Świerczok blisko celu

GKS Tychy - Znicz Pruszkow
 fot. Łukasz Sobala  /  źródło: Pressfocus

Napastnik GKS-u Tychy przed startem wiosny deklarował, że jego celem na tę rundę jest zdobycie 10 bramek. Dziś ma ich na koncie 9. i liczy się w walce o koronę króla strzelców.

Nastawialiśmy się na to, że będziemy czekać na Podbeskidzie. Wiedzieliśmy, że u siebie będzie musiało grać atak pozycyjny. My próbowaliśmy kontr, co nie zmienia faktu, że przyjechaliśmy po trzy punkty. Cel był w zasięgu ręki. Brak koncentracji w defensywie sprawił, że przegraliśmy mecz, który powinniśmy wygrać – słowa Jakuba Świerczoka, który omyłkowo określił remis (2:2) porażką, dość dobrze oddawały nastroje panujące w tyskiej ekipie po sobotnim meczu w Bielsku-Białej. Sam „Świeży” mógł czuć jednak satysfakcję.

 

Słowa o egoizmie
Ma już na koncie 12 goli i taki dorobek pozwala mu zajmować miejsce tuż za podium klasyfikacji „króla strzelców” pierwszej ligi. 24-letni napastnik GKS-u Tychy dzieli tę pozycję z Damianem Kądziorem z Wigier Suwałki. Wyżej znajdują się Petteri Forsell z Miedzi Legnica (13), Karol Angielski z Olimpii Grudziądz (14), który jednak do końca sezonu już nie zagra z powodu kontuzji, a także Hiszpan Igor Angulo z Górnika Zabrze (15).


- Cel na tę rundę to 10 goli – mówił nam 24-letni napastnik, gdy w drugiej wiosennej kolejce zaaplikował MKS-owi Kluczbork klasycznego hat tricka. I choć potem w czterech kolejnych występach nie trafił do siatki, to na cztery kolejki przed końcem sezonu jest bliski zrealizowania swoich ambitnych założeń. W połowie kwietnia wpisał się na listę strzelców w meczu z Chojniczanką. Potem – mimo wielu szans - „milczał” ze Stomilem Olsztyn (2:2) i GKS-em Katowice (0:3), a trenerzy GKS-u zwracali uwagę, że w niektórych sytuacjach zachowuje się zbyt egoistycznie, nie dostrzegając partnerów. Było widać jednak u niego zwyżkę formy.

 

Z tego go rozliczają
Teraz o nadmierny egoizm nikt nie może mieć już do 24-letniego napastnika pretensji. Ze Zniczem Pruszków (4:1) zapisał na swoim koncie drugiego w sezonie hat tricka, a z Podbeskidziem dorzucił dwa kolejne gole. Przedniej urody, jak na rasowego napastnika przystało. Łącznie tej wiosny strzelił już ich 9, czyli brakuje mu już tylko jednego trafienia, by wykonać narzucone samemu sobie zadanie.


- We wcześniejszych meczach najważniejsze, że były sytuacje. Gorzej, gdybym do nich nie dochodził. Cały czas pracuję nad wykończeniem, bo z bramek się mnie rozlicza. W Bielsku miałem jeszcze jedną szansę, w pierwszej połowie, gdy uderzałem lewą nogą, ale trzeba koncentrować się na pozytywach – podkreślał Świerczok.

 

Tych 12 trafień, jakie uzbierał, tylko pokazuje, jak wielki drzemie w nim potencjał – przez sporą część sezonu był przecież krytykowany, nie spełniał oczekiwań, sprawiał wrażenie osoby będącej jakby obok reszty zespołu. A mimo to wciąż zachował szansę na najwyższe indywidualne laury. Widać, że wiele dobrego wniosło przyjście do klubu trenera Jurija Szatałowa, z którym znali się z pracy w Górniku Łęczna. Rosjanin chwalił napastnika, że zmienił podejście, stał się większym profesjonalistą, z czym wcześniej bywało różnie.

 

Jesień była dramatyczna
Już zimą, Świerczok strzelał sporo goli w sparingach. - Ciężko pracowałem na to przez cały okres przygotowawczy, by w tej rundzie było dobrze. Jak widać, opłacało się. Tamta wyglądała bardzo słabo. Bo jak określić to inaczej? Trzy bramki z jesieni to nie jest dla napastnika zbyt imponujący wynik. A wręcz dramatyczny – przyznawał przed dwoma miesiącami napastnik GKS-u Tychy. To już jednak przeszłość. 24-letni tyszanin udowadnia, że jego potencjał sięga dużo wyżej niż I liga. Kontrakt Świerczoka z GKS-em wygasa w czerwcu przyszłego roku.

Z tej samej kategorii