Puszczą i Rakowem zdobyliśmy bramki w końcówkach, spychaliśmy rywali do defensywy. GKS-u Katowice nie wypuszczaliśmy z „połówki”, rywal optyczną przewagę miał może tylko przez 15 minut, oddał jeden celny strzał. Spójrzmy jednak: odnosimy się do tego, że drużyna strzelała gole w końcówkach i na tej podstawie mówimy, że zespół był dobrze przygotowany. Trzeba jednak patrzeć przez rytm całego meczu – zwraca uwagę szkoleniowiec.
I te słowa już dają do myślenia. Bo rzeczywiście, pod wodzą Jurija Szatałowa zdarzało się, że zespół źle wchodził w mecz, wręcz przesypiał pierwsze kwadranse czy całe połowy, a budził się dopiero po straconych golach.

 

Pójdą w górę
- Gdy przyszedłem do Tychów, w pierwszych pięciu meczach był dobry rytm. Potem nas „odcięło”. Każdy trener pracuje od strony taktycznej i fizycznej tak, jak uważa. Moje zespoły zawsze docelowo grały równo przez 90 minut, ale na to potrzeba czasu. Liczby naprawdę nie kłamią. Mam wyniki badań wydolnościowych moich poprzednich zespołów i mam aktualne badania wydolnościowe GKS-u. Wiele poniżej normy może nie są, ale jeśli pewne parametry nie są takie, jak tego bym chciał, to w efekcie na boisku musimy być jeszcze bardziej zdyscyplinowani. Nieraz nie jesteśmy w stanie prowadzić takiej gry, jaką byśmy chcieli. Nie mamy możliwości szybkiego przechodzenia z obrony do ataku. To wykonywaliśmy za wolno – wyjaśnia Ryszard Tarasiewicz.
GKS do treningów wróci dopiero 18 stycznia. Rozpoczyna okres przygotowawczy zdecydowanie najpóźniej spośród wszystkich I-ligowców (a dokładnie dwa tygodnie po Podbeskidziu i Odrze Opole!), lecz – z drugiej strony – po rundzie jesiennej zajęcia trwały aż do 15 grudnia. Szkoleniowiec jeszcze podczas trwania zmagań o punkty zapowiadał, że da swoim podopiecznym po d… - Na pewno pod względem motorycznym pójdziemy do góry. Zimowe rozpiski dla zawodników były całkiem inne niż miało to miejsce w innych moich klubach. Treningi będą dużo bardziej intensywne – podkreśla Tarasiewicz.

Z tej samej kategorii