Adrian Łuszkiewicz szuka swojego miejsca w futbolu. W Tychach już go nie widział

Zaczął od hat tricka w sparingu z Piastem Gliwice, a zakończył po kilku miesiącach, w trakcie zgrupowania, prosząc o rozwiązanie kontraktu. Taka była przygoda Adriana Łuszkiewicza z tyskim klubem.

Pilka nozna. Puchar Polski. GKS Tychy - Cracovia Krakow. 09.08.2017
 fot. Michał Chwieduk  /  źródło: 400mm

Piłkarze czasem między sobą rozmawiają, mówią o tym, kto jest fajnym trenerem. Zawsze powtarzano mi, że najlepsi trenerzy to Jan Urban i Ryszard Tarasiewicz – opowiadał niedawno Seweryn Gancarczyk, były reprezentant Polski, który tej zimy przeniósł się z Tychów do II-ligowego Rozwoju Katowice. Pod takimi słowami zapewne trudno byłoby podpisać się Adrianowi Łuszkiewiczowi, który w piątek za porozumieniem stron rozwiązał swój kontrakt z GKS-em.

 

To było fantastyczne
31-letni środkowy pomocnik kolejny raz nie znalazł uznania w oczach trenera Tarasiewicza. Wcześniej obaj panowie współpracowali w Miedzi Legnica. Wiosną 2017 roku Łuszkiewicz występował jednak głównie w III-ligowych rezerwach. Teraz trafili na siebie w Tychach, gdzie Tarasiewicz znalazł się w październiku, zastępując Jurija Szatałowa.
- Trener ma swoje preferencje i upodobania. Widocznie nie spełniam jego oczekiwań, dlatego stawia na innych zawodników – przyznaje Łuszkiewicz, na którego pozycję tej zimy w GKS-ie zakontraktowani zostali dwaj obcokrajowcy: Edgar Bernhardt i Keon Daniel. Środkowy pomocnik sam zdecydował, że poprosi o rozwiązanie kontraktu. W środę opuścił zgrupowanie w Grodzisku Wielkopolskim i tak zakończyła się jego półroczna przygoda z tyskim klubem, która zaczęła się w sposób wyborny. - W sparingu z Piastem Gliwice zaliczyłem hat tricka.To było fantastyczne. Nie takiego pobytu w Tychach jednak sobie życzyłem. Przygoda z każdym klubem czegoś uczy. Trzeba wyciągać wnioski i dalej pracować. Może jeszcze uda mi się znaleźć klub i pograć na poziomie pierwszej ligi. Wiem, że umiejętności posiadam wystarczające – przekonuje Adrian Łuszkiewicz.

 

Wie, czym to się je
Trzeba przyznać, że zachował się bardzo honorowo. Nikt z klubu go nie wyganiał. Mógłby zostać w pierwszym zespole, a występować głównie w IV-ligowych rezerwach. Dokonał jednak innego wyboru.
- Nie jestem takim typem człowieka, który chce zostać w danym miejscu za wszelką cenę. Życie już czegoś mnie nauczyło. Ostatnie pół roku pobytu w Miedzi miałem stracone. Nie chciałem powtórki z rozrywki. Gdybym pierwszą taką banicję miał przed sobą, to może nadal byłbym zawodnikiem GKS-u. Wiem jednak, czym to się je; wiem, przez co przechodziłem w Legnicy. Mam już swoje lata i nie chciałem znowu spędzić kilku miesięcy w rezerwach. Postanowiłem jak najszybciej rozwiązać kontrakt. Wolałem to zrobić teraz niż pod koniec okienka. Może to będzie też impuls dla klubu, by znaleźć kogoś na moje miejsce… - zawiesza głos Łuszkiewicz.

 

Telefon dzwoni
Pochodzi z Zielonej Góry, dlatego pytamy go, czy rozważa powrót do województwa lubuskiego; Falubazu albo Stilonu Gorzów Wielkopolski, czyli klubów, których barw w przeszłości już bronił, a dziś rywalizujących w III lidze. - Telefon dzwoni, ale w słuchawce słyszę raczej: „Co się stało, że odszedłeś z GKS-u?” niż „Chętnie widziałbym cię w swoim klubie”. To mimo wszystko kiepski czas. Drużyny są już po obozach – albo w trakcie – dlatego nie będzie łatwo czegokolwiek znaleźć. Stilon, Falubaz? Zdrowie mi dopisuje, piłka sprawia mi ogromną radość, więc nie myślę o tym. Nie ukrywam, że wstępne pytania, czy zamierzam wracać do Zielonej Góry, już były. To jednak jeszcze nie jest ku temu odpowiedni czas – mówi nam Łuszkiewicz.

Z tej samej kategorii